sobota, 11 października 2014

Duże zmiany po długiej przerwie; Przedszkole i Urodziny Dwulatka

Od ostatniej notki minęły dwa miesiące. W końcu mogę napisać kolejną. Wspomnienia na pewno nie będą tak żywe, jak spisywane na bieżąco, ale postaram się opowiedzieć wszystko co się u nas działo w tym czasie, wspomagając się nieco datami.
7.08. poszłyśmy na rozmowę do przedszkola z moim silnym zamiarem podjęcia ostatecznej decyzji, czy Mi zacznie chodzić od września, czy ze względu na naszą nietypową sytuację wstrzymamy się przynajmniej do listopada. Decyzja miała moje zdanie w nosie i podjęła się sama, albo raczej dała się podjąć Małej Mi.
Wychodząc od dyrektora, natknęłyśmy się na jedną z przedszkolanek, która zachęciła nas, żebyśmy dołączyły do dzieci na placu zabaw, to Mi się trochę pobawi. Wyszłyśmy na chwilę, potem zdarzenia potoczyły się lawinowo; najpierw szaleństwa na placu zabaw, potem siusiu na przedszkolny nocnik, a nie własny, oczarowanie pierwszego adoratora (Mikołaj- niebieskooki blondyn ;) ), powrót razem z dziećmi do budynku, wspólny obiad z 7 dolewkami picia (podobno to przedszkolne dobre)

 
...po czym wybrała sobie w szatni znaczek z misiem i nie było już odwrotu.
 
Wieczorne wygłupy szczęśliwego świeżo upieczonego przedszkolaka
(upodobanie do dziwnych strojów się utrzymuje ;) )
 
 
Dzień później Mi skończyła 22 miesiące i po raz pierwszy podreptała do przedszkola, żeby zostać tam bez mamy.


Mikołaj przywitał ją zawadiackim uśmiechem z hasłem "Jest moja Mimi!".
Oddając dziecko w ręce obcych, podkreśliłam że jestem pod telefonem i jak tylko kwęknie to niech zadzwonią, 2 minuty (dosłownie, mieszkamy obok) i jestem, bo wolę żeby się stopniowo przyzwyczajała, niż zraziła na samym początku. Nie zadzwonili, po 3,5h poszłam po nią, okazało się że nawet o mnie nie spytała, w dodatku bawiła się tak dobrze, że jeszcze 1,5h czekałam aż raczy zechcieć opuścić włości :D
Po podwieczorku został cały talerz kanapek, których dzieci już nie wciągnęły, więc Mi zrobiła to za wszystkich, czyszcząc go do końca. Po tym widoku poprosiłam Panie o dozór nad racjami żywnościowymi dla mojego odkurzacza. Mi zdążyła wypróbować nocniki i wyselekcjonować ulubiony- z Myszką Micke'y.
Mała Mi liczy już do 8!!!
 
A nie mówiłam- dziiiwne stylizacje ma we krwi, niczym Lady Gaga... bo ubrać można się we wszystko, nawet listek serowy


W sobotnie popołudnie trafiłyśmy na przejazd zabytkowego tramwaju. Nie dość że bezpłatny, to jeszcze na pamiątkę rozdawali stare bilety tramwajowe :)


Następnego dnia miałyśmy coś do załatwienia w innej części miasta i po wszystkim poszłyśmy na tamtejszy plac zabaw. Nie wiem czy zdjęcie to oddaje, ale to była naprawdę wysoka, szybka zjeżdżalnia. Mi takie mikrusy nie zrażają, nie pamiętam ile zjazdów zaliczyła, ale długo nie miała dosyć.



