sobota, 13 czerwca 2015

Festyny, Koncerty, Imprezy, Podróże małe i duże

Znów przerwa na blogu, bo albo długo problem ze zgrywaniem zdjęć, albo kompik w naprawie, a dzieje się u nas tyle, że nie mam kiedy spisywać, to wszystko pochłania cały nasz czas, sami zaraz zobaczycie. Teraz już cały sprzęt gra, może uda się dzięki temu opowiadać na bieżąco, zobaczymy ;)

Widać, kto rządzi w mieście ;)
 

Chociaż naszej podwórkowej mafii i tak strach się bać. Oni widzą każdy Twój ruch...


Alternatywna metoda użytkowania ławeczki, czyli; Po co ćwiczyć, kiedy można odpocząć?!


...bo ciocia Marysia umie wszystko... i czapki na życzenie uszyje i pupila na szybko wyczaruje (pupil nadal żywy)


Miłość do Barney'a nie ustaje


19.04. na zajęciach robiliśmy własne "jungle" ze zwierzętami z safari
Prowadzący zajęcia stał się dla Małej Mi kimś w rodzaju autorytetu. Kiedy tworzy jakąś pracę mówi: "Pokażę Panu Piotru."



A później z zaskoczenia pojawili się nasi sąsiedzi żeby wybić nam rytm zabawy


Powiłam drapieżcę: "Będę lewem"


Jak każdy dziki kot, potrafi się też skradać


Sezon placo-zabawowy rozpoczęty na dobre


22.04. na basenie Mi zdecydowała się zjechać do wody z tej wielkiej zakręconej zjeżdżalni. Mnie nikt nie pytał, czy się podejmę, jak dwulatka się nie boi, to pozostało wziąć głęboki wdech i nie myśleć tylko zjechać ;) Teraz na każdych zajęciach zjeżdżamy.


Mi wzięła swoją nową "maskotkę" do przedszkola by siać postrach


Beatlesi, wg Mi "ten trzeci" wygląda jak ciocia Marysia


25.04. wycieczka po Smukale


Żeby się nie zgubić, musimy wiedzieć jak korzystać z mapy


Tylko gdzie jest północ?


Kompas nam podpowie


Wystarczy ułożyć wg niego mapę, odnaleźć się na niej...
Ok, byli też zwolennicy GPSa ;)


Przyswajanie wiedzy geograficznej in progressss ;)


...sprawdzić drogowskazy


...poznać oznaczenia szlaków i możemy ruszać!


Chwila przerwy dla Włóczykijów



Chodźcie szybko, zobaczcie!


Padalec


Po wędrówce (2km) doszliśmy do uzdrowiska
 


Mi wygląda na zmęczoną? Też tak myślałam, ale zaraz po wycieczce zlądowałyśmy u Ali, dziewczyny się wybawiły, później ruszyłyśmy spacerkiem do domu po drodze zaliczając karmienie ptaszorów i harce z Laurą (przypadkowo spotkana przyjaciółka z grupy przedszkolnej) na placu zabaw, a w końcu zakupy i do domu




gdzie trzeba było się jeszcze spakować, by w środku nocy ruszyć na dworzec...

 
Podróż mijała nam w rytm tej nuty
 

Polecamy TLKi- 30% zniżka rodzinna i przedział dla matek z dziećmi, to dobra opcja na podróż


Tania oferta znaleziona przez Internet z dnia na dzień, spontaniczny wyjazd i oto jesteśmy



Spacer do Zatoki Puckiej


Po drodze taki plac zabaw- musiał być nasz! (jak wszystkie, które mijamy ;) )










Obiecany rosołek



Teraz w stronę portu



Mała Syrenka



Portowy Sierściuszek



MOOORZE






Pozerka, poza obiektywem próbowała ułożyć tę mozaikę z powrotem w całość, aż się panowie śmiali, że rośnie im nowy pracownik.


Nareszcie- plaża! :D


Tester smaku wody morskiej




UWAGA! Włóczykijstwo to nałóg.
Rodzicu, reaguj przy pierwszych, pozornie niewinnych symptomach!





Trafiłyśmy akurat na wypompowywanie zanieczyszczeń z kutra, w tej rurze przepływały małe rybki.


