sobota, 17 września 2016

Wdrażamy się w nowy rok

Mamy wrzesień, nowy rok (przed)szkolny, no i ruszyła gimnastyka. Ponieważ Mała Mi nie mogła przyjść na swój pierwszy trening z uwagi na urodziny koleżanki, pojawiła się dzień wcześniej na zajęciach bardziej zaawansowanej grupy starszych dzieciaków i okazała się być tam najlepsza! Trenerka, która jest dość powściągliwa i raczej skąpi dobrych słów, tym razem co chwilę chwaliła Małą Mi, jak nigdy. Ale sami zobaczcie ją w porównaniu do reszty grupy...




Olimpijka (zrobiłyśmy to zdjęcie, a po kilku dniach żółty zawodnik "zniknął")


Rzeczone urodzinki Niny




Szaflandia i nasz kochany Pomelo z pomylonymi kształtami ;)






Gwiazda- przed pierwszym treningiem ze swoją grupą


W sobotę dużo się u nas działo: TehoFest, Literobrazki i Świętomięs na który siłą rzeczy trafiłyśmy.
Swój dzień rozpoczęłyśmy parkując hulajnogę pod muzeum i oczekując na otwarcie jako pierwsze w kolejce. Mała Mi już tam była, ja zawitałam po raz pierwszy.


Zrobiłyśmy własne mydełka; Ja fioletową cynamonową muffinkę, a Mała Mi zielonego dinozaura pachnącego truskawkowym ciastkiem; i ruszyłyśmy w podróż do przeszłości


Oskrobywanie z brudu





"półautomat"



Sklep z mydłem i powidłem


PRL pęłną gębą i kreatywne pomysły na wykorzystanie Frani


Suszarka do włosów


Cypisek jako konserwująca substancja spożywcza...



Po zwiedzaniu odwiedziłyśmy toaletę, a tam niespodzianka


Obok barki, na którą przyszłyśmy tego dnia nie raz, było stanowisko eksperymentów fizyczno-chemicznych
"Ta to ma w sobie potencjał"- Pan nawet nie wie, ile w tym racji ;)

video

Precyzja i wybuchy


Jak wspomniałam, nie dało się nie przejść przez festyn święta mięsa, bo rozstawiony był na Starówce, nawet pod wejściem do biblioteki, do której musiałyśmy się dostać na Literobrazkowe warsztaty. My mięso nieczęsto ale jemy i lubimy, mimo że kochamy też zwierzęta, jednak taka impreza nawołująca do jedzenia mięsa, przyklejanie dzieciom naklejek pt: "Lubię mięsko"/ "Jem mięsko", pieczenie na oczach ludzi wielkiego byka i nieodpowiednia data (10.- rocznica rozstrzelania w tym samym miejscu ponad tys osób przez Niemców w kampanii wrześniowej a 11.- zamachy) wywoływały niesmak i trudno się takiej reakcji dziwić. Osobiście mam duży szacunek i podziwiam decyzję wegetarian/wegan, zdecydowanie nie mam ich za "dziwaków", rozumiem też że ktoś może chcieć promować swoje produkty, nawet jeśli jest to broń czy mięso, jednak była to zapewne impreza organizowana przy wsparciu miasta, skoro odbywała się na Starym Rynku... Tak czy inaczej wydarzenie się odbyło i promowało regionalne smaki, a ludzi chętnych do skosztowania były tak długie kolejki, jakich chyba jeszcze nie widziałam.

video


Kiedy ominęłyśmy paradę, trafiłyśmy na zajęcia z linorytu


Nasze wzory; kot po prawej mój, ten po lewej samodzielnie wyrzeźbiony przez Małą Mi


i efekt


W drugiej kolejności przeszłyśmy na warsztaty związane z jedzeniem, prowadzone przez autorkę "Co jedzą ludzie". Poznaliśmy naprawdę dziwne potrawy jak specjalnie przygotowane psie wymiociny (mój faworyt do najobrzydliwatości) 


Z tych smakołyków dzieciaki miały zrobić szaszłyki, albo figurki... Mi nie bawi się jedzeniem, Mi doskonale wie, gdzie ono powinno trafić ;)



Chwila przerwy na dziedzińcu


Małej Mi też dostały się kawały wędlin, kiedy przechodziłyśmy w drugą stronę


Z całego festynu, to był najfajniejszy zakątek


video

video

video

A tu ów byk, już w większości rozdany ludziom


Tvn promował swój program


Cały ten zwariowany dzień zwieńczyłyśmy pójściem na impro


A następnego dnia od rana, znów byłyśmy w bibliotece, najpierw robiłyśmy breloki-czachy, później Mi zrobiła nam pamiątkową torbę...


