niedziela, 4 stycznia 2015

Długo oczekiwany dwumiesięczny post

Naczekaliśmy się na notkę, nie będę oryginalna, po prostu nie mam czasu, a jak już pojawia się upragniona chwila, to marzę tylko żeby odpocząć.
Ze zmian wszelkich; Mała Mi rośnie, tzn. rosną jej głównie ręce. Koszulki z długim rękawem zaczęła w tym tygodniu nosić w rozmiarze 92, inne rzeczy w szafie to nadal rozmiary 56-86 (56 już tylko pojedyncze sztuki są na nią dobre). Sama mierzy 84,5cm (mierzone przy ścianie). Waga się nie zmienia, wciąż waha się pomiędzy 11, a 12kg.
 
Od listopada masowo mówi wierszyki, śpiewa jeszcze więcej piosenek. Ładnie jej to wychodzi, ale jak zaczynam nagrywać to świruje i chyba nic z uwiecznienia nie będzie. Za to odśpiewuje każdemu w zasięgu, przede wszystkim swoją ulubioną piosenkę o Mikołaju (tym, co jedzie samochodem). 
Poza tym na singliście jest Ogórek, co ma zielony "gabiburek", a każde kółko jest dla niej graniaste, "boogie boogie ahoj"- dzięki której zauważyłam, że moje dziecko odróżnia prawą i lewą stronę, Gwiazdeczka z przedstawienia, "Druga godzina niedźwiedź śpi, druga godzina niedźwiedź idzie spać, druga godzina niedźwiedź łapie.", "widziałam byka, jaki ładny byk", Jagódki i wiele, WIELE innych.
Czasem Mi uprze się że mam jej zaśpiewać konkretną piosenkę i wszystko w porządku, jeśli jest to piosenka, którą znam, a nie zasłyszana w przedszkolu, albo enigmatycznie nazwana. Bo jak zaśpiewać "chokek"? Zanim doszłam do tego że chodziło o "wierzchołek" i piosenkę o zającu, a nie króliciu, jak próbowało mnie naprowadzić dziecko (po drodze próbowałam też o Poziomce), Mi zdążyła przypomnieć sobie słowa i zaśpiewała sama.
 
Do postępów zaliczam też samodzielne układanie puzzli z 20 elementów.
Od dwóch miesięcy Mi częściej bawi się z dziećmi a nie sama. Nawiązuje trwalsze relacje.
Umie się przedstawić, na razie jednym członem nazwiska.
Coraz częściej załatwia się na kibelek a nie na nocnik. Nakładka nie jest u nas w użyciu, ale przydaje się stopień, dzięki któremu może sama się obsłużyć.
 
Bardzo niepoprawnie mówi i już sama nie wiem, od kogo jej się to bierze, bo wcześniej wysławiała się jak trzeba, a teraz: ja bawim się, na dupku- na dupce, Co to jest na imię?- Jak to się nazywa?, on jest na imię (np.) długopis- to jest długopis, w rączku, kąpają się- kąpią się, boiła-bała, onglondać, widziłam-widziałam, najlepciej- najbardziej, napijałam się- napiłam się, siędziłam- sięgnęłam, siedziłam- siedziałam, leżiłam- leżałam, ja chodzim- chodzę, nie zgnieciem ci- nie zgniotę cię, ukadać-układać, obrócaj/obrócamy- obracaj/ obracamy, pichaj- wpycham, drapa-drapie, torpka- torebka, zamacia- zamknięcia, ją- jedzą... Większość tych słów potrafi powiedzieć poprawnie, tylko jej się myli.
-Nie ma tam myszków.
-Myszek jak już.
-Już? A dlaczego już?
...
Często powtarza też "ej", na co odpowiadam "Ja Ci dam ej!", a Mi śmieje się "JA dam ci ej".
bamamk- bananek
kamapa- kanapa
Pokuś- Piotruś
a plisk/ a pisk- a psik
jeden piłk, dwa piłk, trzy piłki
(Śnieg spadł) "na nosu, na buziu i na szyju"
Ja chcę o tajgeru taj.- Chcę piosenkę o tygrysku.
Kiedy marudziła, zaczęłam ją naśladować: "Ty nie możesz jęczyć".
Mówi lubię/ nie lubię, zamiast chcę/ nie chcę. "Nie lubię" oznacza dla niej, że nie ma na daną rzecz ochoty w tej chwili.
Podkreśla własne słowa "duże, wielkie", albo "to ok, to super".
Na choinkę mówi "Chainka" przez co często w pierwszej chwili nie rozumiem, czy mówi o swojej koleżance, Halince, czy gdzieś dojrzała drzewko.
Świątecznym hitem słownikowym został "refinek", czyli renifer.
Mi pytała też "Mamusiu, czemu Święty Mikołaj robi hau hau hau?"
 