Od poniedziałku Mi zaczęła chodzić do przedszkola na pełen etat. 7h sama + jeszcze godzina po tym, jak po nią przychodzę, bo nie spieszy jej się do wyjścia. Pytana co robili w przedszkolu, wymieniała zium, chlebek i mykliakja (makaron). Węglowodany rządzą.

video
 
video

W czwartek przedszkolaki pierwszy raz tworzyły dzieła z masy solnej. Mi podobno bardzo się podobało, aż podbierała ciasto innym dzieciom. Zrobiła ładnego ślimaczka, niestety nie pstryknęłam zdjęcia od razu, a praca została sprzątnięta, szkoda.
Mała Mi pięknie powtarza słowa po oglądaniu Peppy, np. "madi padi"- muddy puddles, "diliszys", "lunch".
15./16.08. po raz pierwszy wstała sama w nocy żeby zrobić siusiu na nocnik i wróciła do łóżeczka.
Mi ciężko doświadcza swoich telefonicznych rozmówców, ćwicząc ich zdolności abstrakcyjnego myślenia (przy czym sama jest bardzo konkretna).
Rozmowa z babą:
-a gdzie jesteś teraz?
-tutaj
-tutaj czyli w domu?
-nie, tutaj!
Rozmowa z praciocią:
[...]
-patrz, tutaj

Mi podczas wielkich porządków
(jakby ktoś się zastanawiał, czemu na tylu zdjęciach jest golasem: cóż, tak bywa, jak się postawi na samodzielność dziecka i pozwoli samemu ubierać... rozebrać też się umie)


Niedzielny poranek z bananem i Peppą




Poza Peppą lubimy gościć "Bear in the big blue house".

Jak ja nie lubię poniedziaAAAłku
(dopóki mama mi nie powie, że to ten dzień, kiedy zaraz pójdziemy do przedszkola)







Mi dorwała nie swój T-shirt i udało jej się go założyć- pełnia szczęścia i głupawka



 
Bubu przyjechał do miasta na ostatni tydzień wakacji, śpi u kuzyna. spędzamy dużo czasu razem grając w planszówki, chodząc po lumpkach (sam zapragnął, moja krew!), a popołudniami wariujemy z Mi na placu zabaw.
Mała Mi bardzo wysoko buja się na huśtawce- do oporu i wcale się nie boi.




Czy tak wygląda zmęczone dziecko? Tego dnia zastałam ją w przedszkolu wtuloną w panią. Podobno była bardzo śpiąca... krok od szatni już chciała "zium", a potem dzikowała do wieczora. Zmęczona Mi to oksymoron.

Zrobić dobierany warkocz z jej włosów- mistrzostwo świata
 (mój pierwszy w życiu)


Tym razem poszliśmy po Mi do przedszkola w piątkę, bo przyjechała też baba z dziadziem, przecież wszyscy musieli zobaczyć przedszkolaka w jego środowisku naturalnym ;D
Mi prowadzi "dialog zewnętrzny":
-Chcesz iść si-so, chcesz?
Nie, jest dzisiaj deszcz, dzisiaj jest deszcz.
(nie padało)

 
Nasz pierwszy kasztan w tym roku 23.08.
 

Sobotni festyn charytatywny

 
Dorwać się do butów mamy...
 
 
video


Ciocia została z nami do wieczora 28.08. Fajnie było mieć ciocię w domu.