...a w końcu trafiłyśmy na spotkanie z autorką "Basi" :D


Było ciekawie i inspirująco, poznaliśmy tajniki powstawania książki, zobaczyliśmy jak mogłaby wyglądać Basia, gdyby wybór padł na innego ilustratora, stworzyliśmy własnego bohatera- super-psa


Dzieci dostały po dwa kształty i miały oprzeć na nich swoje rysunki, Mała Mi z fali zrobiła dom, a z księżyca biuro, ale pomysłów było od groma.



Po krótkiej przerwie odbyło się z kolei spotkanie z ilustratorką "Basi", ona również pokazała nam jak wyglądał proces wymyślania Basi i jakie formy ona przybierała. Posłuchaliśmy też na temat różnych portretów i tego jak się je tworzy.


Później dzieci rysowały swój portret w oparciu o wskazówki Pani Marianny i zgadywaliśmy który do kogo należy 



To był koniec warsztatów na ten dzień.



W poniedziałkowe popołudnie, Mi pojeździła na rowerze, porobiła bańki i dołączyły do niej koleżanki, nawet pomyślały żeby przynieść dla niej lody :) i poszłyśmy razem na muzyczny plac zabaw

video

A że się zgadałyśmy, to następnego ranka wyruszyłyśmy razem nad jezioro. To nasze pierwsze w tym roku plażowanie.



video



Mamy w tym roku jakąś inwazję motyli w mieście, pełno ich wszędzie


Cały dzień w wodzie, wpadłyśmy tylko się przebrać, zostawić rzeczy i ruszyłyśmy na trening. Z kolei następnego dnia z samego rana Mała Mi miała badanie więzi z tatą przez biegłego psychologa. Trafiłyśmy na miłą i ciepłą Panią psycholog. Po tej atrakcji wyruszyłyśmy do zoo.


Mi obcałowała większość tamtejszych szyb


Miłość do warana? Czemu nie, najważniejsze żeby była szczęśliwa ;)





video




video

video

Akurat czytamy o Packo Ladacko (imię szopa z książki)


video

video


Wyderka akurat spała z wytkniętym języczkiem


Nasz hotel z Dnia Pszczół, nadal stoi i ma się dobrze



video

Jenoty, trochę się wkradłam żeby zrobić im fotę



video

video

Mandarynka- Mi mówi że śmiesznie się nazywa



Jeszcze żywe miąsko



Znów byłyśmy w zoo w porze karmienia zwierząt


video



Mi stwierdziła że strusie ułożyły sobie kamienne kręgi do gry


Czarny łabędź


Prosto z zoo pojechałyśmy do Szaflandii, tym razem mówiliśmy o tym jak to jest spać u kogoś i tworzyliśmy własne szafki w których będą się mogły schronić nasze postaci


A takiego uroczego krasnala Mi stworzyła w przedszkolu (w tym roku mają podręczniki z krasnalem Radusiem)


Jeden z placów zabaw najbliżej naszego domu przerobili i wczoraj ponownie udostępnili do użytku. Po Małą Mi przyszliśmy tego dnia do przedszkola razem z naszym kocurkosiem





Achhh czuć już jesień, są kasztany i żołędzie, skończyły się upały-  jest idealnie!

2 komentarze:

  1. Padlam ze zdjecia Mi, wyprowadzajacej na spacer kotka! ;)

    Mala Mi jest jak czlowiek - guma! Nic dziwnego, ze trenerka ja chwalila!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas po kądzieli wszystkie baby takie giętkie, stąd pierwotnie w ogóle pomysł z gimnastyką.

      Usuń

Miło mi, że tu zaglądasz i zostawiasz po sobie ślad. Wpadaj częściej :)