Wędrówka po Smukale okazała się być niczym, przy "spacerku" po Władysławowie. Google Maps pokazuje, że przeszłyśmy tego dnia 10,5km ale nie liczy spaceru do zatoki i po plaży, więc był to jeszcze większy dystans... Jestem Dumna z mojego Tuptusia :]
Małej Mi spodobała się podróż, więc pomimo zmęczenia i dość późnej pory, wieczorem bawiła się jeszcze w pociąg.


Władek; Dzień II


Biedronka- ostatnio mamy na nie fazę, zaraz dowiecie się dlaczego ;)





Buziak dla Pana Marynarza






Dzieciom tak niewiele trzeba do zabawy...


Szkoda tylko, że te wszystkie improwizowane zabawki muszą później wędrować z nami :P



Kamyczki


= Skarb!







Wejdę tam, schowam się


tu mnie NA PEWNO nie znajdzie ;)



Już niedługo ;)


Zrobiło się deszczowo
 

...a Mi wołała: "Ślimak, ślimak pokaż rogi, dam Ci sera na pierogi, jak nie sera to kapusty, będzie pusty."


Mi: Mama ogarnij się!
Ma: ??
Mi: Ogarnij się, ja też zaraz się ogarnę. (+uśmiech)
Nie wiem do teraz o co chodziło, w jakim miało być sensie, ani skąd zna takie określenie (ja używam go w kontekście sprzątania, raczej nie odnośnie ludzi)

Każdy zwierz nasz jest





Tego dnia zrobiło się zimno, nie było sensu zostać dłużej, a że w międzyczasie zadecydowałyśmy wspólnie, że jedziemy odwiedzić ciocię Idę, rano spakowane opuściłyśmy pokój. Miałyśmy jeszcze pochodzić, ale jak tylko wyszłyśmy na ulicę, kusząco zatrzymał się koło nas bus. Wsiadłyśmy i w drogę.


Wybieramy prezenty, dla Kornelka i Misi, oczywiście musi być samochód.
Mi, jak dobrze mieć dwa lata i nie znać wartości pieniądza (btw ostatnio chciała kupić lody za znaleziony na chodniku grosik) ani zasobności dostępnego portfela ;)



Pierwsze spotkanie Misiek


I harce z od wieków niewidzianym Twix'iakiem



"Nie wchodźcie na kaloryfer." "Mi, nie otwieraj okna!"





Zabawa w Pająka i Muchę. Pająk właśnie dorwał śniadanie.




Po dwóch nockach u cioci i wujka, przed wyjazdem musiałyśmy jeszcze przecież zahaczyć o plażę
Ustka




Znaleziona budowla, tu trzeba trochę poprawić, tu dodekorować







Ten ptaszor zjawił się nagle, zakołował nad nami, wylądował i zaczął iść za nami wydzierając się. Ktoś ma pomysł o co chodziło? XD


A po powrocie... ALA! Dziewczyny się za sobą stęskniły.
Pierwszy w życiu własny lód


 
Dla odmiany na ciepło- grill u cioci i wujków
 



Kwiatki i wazon zrobione przez Mi w przedszkolu


6.05. basen


I pobasenowe sklepowe szaleństwa z Alą



Raz na dłuuugi czas zdarza mi się pójść do takiego fast food'a. Usiadłyśmy, a Mi łapie za frytki. Moje zdziwienie było wielkie, bo 1. Mi nie zabiera jedzenia, które mam dla siebie 2. Nie je niezdrowych rzeczy 3. Jak czegoś nie zna to pyta czy to się je i czy może. Zaskoczona pytam, czy wie co to jest:
-tak, frytki
-a skąd wiesz, jadłaś już coś takiego?
-tak, w przedszkolu jemy
Naiwna Matka 


I Tura Prezydencka



14.05. Mała Mi pierwszy raz podpisała się na swojej pracy (lepsza fotka nie chciała mi się udać, ale rysunek oczywiście został na pamiątkę). Brakuje jeszcze tylko kładki od A i kropki nad i.


16.05. w oczekiwaniu na zajęcia przyglądałyśmy się wystawie



Tym razem ruszyliśmy na spacer po okolicy w poszukiwaniu roślin. Nauczyliśmy się że nie istnieje coś takiego, jak chwasty i że wiele z rosnących przy chodniku roślin można jeść. Próbowałyśmy np. czosnaczku, kurdybanka, dziko rosnącej rukoli... Mi od tego czasu chce próbować każdej napotkanej trawki.