...Bo Mi bardzo lubi rysować


30 i 31.08. jak co roku odbywały się koncerty na pożegnanie lata. Nie mogłyśmy tego przegapić, było suuuuper!
W sobotę w ramach finału Festiwalu Radosnych Serc, scena należała do dzieciaczków. Śpiewały, tańczyły, odgrywały przedstawienia. Od przedszkolaków po nastolatków, Małej Mi bardzo się podobało. Jeszcze przed występami, zdążyła skorzystać z innych atrakcji. Na buzi pani namalowała jej diabolicznego tygrysa, potem ulepiłyśmy Peppę z masy solnej i Mi malowała gipsowe figurki. Spędziłyśmy na polanie cały dzień, łącznie z wieczornym koncertem zespołu Bracia. Dali czadu, a my stałyśmy z przodu przy samych barierkach na wprost środka sceny, lepszego miejsca mieć nie można. Pierwszy taki prawdziwy, duży koncert w życiu Małej Mi, duże przeżycie. Zwinęłyśmy się po kilku numerach, bo zrobiło się już późno, ciemno (a trzeba wracać przez las) i śpiąco. Cudem wydostałyśmy się przez cały tłum bez problemu i Mi bardzo dzielnie szła cały ten kawał drogi do tramwaju, a po powrocie do domu wyciągnęła jeszcze zabawki i zaczęła się bawić.
Za to w niedzielę było nasze pierwsze wyjście bez nocnika- udane. Na polanie oczarowały Mi bańki mydlane w ilości hurtowej. Było oczywiście malowanie buzi, potem pokazy kalisteniki. A wszystko w ramach Babiego Lata, które zakończyło się świetnym koncertem Sebastiana Makowskiego (jako suport) i zachwycającym performancem Brodki. Aż żałuję, że nigdy wcześniej nie miałam okazji słuchać jej na żywo. Byłyśmy na miejscu trochę przed czasem, więc znów udało nam się zająć to samo miejsce. Troszkę mżyło, ale nie przeszkodziło to Małej Mi uciąć sobie drzemki po dotleniającym spacerku. Mi jest w stanie zasnąć w każdym miejscu, nawet w czasie deszczu, na ziemi, przy głośniku.
 
Tu pokazuje, że jest ok.


Tym razem Mi wytrzymała do końca, machała do Brodki, tańczyła (na moich ramionach), biła brawa, krzyczała ze wszystkimi i pozowała fotografowi (nikt nie świeci jaśniej niż moja Gwiazda, zespoły mogą się schować ;P ). Kiedy koncert się skończył i ruszyłyśmy spod sceny, zapytała czy teraz idziemy na plac zabaw XD
Nauczyła się sama porządnie wydmuchiwać nos- żegnaj frido.
Umie też czytać cyfry tzn. rozpoznawać je po kształtach.
O kolegach z przedszkola mówi po imieniu (to szafka Oli, tam jest Ala, ...).
Przynosi do domu zasady z przedszkola np. "pąciamy (sprzątamy), bo idziemy", albo kiedy jesteśmy na placu zabaw, sama mówi: "Raz, dwa, trzy, Mia buja się. Raz, dwa, trzy, Mia buja się. Raz, dwa, trzy, Mia musi zejść, teraz dzidzia.".
Nie wiem gdzie to podpatrzyła, zapomniałam podpytać w przedszkolu, ale bawiła się w udzielanie lalce pierwszej pomocy. Uciskała jej klatkę i dmuchała w usta. Nie przestaje mnie zadziwiać.
Mi wie, że nie dostanie więcej niż jednego banana (uwielbia je i nie ma momentu stop), prowadzi negocjacje sama ze sobą, licząc że przystanę na którąś wersję:
Mi: jeden banan, dwa nie, ja chcę pięć banana
Ja: nie, pięć nie
Mi: osiem
Wszystkiemu robi udawane zdjęcia.
Naśladuje malowanie się, pewnie podpatrzone od cioci. Udaje że maluje siebie, albo mnie.
Mi stała się mistrzynią sprzątania, rozpływam się kiedy widzę jak wcale nieproszona, równiutko, z dbałością ustawia buciki na półce. Kiedy chcę jej ułatwić sprzątanie zabawek w domu i proszę, żeby je wszystkie powrzucała do jednego pudła, Mi i tak odnosi każdą w konkretne miejsce.
Z przedszkola przyniosła hasło "chcę takie same", musi się biedna jeszcze nauczyć że życie nie jest sprawiedliwe i nie każdy ma po równo, jak w przedszkolu.
Odkąd nie jesteśmy razem przez cały czas, czasami wydaje mi się że dojrzała/urosła przez te pół dnia, bo znów umie coś nowego/lepiej, albo poważnie mi odpowie :)
Przedszkole jest z nią cały czas, nawet w snach.  Teraz trochę szybciej kładzie się spać z nadmiaru wrażeń i kiedy śnią jej się sny, gada w takim amoku przysennym np. "jeście chciałam kloci", albo "nie, teraz ja ciałam".
Zaczął się wrzesień, a z nim nowy rok przedszkolny. Dzieci zostały już podzielone na swoje grupy docelowe. Mi została jednym ze Słoneczek "Pani Casi i Pani Malijoli" (jest ich w sali 14 na dwie Panie). Powoli też rozpoczynają się zajęcia dodatkowe, których przedszkole ma cały wachlarz, Mi nie będzie się nudzić.
O 9:00 jest śniadanko, potem zabawy kierowane np. w kole, wyjście na plac zabaw, obiadek, mycie ząbków, zabawy dowolne, podwieczorek i do domu. To taki bardzo ogólny zarys, a dzieje się dużo więcej.
8.09. Mi skończyła 23 miesiące.
13.09. byłyśmy na pierwszych zajęciach w szkole muzycznej.
Codziennie wiele razy słyszę wykrzykiwane z radością "Kocham mamę!", po czym Mi się we mnie wlepia, a serce rośnie :D
Mi zapamiętuje rymowanki i piosenki z przedszkola, potem śpiewa mi je z pokazywaniem w domu :D "Potem siadł, tralala", "Jedzie pociongć daleka, na mnie nie cieka, ciuCIU", "zjobmy koło", "jąćki jobią klapklapklap, nóżki robią putputput (zamiast tup tup tup)", "aaa aja dwa" (mój faworyt), "baloniku duzi, trach", "koło, bam", "witamy się", "to lat, to lat, zije, nam zije, jeśce raz, jeśce raz", kłania się różyczce itd., itd.