Kiedy mnie zezłości, obiecuje że już będzie słuchać. Kiedy znów nie słucha i przypominam jej: "obiecywałaś, że już będziesz słuchać mamy", odpowiada "nie, że nie będę".
 
Mała Mi wykrada mi gumy do żucia, takie zwykłe miętowe w pastylkach. Smak wcale jej nie zraził, na szczęście rozumie, że to się wypluwa.
 
Moja mądrala z etapu "sama" przeszła na "tak, wiem". "Wiem" jest odpowiedzią na wszystko;
-Chcesz z twarożkiem tą bułę?
-Wiem.
A ostatni tydzień obfituje w brzydkie słówka: kibel, dupa, pipa i kupa.
 
Tłumaczę, że następnego dnia pójdzie wcześniej do przedszkola, bo muszę pracować:
-A ty nie możesz pracować.
-Dlaczego?
-Bo tylko pan może pracować.
-A dlaczego?
-Mama nie może pracować, tylko bawić się. (Love so much!)
Tu powinna nastąpić feministyczna pogadanka... ale cioci Marii nie było w pobliżu ;P
 
18.11. przed wyjściem do przedszkola:
-A ja kocham Wiktorka. (Najlepszego kumpla- blondaska ze zdjęć z poprzedniej notki)
-A Tymuś?
-Nie kocham już, lubię Tymusia, ja kocham Wiktorka.
Dwa tygodnie później stwierdziła, że najbardziej jednak Tymusia i dodała "On jest duży, taki wielki, wiesz?".
 
Na trzeciej lekcji basenu, Mi przypadkiem zaliczyła pierwsze nurkowanie, po czym pływała już sama tylko w motylkach. Najbardziej lubi zawody z piłeczkami, najmniej chlapanie.
 
11.12. rano było troszkę śniegu; "Ale zima!".
 
W tygodniu bajek (zdjęcia poniżej) dzieci w każdy dzień miały przebrać się za postać związaną z konkretną bajką. Wtorek należał do Śnieżki i krasnoludków. Mówiąc Mi, za co będzie przebrana, nieopatrznie jako synonimu użyłam słowa "skrzat" (nazwa starszej grupy przedszkolnej). Mi stanowczo zaprotestowała, ona nie będzie skrzatem, ona jest słoneczkiem Pani Kasi!
 
20.12. weszłyśmy w etap różu <boli>.
 
Pojawił się też temat pieniędzy:
(22.12.- tuż przed świętami)
-Mama, ile masz pieniążków?
-A dlaczego?
-Bo ja chcę duuużo.
Kilka dni temu, kiedy przyszłam po Małą Mi do przedszkola, chłopiec chwalił się że jego tata ma sto złotych i może kupić coś bardzo drogiego.
Jestem za tym, żeby dzieci znały wartość pieniądza, bo bez tego ani rusz w obecnych realiach. Mała Mi czasem robi sama zakupy tzn. dostaje pieniądze, idzie sama do kasy, podaje towar i pieniądze ekspedientce, wie, że musi wziąć resztę i paragon. Ale czy nie za wcześnie na przechwałki i dzielenie kolegów na biednych i bogatych (nie żeby kiedykolwiek był na to dobry czas...)?
 
Mała Mi wzbiła się na kolejny poziom abstrakcji, oświadczając: "Jestem tam.".
 
Mówi do puzzla, rzucając go: "A ty idziesz do kącika, bo jesteś niegrzeczny" (przedszkole i raczej nie własne doświadczenie a obserwacja)
 
Uwielbiam kiedy Mała Mi sama stawia sobie granice; "Nie ruszamy choinki i prezentów."- powtarzane wiele razy, więc pokusa była silna.
 
Na święta Mi dostała między innymi pozytywkę, kluczyk jest z jednej strony. Mi obraca skrzyneczkę: "Gdzie jest kręcenie?"
 
