niedziela, 2 listopada 2014

"Czemu?", "Czemu?", "Mamusiu, czemu?" | Szpitalne perypetie

Kolejne przykładowe prace Mi (jeżykowi potem wyjadła kolce):
 


Mi nauczyła się przepraszać "papaszam".
16.10. dostałyśmy w przedszkolu kupony do kina na pełnometrażową Pszczółkę Maję. Tym sposobem jeszcze tego samego dnia udałyśmy się na pierwszy w życiu Małej Mi seans kinowy.








Teraz musimy być cicho mamusiu.




Pierwszy kauczuk z automatu ;)


Mi dostała puzzle (do 7 el), domino i układankę skojarzenia, poradziła sobie ze wszystkimi bez problemu, rozumie reguły i umie dopasować fragmenty wzrokiem, a nie na chybił-trafił.
Ma własne zdanie na każdy temat i o wszystko się wykłóca (np. o to że coś ma inny kolor niż ma)- ciekawe po kim to ma, hmm... ;>
Jest też mistrzynią abstrakcji:
Czemu melon/strzelba/gokart/dowolny przedmiot, nazywa się melon/...?
Czemu chomik jest chomikiem?
O żółtej farbce: "Czemu to jest ziółty kolork?"
O nakrętkach: czemu są takie same?
Mi: Kto to?
Ja: Pan
Mi: Czemu?
________
Mi: Czemu nie ma taj? (muzyki)
Ja: Bo się skończyła.
Mi: Czemu?
________
"Czemu" w ogromnych ilościach sponsoruje każdą minutę ostatnich tygodni:
"Czemu kotki mają wąski?" (wąsy)
Czemu nasz kot jest chłopcem?
Czemu? Czemu, czemu? Czemu, czemu, czemu?

Mi pobrudziła stolik farbką: "Ojej, co ja zrobiłam?!"
Zamienia "t" na "k": "koguk", "płokek".
Często mówi "chrumpa" zamiast świnka, mimo że to też umie powiedzieć.
 
18.10. Pierwsza rozmowa o normach społecznych. Wykład pod tytułem: "Czemu nie można chodzić nago w miejscach publicznych" w obecności znajomego, przy którym Mi chciała chodzić z gołą pupą. Padł między innymi argument, że my jesteśmy ubrani. Później Mi powtarzała "A gdzie mama ma gacie?", "Gdzie Adam ma gacie?". Mam nadzieję, że nie powtarzała swoich wątpliwości w przedszkolu :P

Żaba, ryba- jeden pies, może w księcia zmieni się





"gulugulu"-gili gili
"budamy"- budujemy
czasami mówi "chlebeku" zamiast chlebka
"jadała" zamiast jadła
Do niemal każdej wypowiedzi dodaje "popostu"- po prostu i "wiesz?" na końcu zdania.
Jakby ktoś się zastanawiał co znaczy "opa tulić" to bynajmniej nie przykryć, a wziąć na ręce (opa) i tulić :)
 
20.10. zameldowałyśmy się w szpitalu, po trzech godzinach czekania na korytarzu, badaniu ogólnym i badaniu na oddziale, przydzielili Mi łóżeczko. Pierwszego dnia zero badań tylko bezsensowne czekanie na kolejny dzień, a lekarz kazał nam być w pn. Jak to na oddziale gastroenterologicznym, nie można wytknąć nosa za swoją malutką salę, bo wszędzie infekcje, rotawirusy i inne zarazy, tylko u nas zdrowy pokój. Żeby było śmieszniej, na korytarz nie można dziecka wypuścić z tej klitki, ale łazienka (rezerwuar zarazków, zwłaszcza na takim oddziale) jedna wspólna (kibelek+prysznic w jednym) na całe piętro. Jeśli rodzic chce być przy dziecku, oczywiście musi płacić codziennie naliczane 27zł. Taniej płacę za pokój nad morzem w lepszych warunkach, ale wyjścia nie ma, bo bezpłatnie mogą być TYLKO MAMY dzieci DO PÓŁ ROKU, u których KONIECZNE jest karmienie nocne I są one karmione WYŁĄCZNIE piersią. W tych 27zł oczywiście prowiantu brak, więc matka jeśli nie chce zostawić dziecka samego, to będzie głodować, bo w pokoju własnego jedzenia trzymać nie można. Jest co prawda pokój socjalny w którym do lodówki nic nie zmieścisz, a dzieciom tam wstęp wzbroniony, więc chcesz jeść=musisz zostawić malucha samego. W pokoju zaduch, na oddziale nagrzane jak w piekle, a otworzyć okna nie pozwalają. Rzeczy osobistych nie można trzymać w pokoju, tylko w szafce kilka pięter niżej. Dzieci, zwłaszcza te zdrowe z nudów dostają małpiego rozumu, ale nawet jak chcesz pokazać co się dzieje za oknem, to wpada pielęgniarka, żeby Cię opieprzyć, bo przecież dzieci nie mogą patrzeć przez okno (???) Komórek też nie można używać na oddziale, ani nic podłączać do prądu. "Śpi" się tam przy włączonym ostrym świetle. Nierozgryziona przez nas kwestia, czemu kolega z pokoju, starszy od Mii dostawał "dietę małego dziecka" czyli wszystko zmielone, a Mi normalne. Już po wydaniu nam zaleceń, na posiłek Mi dostała coś, czego ma w diecie unikać.
Nie byłabym sobą, gdybym (jak widać po zdjęciach) nie miała tych wszystkich zasad gdzieś. Nie widzę sensu- nie stosuję. Z takim podejściem pobyt w szpitalu, mimo że wydłużył się do czterech dni, był raczej przygodą i atrakcją, niż udręką. Przy całym chorym systemie, muszę przyznać że lekarki wszystkie super, z bardzo dobrym podejściem do małego pacjenta (!).