A na koniec zrobiliśmy ciekawe zielniki, nasz na pewno jeszcze się nam przyda :)


Zajęcia zakończyły się na wyspie, gdzie właśnie rozpoczynał się ecofestyn


"Do biedronki przyszedł żuk, w okieneczko puk puk puk..."


Wiecie kto uświetnił swoją osobą imprezę? Ciotka Klotka! Tak, wciąż ta sama, tylko Fasolki już powyrastały nowe. Byłyśmy z Mi pod samą sceną i narobiłam dziecku obciachu (kiedyś musiał być ten pierwszy raz!). Przy którymś wejściu Ciotka nie omieszkała zwrócić wszystkim uwagi na "tą Panią z dzieciątkiem na rękach, która śpiewa z nami i zna wszystkie teksty piosenek"- tak, to ja, dostałam nawet dwie nagrody (jako jedyna z dorosłych, bo przeznaczone były dla dzieci) :P Przyznaję się bez bicia- jestem fanką Fasolek (od dwudziestukilku lat), uwielbiałam Tik Taka!



Katarynkowa papuga już zaprasza na lody na Starówce


Mi ulepiła sobie miseczkę z gliny




A wieczorem czekała nas kolejna fala atrakcji, bo w mieście Noc Muzeów i Noc w Bibliotece.
 
Obejrzałyśmy wystawę świata komiksów

I poszłyśmy na warsztaty rysowania komiksów




Mała Mi załapała zasadę rysowania w ramce i stworzyła kadr komiksu o smutnych biedronkach


A tu moja (można się śmiać) praca, cały scenariusz autorstwa Małej Mi (później został jeszcze dorysowany kosz z jajkami)


Po pracy rysowniczej poszłyśmy na kiermasz książek


A w końcu do Muzeum poświęconego Leonowi Wyczółkowskiemu i jego twórczości




Wielkoformatowe puzzle z obrazami


Pokaz codzienności z życia rycerzy






Tworzenie świeczek


I kolczug




Kiedyś trzeba było w końcu iść do domu, żeby szybko pospać i niedzielnego ranka stawić się na kolejnych zajęciach. Tym razem tworzyliśmy torby w tematyce letnio-wakacyjnej.





 
Ma się ten talent; w trakcie malowania usłyszałam, że to tęczowa łódka i Myszka Mickey :P
 
 
Rewers naszej torby
 

Po pracy czas na zabawy w kole. Sprawdzaliśmy swoją wyobraźnię, zwykły słoik zmieniał się magicznie w różne rzeczy, które są jakieś i trzeba jakoś przekazać je dalej.





A później to już impreza na całego




Mam nadzieję, że jednak widać chociaż co było w zamyśle...
bo zamierzamy używać naszej torby!


Chwilka przerwy w domu i pognałyśmy na kolejny festyn


Pierwsza jedzona wata- od Pana Kuby


Poznałyśmy Lazurka i Wikusia



Znalazła nas tam babcia z wujem i prababcią


Po ulewie, która zmoczyła wszystko, choć trwała tylko chwilę, potrzebowałyśmy regeneracji. Grochówa, kiełbaska z grilla


...i można się dalej bawić






Okoliczne place zabaw nie mogą czekać!





Koncerty (jak widać po panu w tle, było nieźle ;) ) Mała Mi przetańczyła i klaskała



A kiedy prowadząca imprezę zapytała, czy jakieś dzieci odważą się wystąpić, Mi pognała na scenę.


Tańczyła, machała



A na koniec powiedziała tej Pani, że chce jeszcze zaśpiewać... tylko nie bardzo wiedziała co


Dostała paczkę z upominkami, a ja pękam z dumy, że mam takie odważne i przebojowe dziecię.


To bynajmniej nie koniec atrakcji, 23.05. odbyła się kolejna duża impreza, a właściwie dwie koło siebie w tym samym czasie. Dni nauki i zabawa w rozszyfrowywanie naszego miasta.





Mi dostała kamizelkę i bransoletkę za zainteresowanie miasteczkiem znaków drogowych i znajomość podstawowych przepisów ruchu drogowego. W domu mówię:
-możesz już zdjąć tą bransoletkę
-Ale pan powiedział, że mam ją mieć cały czas
-Tak, ale na ulicy, gdzie jeżdżą samochody, a nie w domku. One są po to, żeby Cię kierowcy widzieli (ciszej dodałam) jakbyś chodziła po ciemku.
-(przemądrzałym tonem) Ale czy mam w swoim pokoju samochody? Chyba mam!