Zaczyna odgrywać role na zabawkach.

Listopad:


Miało być zdjęcie, ale jak widać Mała Mi rozwija się twórczo w różnych kierunkach
 
video
 
 
 

Kolejne wybory za nami



Dresiara


Pod koniec listopada Mi widziała się z tatą.

Listopadowe zmagania słoneczek:


Nie wiem, komu Mi zakosiła bluzę, którą ma na sobie...
zwłaszcza że zawsze ma swoją w szatni.



















Tydzień bajek (i przedstawień):
Dzień Czerwonego Kapturka




Dzień Kota w Butach




Dzień Pani Zimy (i Śnieżynek)
...na wypadek, jakby ktoś wątpił, że Mała Mi jest mniejsza od rówieśników






Były też Dzień Jasia i Małgosi i Dzień Królewny Śnieżki i Krasnoludków, ale Mi nie załapała się w obiektyw. Szkoda bo była cudnym krasnoludem zmęczonym życiem ;)

grudzień:

5.12. w przedszkolu

 

 
 
Podobno Mikołaj pochwalił strój Małej Mi i wszystkim dzieciom mówił "oj oj"
 

Od tego wydarzenia tematami przewodnimi są u nas Mikołaj i prezenty.

Miałyśmy ambitne plany na Mikołajki, ale: Mikołajowy tramwaj uciekł nam sprzed nosa, żywe renifery w ogóle nie pojawiły się w zapowiadanym miejscu, a wernisaż na który chciałam zabrać Mi, przenieśli na drugi koniec miasta, bo się wystawa nie zmieściła. Przekłułam te wszystkie niepowodzenia w wyprawę w poszukiwaniu św. Mikołaja. Mała Mi się zaangażowała i tym sposobem odbyłyśmy długi mroźny spacer, po czym trafiłyśmy na przystań na pieczenie i dekorowanie pierniczków, a stamtąd poszłyśmy na warsztaty artystyczne, na których nieoczekiwanie pojawił się też św. Mikołaj, więc poszukiwania zakończyłyśmy sukcesem :)



"catering"


Mikołaj zamknął Mi w bańce, niestety aparat nie nadążył









To niecała połowa łaszków na wydanie, Mi zmęczyło/ znudziło przerzucanie stert i zasnęła na jednym z worków.


Przedszkolne warsztaty piernikowe cukierni Sowa



Strojenie się przed pierwszym w życiu przedstawieniem
(Te rajstopki ja miałam ubrane na swój roczek, Małej Mi będą za duże pewnie nawet na trzecie urodziny)


Zaprosiłyśmy nawet tatę, a później przyszedł odwiedzić Mi w domu

video

SUB: muddy puddy muddy puddy, jedzie [...] wąską dróżką...
(dopiero teraz wrzuciłam ten wierszyk w google i okazuje się, że jest o wężu, a ja cały czas myślałam że o wozie :P )

video

Byłyśmy z koleżanką Mi na koncercie kolęd, później dziewczyny pozowały na scenie


Świąteczne zakupy

 
Świąteczne iluminacje sąsiadów (wszystko migocze, a renifer rusza głową)
 

Wszystko sama



Na Wigilli wszyscy byli zaskoczeni (bo to pierwszy raz?), że Mała Mi tyle je (więcej od niejednego dorosłego) i że lubi wszystko. Jak tylko talerz robił się pusty, wyciągała szyję, żeby oblookać co by tu jeszcze wszamać. A ogólnie jestem z niej dumna, że jest takim przesłodziakiem.






Z babcią i prababcią


Keviiiin




Świąteczny spacer w towarzystwie


 
Sylwestra spędziłyśmy u kolegi na drugim końcu miasta. Mi po raz kolejny zadziwiła obecnych ilością pochłanianego jedzenia, po czym poszła spać i wstała na fajerwerki i szampana. Zabawiłyśmy do 15:30 dnia następnego.
Tym szampanem (bez % oczywiście) teraz wszystkim się chwali.
 
Nie ma to jak rozleniwienie po przerwie noworocznej. Zlądowałyśmy u cioci Madzi, Mi przed Kubusiem Puchatkiem, z mielonym na widelcu- cóż więcej dziecku do szczęścia?
A jednak musiała spróbować urozmaicić sobie wieczór, w związku z czym wepchnęła sobie do nosa (po raz pierwszy cokolwiek) kulkę od pistoletu. Choć głęboko, na szczęście Mi umie wydmuchać nos, a ciocia miała słomkę (polecam, jeśli w takiej sytuacji nie macie pod ręką fridy), więc wspólnymi siłami chwila i po kłopocie.
 