14.09. przyglądałyśmy się wystawie psów wielorasowych.









 


Ślicznotka, która zgarnęła większość nagród



Potem poszłyśmy karmić "pati".




Mi zaczęła rozpoznawać literki, ale nazywa je imionami np. widząc "O", mówi "Tu jest Ola" (/Mia/Ala/Zosia/Tymuś/...). Na spacerze co chwile się zatrzymuje i czyta napisy.
Mówi "jedzieć", zamiast jechać.
Potrafi sama zrobić zakupy: poprosić o coś, podać ekspedientce, zapłacić, wziąć resztę i towar.
Określa, że coś lubi/ nie lubi.
Wychowawczyni mówi, że Mi lubi wszystko układać kolorami. W ogóle lubi segregować rzeczy na kategorie albo od najmniejszego do największego.
Rozpoznaje i nazywa kolory: ołendż, ciejwony, ziółty, ziejony, blue, pink,...
Sama "czyta" książeczki- opowiada dokładnie, co jest na obrazkach.


Lubimy zbierać "kaśtany", w tym roku zbiory przekroczyły oczekiwania, więc zaniosłyśmy część do przedszkola.


Wchodzę do kuchni, a tam taki widok. Najpierw buty, teraz bielizna, jeszcze się zacznie malować i nie będę miała nic na wyłączność.