Uciekający samochód, w końcu udało jej się go dorwać


Jakby dali 20 balonów, to też by wzięła



Mała rekonstrukcja, która naprawdę ciekawie wyszła


Duplaki- spędziłyśmy tam sporo czasu


Na jednym ze stoisk spotkałyśmy ciocię Madzię i wujka Adama.
Mi stanęła i od razu poszła na tych szczudłach


Na scenie występowali uczestnicy The Voice of Poland



Jakimś cudem w tym tłumie i chaosie znalazła nas Ala z mamą.
Dziewczyny w oczekiwaniu na klopsiki. W końcu świeże powietrze= apetyt.


Zajęcia plastyczne na świeżym powietrzu


Alex


Pani nauczyła Mi sterować skomputeryzowanym robotem


Upust dla własnej kreatywności


Maskotkowy szpital
Panie narobiły sobie selfie z Małą Mi



Eksperymenty, ciekły azot, wybuchy


Po obejrzeniu wszystkiego, co zdążyłyśmy zejść, poszłyśmy pod scenę w oczekiwaniu na gwiazdę wieczoru


I przypłynęli


Lady Pank



A po koncercie jeszcze piękny pokaz fajerwerków i w drogę do domu






 
A następnego dnia miałam lenia. Słyszę... ciszę. Co oznacza cisza, każda mama wie, jednak zwykle łudzę się że to tylko chwila spokoju w prezencie dla mnie. O słodka naiwności! Tym razem po ciszy Mała Mi pobiegła do łazienki, puściła wodę i słyszę jak ta woda leci i leci. No dobra, trzeba zareagować: krzyczę, nie słyszy, krzyczę jeszcze raz, nic, trudno trzeba nadwyrężyć struny głosowe, drę się: -Mimi! -Co? -Wyłącz tą wodę, nie wolno tyle puszczać. -Ale ja mam brudne rączki. (Oho!)
- A od czego masz brudne? Chodź tutaj dziecko! I co widzę?:


Tak, moje dziecko dorwało się do lakierów, pomalowało sobie paznokcie, u rąk równiutko, a po pomalowaniu pazurków nożnych musiało jej się nudzić, bo pomazała jeszcze po całych stopach. Wylała przy tym 3 lakiery i porozwlekała kilka innych przedmiotów z naszej kosmetycznej szuflady.


Może to zabiegi "upiększające" dla oddania powagi sytuacji- II tura wyborów


Taka ta Mała Mi dorosła, że zdemontowałam jej już szczebelki od łóżeczka


28.05. Mi miała badania słuchu. Jednak matczyna intuicja mnie nie zawiodła, Mała Mi ma niedosłuch na poziomie 40db, nie słyszy szeptu, nie umie wychwycić poszczególnej mowy w ogólnym hałasie, nie słyszy niektórych głosek (gł szeleszczącoświszczących), jest też problem przy głośnych dźwiękach. Okropnie się patrzyło na kompletny brak reakcji na podawany w słuchawce dźwięk, mimo że ja stojąc dalej go słyszałam. Sterydy w ogóle nam nie pomogły. Czeka ją operacja na oba uszka w pełnej narkozie, przy okazji wytną jej migdał i może podetną więzadełko. Pozytyw jest taki, że jest szansa poprawy słuchu po operacji, wbrew temu, czym straszył mnie poprzedni laryngolog. Apel do mam 1. U nas przyczyną był zwykły katar i zapalenie ucha od niego. 2. Nie dajcie się zbywać pediatrom, niech z Was robią matki-wariatki, byleby wystawili skierowanie. Ja informując lekarkę, o tym co obserwuję (pogarszająca się mowa, częsty brak reakcji na wołanie itp.) usłyszałam, że to taki wiek, buntuje się i dlatego nie słucha. Może gdybym tamtego dnia dostała skierowanie, słuch Mi nie zdążyłby się tak pogorszyć i operacja nie byłaby konieczna, albo Mi byłaby już po niej.