 
Drugiego dnia Mi miała badanie na tolerancję laktozy. Lekarz prowadzący z góry założył, że dwulatek nie da rady tak mocno dmuchać, więc trzeba będzie kłuć i badać z krwi. Poprosiłam, żeby dali jej spróbować, nadmuchała wszystkie baloniki ot tak :) Między próbami spędziłyśmy trzy godziny (tyle trwa badanie) na układaniu puzzli, bo Mi wysypała je ze sterty pudełek na jedną kupę na środku korytarza, więc było co segregować.
 
Szpitalny żółwik- obiekt pożądania i podstępnego podbierania sobie przez pacjentów



Tablet, komórka, lapek, byle z internetem i dzieci przeżyją w każdych warunkach ;)






Przy dziesiątym wieża jej się waliła, ale Mi niezrażona


Tattoo "Dzielny pacjent"


Badanie chlorków w pocie- pół godzinki pocenia




Giligili... i co się dziwić, że "a ja kocham Jasia"






Ze szpitala wyszłyśmy żywe, o własnych siłach i po raz pierwszy tak bardzo cieszyłam się z wyjścia na powietrze. Test na tolerancję laktozy wyszedł pozytywnie, mukowiscydozy też nie ma. Jedynie w kale za wysoka ilość ziaren skrobi, przez co nakaz dwutygodniowej diety bez owoców i przetworów z nich (choćby soku), nabiału, surowych warzyw, cukru i wędzonych ryb, a później włączanie tych składników pod kontrolą. Tym sposobem od tygodnia Mi żywi się głównie mięsem, kaszą i chlebem. Na razie nie widzę efektów. Niestety suplementacja też niewskazana bo wszystko to słodzone. Więc odporność spadła, katar nastał i uderzył ponownie w najsłabszy punkt- mamy drugie zapalenie uszu w ciągu miesiąca :/ Mi na szczęście jakby była zupełnie zdrowa, ale tym razem jak tylko raz złapała się za ucho to pognałam do lekarza w ciągu pół godziny.
 
Do przedszkola :D


oglądam wywiad:
-co robi pan?
-rozmawia
-pije?
-nie, nie pije, rozmawia
-czemu? gorące jest?
...
 
Oprócz przepraszania, Mi nauczyła się mówić "dzięciuje".
 
W środę byłyśmy na pierwszej lekcji basenu z grupą z przedszkola.
 
31.10. przyjechała babcia (już rzadziej "baba") z Bubu (a czasem już "Kuba") i pojechaliśmy na groby. Na jednym z cmentarzy, groby położone są bardzo ciasno. Próbując przedostać się wąskim przejściem do prapradziadka, Mi mówiła do grobów "papaszamy", "papaszamy", żeby się przesunęły i zrobiły miejsce.
Później zawitałyśmy na obiad do prababci.
Następnego dnia razem pojechaliśmy za miasto na grób prapradziadków i dalsza rodzina miała okazję poznać Małą Mi.
W drodze powrotnej mijałyśmy McDonald'a, Mi widząc dwa złote łuki: Tu jest Mia napisane. :)
 
Na koniec dzisiejsza fotograficzna twórczość Mi. Jest talent? ;) 

4 komentarze:

  1. Przepraszam i dziękuję znamy, ale "czemu" wciąż przed nami :) I wyjście do kina również, póki co Lila nie dałaby rady aż tyle wysiedzieć skoncentrowana na jednej czynności. Dobrze, że szpital za Wami, ale to co opisujesz, to jakieś nieporozumienie. Nie miałam czasu opisać naszego pobytu w szpitalu w czerwcu, ale mimu kilku wpadek, było naprawdę ok. Z tego co czytam, to u Was absurd goni absurd. Na jednym zdjęciu dopatrzyłam się naprawdę sporego brzuszka u Mii, mam nadzieję, że w końcu dowiesz się co jest tego przyczyną i będziesz mogła działać. A co mała Mii na nową dietę? Trzymajcie się Dziewczyny i nie dajcie się choróbskom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi dietę przyjęła do wiadomości ze spokojem i zrozumieniem, później już sama mówiła że tego czy tamtego nie może, bez żadnego buntu. Dieta już za nami, nic nie dała, nadal nie wiemy co to i dlaczego. Pani doktor mówiła, że w takich okolicznościach będą poszerzać diagnostykę, ale i tak musimy najpierw czekać do lutego na wizytę u lekarza prowadzącego, żeby ewentualnie dał skierowanie. Mi już wspomina szpital i pyta czy możemy tam iść ;)

      Usuń
  2. Cale szczescie, ze nic w szpitalu nie "podlapalyscie"...

    Zapalenia ucha nie zazdroszcze, u moich dzieci to jakas plaga po prostu, szczegolnie u Nika. I ostatnio Mlodszy, tak jak Mi, nie mial zadnych objawow, dopiero podczas bilansu lekarka znalazla zapalenie kiedy zajrzala rutynowo w uszy.

    Bi jak narazie oszczedzila matce fazy na "czemu". Ciekawe czy Nik tez bedzie taki litosciwy? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czemu" jest fajne! Czasem trochę męczące, ale częściej zabawne. Mam nadzieję że to już koniec zapaleń uszu, niby dobrze znosi, ale i tak żal malucha szprycować antybiotykami.

      Usuń

Miło mi, że tu zaglądasz i zostawiasz po sobie ślad. Wpadaj częściej :)