 
Jak zwykle na koniec: przykładowe prace Małej Mi z okresu listopad-grudzień
 



 

6 komentarzy:

  1. Tyle się wydarzyło. Bardzo ładnie wyglądacie na tym zdjęciu z mikołajem :) A z tym jej wzrostem to bym się nie martwiła bo przyjdzie taki dzień że Mi będzie wyższa od ciebie. Co do przekręconej wymowy słów znam ten etap, na szczęście jest już za nami :)
    I jak tam spotkanie z tatusiem? Jak Mia zareagowała? Chyba dawno go nie widziała.
    Mam jeszcze jedno pytanie jak się poznaliście? (Ty i tato Mii)

    Pozdrawiam :) życzę dużo zdrówka na nowy rok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplement.
      Wzrostem Mi się wcale nie przejmuję, stwierdzam jedynie fakt. Jest zdrowa, rośnie tyle że w swoich własnych normach i tempie.
      Spotkanie z tatą ok, Mi widziała go ostatnio kilka razy. Reaguje z wielką radością ale jednak ciut zachowawczo, nie na wszystko mu pozwala.
      Poznaliśmy się przez wspólnego znajomego, u którego tata małej Mi pracował. Akurat byliśmy w tym samym miejscu, w tym samym czasie.
      Dziękujemy za życzenia, zdrowie się przyda. Oczywiście życzę tego samego (chociaż nie wiem komu ;) )

      Usuń
  2. Noooo, doczekałam się wieści :) Ona jest przesłodka! Super, że poszukiwania Mikołaja się udały. No i fajnie, że Mia już widzi różnicę między "lubić" a "kochać"- to ważne :)
    Co do ilości jedzenia, to oczywiście nie wiem ile je Mia, ale ja w Jej wieku (i później) pochłaniałam całe wagony jedzenia, a chuda byłam jak patyk.
    Jeśli chodzi o wymiary to chyba mieścicie się w normie, bo Lila ma 90cm i ważyła 13,5kg, także Mia nie odbiega od Niej jakoś szczególnie. A te dzieci- to wszystkie są w wieku naszych dziewczyn?
    Pozdrawiamy serdecznie!

    Ps. Dziękuję za tak miły komentarz u nas. Ja niestety w Święta tego karpia nie zrobiłam, jednak karpia mam zamrożonego, także niedługo sobie dogodzę, i pomyślę o Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi różnica 6 cm i 2 kg w tym wieku wydaje się duża, zwłaszcza że Lila jest jednak ciut młodsza. Mi osiąga aktualnie 3 centyl wzrostu i 10 wagi, czyli mieści się w dolnej granicy normy. Dzieci na zdjęciu wszystkie są z grupy Mi. Część jest od niej młodsza, a kilkoro to już trzylatki.

      Usuń
  3. Dlugo nie piszecie dziewczyny, ale jak juz sie zbierzecie, to jest co czytac! ;)

    Uwielbiam zdolnosc Mi do zasniecia w dowolnym miejscu! A jakie ona ma juz dlugie wlosy, jak je rozprostowalas w kitke!

    Swietna z niej mala gadula, a takie przekrecenia sa chyba normalne. Wydaje mi sie, ze w pewnym wieku dziecko koncentruje sie bardziej na poszerzaniu slownictwa niz na uczeniu sie poprawnej odmiany. Z czasem zalapie i to. Bi, ktora zaczela mowic znacznie pozniej niz Mi, teraz w wieku 3.5 lat, czesto myli sie, ale natychmiast sama siebie poprawia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kiedyś musiałam to nadrobić :P
      Uwierz mi, ja też kocham jej zasypialność! Od urodzenia jak jest zmęczona to zaśnie wszędzie i w każdym momencie. Wystarczą 2 sekundy. Trudne bywa to tylko przy wieczornych powrotach do domu, bo jak zaśnie po drodze to kto ją wtarga na trzecie piętro? -Trzeba budzić.

      Usuń

Miło mi, że tu zaglądasz i zostawiasz po sobie ślad. Wpadaj częściej :)