28.05.- przedszkolne przedstawienie z okazji dni rodziców i nasze cudne biedrony (to przygotowania do występu wprowadziły u nas biedronkową manię)







video




Buziaki


Na zakończenie prezenty (tatuś dostał jeszcze książeczkę)


Uwaga, otwieranie szafy grozi zawałem!



30.05.- stroimy się na Dzień Dziecka w przedszkolu


Były zabawy na placu zabaw, a poza ogólną imprezą dzieci musiały uzbierać wszystkie pieczątki za poszczególne wykonane zadania. Od razu powiem że nam się udało!


Zadania ruchowe


Mi opisując dziadkowi co robiła na tym zdjęciu: "Idziałam, idziałam, idziałam i skaknęłam."





Zajęcia plastyczne




Malowanie buzi/rączki- Mała Mi zażyczyła sobie bociana, Pani dała radę!


Sala zabaw




Nasze znajome milusińskie alpaki :)


Mi karmiła



I buziakowała



Trampolina




Nie chcę marchewki, chcę Twoje włosy! Wikusia korciła kita Mi za każdym razem, kiedy podchodziłyśmy usilnie próbował ją chwycić, a Mi kompletnie nieświadoma ciągle umykała mu, jak był już tak blisko, już witał się z gąską- scenka rodem z Bennego Hill'a


Impreza była super, a przedszkole tętniło życiem i muzyką. Po tej zabawie troszkę zmęczone, ale naładowane wrażeniami postanowiłyśmy pojechać na festyn z okazji święta dzieciaków. I zobaczcie kogo Mi tam spotkała! Przybili sobie z Barnisiem pionę. Ciekawe, czy mu szepnęła że śpi z jego podobizną.


Ze wszystkich (chyba 20) dmuchanych "zamków" Mi musiała wybrać największy



Fajnie spędziłyśmy dzień, Mi dostała na festynie paczkę prezentów i z uśmiechami ruszyłyśmy w kierunku domu.


Było tylu ludzi, że nie mieścili się w podstawionych tramwajach. My siedziałyśmy na schodach :)


A już następnego dnia w południe dołączyłyśmy do parady postaci z bajek






Mi w przebraniu Shona

 
Wiceprezydent przekazuje dzieciom klucz do miasta na dwa dni.
Pierwszą decyzją tych dzieciaków było, żeby nic w naszym mieście nie zmieniać :)
 

Pan Shrek miał na nas oko ;)


Alex, Gloria i Julijan


Wielki Ptak i Olaf


Kącik Juraparku


Za odgadniętą zagadkę, balonowy piesek w prezencie



Mi zrobiła pierniki

Świeży soczek


Gruszkowe muffinki i drobiowego burgera





Udekorowała jeszcze ciacheczko




Ach ta duma :D


Zawody w dojeniu krowy, Mała Mi koniecznie chciała wziąć udział. Była najmłodszym uczestnikiem i jak to ujął komentator: "Na luzie bez spinki doi sobie jedną ręką" Pewnie, co to dla niej! ;P







Projekcja Bolka i Lolka



Ale prawdziwy szał zaczął się, kiedy na scenie pojawił się Julian!


Mi najpierw tańczyła jak on patrząc na telebim


Później poszła pod scenę, żeby zobaczyć z bliska, jak Julek wywija ze swoją grupą tancerzy


A chwilę później wdrapała się na scenę i to na pierwszy plan (a jakże ;) )



Pomiędzy kawałkami Julian poprosił, żeby dzieci które dołączyły poszły na tył sceny i pozwoliły zaprezentować się przygotowanej grupie. Mi nawet na mnie nie spojrzała i tanecznym krokiem zawojowała tło, a ja musiałam przebić się przez tłumek, żeby stanąć za sceną i jakoś odzyskać dziecko po tym szaleństwie.





W wyścigu szparagów Mi również była najmniejsza, nawet nie dosięgała nogami do ziemi, ale od czego ma się ducha walki ;)


Znów odwiedziłyśmy papagaja



Wracając do domu Mi pokarmiła jeszcze ptasiory


1.06. Mi widziała się z tatą, poszliśmy razem na plac zabaw, a później do restauracji.
Pani pyta czy sok podać ciepły czy zimny z lodem, Mi patrzy na nią z niedowierzaniem i zdegustowanym tonem, jako oczywistą oczywistość mówi: "ZimnyY."

2.06. brałyśmy udział w pięknym koncercie Jerza Igora
Polecamy, Panowie tworzą dla dzieci perełki



W trakcie koncertu można było biegać, a po nim samemu zagrać i zaśpiewać


W czwartek za to zrealizowałyśmy wycieczkę po moich starych kontach osiedla, na którym mieszkałam jako dziecko. To tak przy okazji wizyty u prababci.



Całe życie pod górkę ;)


Ulica, którą szło się do dziadków, najczęściej z nimi. Cały czas stromo pod górkę. Kiedyś wydawała mi się dłuższa.


Morwy, ile ja się w dzieciństwie namęczyłam, żeby ich dosięgać


Mój najczęstszy sposób chodzenia po tej uliczce



Rozwidlenie dawało ulgę, że już koniec wspinaczki

To chyba w tym sklepie ekspedientka padła ofiarą mojego dowcipu.
Nie byłam grzecznym dzieckiem, koleżanki pamiętają do teraz ]:-E



W jednym z tych domów mieszkał mój pierwszy chłopak, taki podwórkowy; Piliśmy oranżadę z jednej butelki, bujaliśmy razem na huśtawce, mieliśmy swój krzaczek (na zdj niżej), a koledzy przezywali nas od zakochanych par. I tak tego nie czytasz, ale Rafaello, pozdrawiam ;)


Tu była mała dziura w płocie, przez którą dziadek przeciskał się razem ze mną żeby uatrakcyjnić spacer (chyba nawet nie było przez nią bliżej niż między blokami, ale ja miałam frajdę). Zawiodłam się że postawili nowe ogrodzenie.



Na placu nie ma już huśtawek ani karuzeli, ale stoi od tych dwudziestuparu lat ta sama zjeżdżalnia, są trzepaki! drabinki i piaskownica



Pod samym oknem, gdzie się krzyczało "BabciAAAAA!" nadal rośnie wspomniany wcześniej krzaczek i akacja, którą posadziłam i podlewałam jako dziecko. Dopiero ona uświadomiła mi, ile czasu minęło.


Na tym trawniku i kamieniu też dużo się działo


Niektóre rzeczy się nigdy nie zmieniają XD


Prababcia postanowiła obwiesić moją srokę wszystkim czym mogła


Mój stary keyboard, na nim uczyłam się grać



Truskawy
 

Na dalszą wyprawę ruszyłyśmy już razem
To klub, coś w rodzaju MDKu, odbywały się tu różne zajęcia i turnieje, nadal funkcjonuje.


Moja podstawówka 1-3




Przedszkole i tu Mi najbardziej się zdziwiła. Tak, mama też chodziła do przedszkola O.O


Znów 1-3 (wszystkie te budynki stoją dookoła jednego placu), tu była nasza sala


W tle szkoła 4-5 (w 6. klasie się wyprowadziliśmy)


O piękna Julio




Kochana szkółka


Na trasie, którą wracałam co dzień ze szkoły nadal stoi budka z lodami, ciekawe czy ją jeszcze otwierają (tego dnia było święto). Strzegła jej wielka, piękna bernardynka India.


Każdy ma jakiś swój "sklep na rogu"


A tu mieszkaliśmy przez 6 lat


Nas już nie ma, ale lew na podwórku stoi ;)


Mała Mi zaliczała kolejne place zabaw, nałóg to nałóg


Żeby dostać się do biblioteki trzeba było wejść po wielu schodach niebieskiego pawilonu



Sklep zoologiczny, w tamtym czasie miałam króliczkę, którą wymieniliśmy na najcudowniejszego psa, jaki chodził po tym globie, a później do rodzinki dołączył jeszcze nasz pierwszy kot


Posiłek regeneracyjny. Mi stanowczo zjadła za dużo, choć po takim spacerku trudno jej się dziwić.
Drogę powrotną skróciłyśmy sobie już autobusem.

 
Tydzień temu zmarła mama dziadka Małej Mi, której Mi nie miała okazji poznać. Żal.
 
Mała Mi skończyła 32 miesiące. Mierzy ok 89cm, nadal nie dobiła do 13 kg, ciuszki do 92 (teraz przerzuciłyśmy się na letnie, które nadal (!) często są w rozmiarze 56), butki 22. Liczy do 16, zrobiła się taka doroślejsza i mądralińska w uroczy sposób. Najbardziej lubi skakać, układać puzzle, grać w planszówki (oprócz gry z przewidzianym zastosowaniem, lubi sama ustalać zasady grania różnymi przedmiotami), lepić z ciastoliny, rysować i oczywiście jeść. Nauczyła się z moją pomocą robić na drabinkach fikołki w tył. Bezbłędnie wyklaskuje ilość sylab w wyrazach. Chciałaby mieć psa, ale to melodia przyszłości.
Zasłyszanki:
proskotont- prostokąt, ichachoń- koń, boiła- bała, nasłuchawki- nauszniki, listek-lisek, wilek- wilk, na dokładce- na podkładce, kręgiele- kręgle, pan budownik- budowniczy, nie położaj- nie kładź, usiądnęłam- usiadłam, ja bawim się- bawię się, ja się kompam- kąpię się, założam- zakładam, ziamacie- zamknięcie, weszł- wszedł,...
Nie cieszcie się, jeśli będzie chciała Wam coś podarować; podaruję- podrę
pójdziemy do Ciebie domu- do Twojego
wg Małej Mi słowo "bal" pochodzi od "balonów", których na balach jest dużo
"wczoraj" oznacza ostatnio szeroko pojętą przeszłość
czerwony ananas- arbuz
banan zen- bonanza
nad morz- nad morze
Kiedy nas przedstawia, to siebie w formacie nazwisko i imię, a mnie nazwisko i "mama", choć zapytana wie, jak mam na imię.
Mi śpiewa "idzie burza i królewa" zamiast burza i ulewa
Często śmiejąc się mówi: "No co Ty?!"
Moi faworyci: "duża fisza"-duża ryba i "spajdeł"- pająk
 
Rozmów kilka:
 
Szłyśmy kiedyś na basen z psiapsiółą Małej Mi. Laurce bardzo chciało się siku, więc mama rzutem na taśmę wysadziła ją na trawnik. Jakiś czas później wyszłyśmy rano do przedszkola i akurat zbiegło nam się w czasie z sąsiadem wyprowadzającym psa. Mamy dwa wyjścia z budynku:
Mi: Czemu my idziemy tutaj?
Ma: Bo idziemy do przedszkola.
Mi: A czemu Joko poszła tam?
Ma: Joko poszła na podwórko, żeby zrobić siusiu, bo pieski robią siusiu gdzie?
Mi: Na trawkę! ...Pieski sikają na dworze... (myśli)... i Laura też.
 
Mi wciska mi poduszkę pod głowę, mówię że nie chcę. Pół dnia później siadam oparta o poduchę;
Mi: A mówiłaś, że nie chcesz poduszki!
 
Szatnia, przygotowujemy się na basen
Mi: Nie trzymaj mnie za włosy.
Ma: Ale ja trzymam za gumkę.
Mi: aha
 
Umówiłyśmy się, że żeby dostać dwie kuleczki czekoladowe od babci, ma najpierw zjeść do końca kanapkę z twarożkiem, którą sobie zażyczyła. Nie zjadła, mówię:
- Nie dostaniesz kulek.
- (obużona) Jak to nie dostanę?!
 
Mi: ...skaknęłam...
Ma: Skoczyłam.
Mi: Już powiełam "skoczyłam".
 
*Część zdjęć z imprez organizowanych (albo takie, na których jesteśmy obie) ściągam zawsze z fb i innych galerii, albo od znajomych. Widać które nie były robione naszymi aparatami. Autorów wszystkich nie znam więc nie będę wymieniać, ale dziękujemy za zatrzymanie w kadrze naszych wspomnień :)

2 komentarze:

  1. Post taki dlugasny, ze zupelnie nie wiem do ktorej czesci sie odniesc! :)

    Napisze wiec chyba tradycyjnie, ze w szoku jestem ile sie u Was dzieje! No a rozmowki - boskie! Uwielbiam te dzieciece skojarzenia, przekrecenia i logike. Jak z pochodzeniem slowa "bal"! No przeciez to sie rozumie samo przez sie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecuję że teraz będzie częściej i w mniejszych dawkach. Może nawet dzisiaj pojawi się krótki wpisik. I tak podziwiam, że wytrwałaś przez całą notkę kolejny raz ;D

      Usuń

Miło mi, że tu zaglądasz i zostawiasz po sobie ślad. Wpadaj częściej :)