 
Weszłyśmy w etap pytań- ile różnych pytań można zadać i ile razy można spytać o to samo za każdym razem słysząc tą samą odpowiedź? - challenge accepted
W niedzielę 21.09. pojechałyśmy do nie widzianej od lat koleżanki, która jak się okazało, ma córeczkę w wieku Mii. Później pojechałyśmy świętować urodziny wuja Adama. Już po wyjściu z domu, Mi zaczęła skarżyć się na ból uszka. Myślałam że może ją lekko zawiało, albo źle spała, bo tylko łapała się za uszko i mówiła że boli, bez płaczu, bez temperatury. Kiedy wracałyśmy, przychodnia była już zamknięta. Zaryzykowałam i posłałam ją następnego dnia do przedszkola, bo rano było ok. Przespała tam pół dnia, po czym ok 15 zadzwonili, żeby ją odebrać. Pojechałyśmy od razu do lekarza- ostre bakteryjne zapalenie ucha środkowego w obu uszkach w tym w jednym już paskudnie rozwinięte. Nie wiem jakim cudem moje dziecko nie marudziło i nie płakało przy szczepieniach, ząbkowaniu, czy zapaleniu ucha, ale przestaje mnie to cieszyć, bo na pewno działałabym szybciej, nie stawiając na to że samo przejdzie, gdyby objawy były bardziej dobitne. Antybiotyk- pierwszy w życiu i krople do ucha. Już pierwsza dawka leków przywróciła Mi do życia. Na szczęście, miło widzieć, że dziecko znów ma energię i dobry humor.
28.09. Mała Mi pierwszy raz wykazała zainteresowanie odmiennością narządów płciowych.
Mi potrafi się już chwalić "a ja też mam".
29.09. nareszcie doczekałyśmy się wizyty u gastroenterologa i zbadania brzuszka (zabiegałam o to prawie od urodzenia, ze względu na specyficzny kształt jaki przybiera brzuszek Mi, kiedy tylko coś się w nim znajdzie). Wymęczyli ją strasznie: badanie przez odbyt, pobieranie krwi, Mi nawet nie kwęknęła, była raczej zaciekawiona. Mój dzielny pacjent!
Poszłyśmy zarejestrować się na USG, pani początkowo podała termin na 16.10., ale jak tylko zobaczyła Mi, szepnęła do mnie, że może nas dopisać następnego dnia rano. Może to i niesprawiedliwe, może nie powinno tak być, że ma profity tylko dzięki urodzie, ale nie od dziś wiadomo że ładni mają łatwiej, więc skoro ma to niech korzysta. Zwłaszcza kiedy chodzi o jej zdrowie, mam zasady w nosie. Wynik USG wyszedł taki sobie, lekarz kazał czekać na wyniki badań krwi w kierunku celiakii, żeby zinterpretować je razem.
 
Zasłużyła sobie


Fascynują mnie zagwozdki Mi typu: "Ojej, czy ja chciałam iść siusiu?"

Miesiąc dobiegł końca. Tak Pani Kasia zarejestrowała we "Wrześniowych zmaganiach Słoneczek" Małą Mi:






























Padłam, kiedy po nią przyszłam, a ona nawet nie zauważyła że jestem, bo tak zapamiętale tańczyła z chustą, ubrana jak bollywoodzka księżniczka.









Z tego, co jestem w stanie zaobserwować, wyciągnąć od Mi lub dowiedzieć się od pań, Mi najbardziej lubi wariować z Zosią i Wiktorem, albo z Hanią ze starszaków, jest oczarowana Tymusiem ze starszej grupy (Czyżby pierwsza miłość? Podobno straszny łobuz) , lubi Borysa ("Boja"), po godzinach lubi bawić się z Alą, dużo mówi też o Oli, czasem wspomina o Leonie ("Nelon").
 
Spacery jesienią mają to do siebie, że czasami trudno oprzeć się jej darom.


2.10. na dzieci czekały w szatni paczuszki od Pani Jesieni. Rozpakowałyśmy, przeczytałam Mi dołączony bilecik, a Mi na to: "Nie, chyba od Pani Ciasi"- nie będzie wierzyła w Gwiazdory, Zające i inne wymysły, rozsądna dziewczynka.
6.10.
Mi bawi się magnesowymi cyferkami:
Mi: Co to?
Ja: sześć
Mi: sześć?
Ja: tak, sześć
Mi: (wpychając mi cyferkę do buzi) Jemy sześcia!
Wybuchnęłam śmiechem
Mi też
Zaczęłam się śmiać z tego, że ona się śmieje
...
Przykładowe prace Małej Mi:
 


Mój Kermiciak


8.10. Mała Mi skończyła dwa latka!!! :D
To był dzień pełen wrażeń. Najpierw do południa Kinder bal.
(Chwilę przed imprezą zadzwonił doktor, celiakia wykluczona, mamy się zgłosić na trzy dni do kliniki z podejrzeniem mukowiscydozy, przy okazji sprawdzą tolerancję laktozy.)

 
 




Było aż dwadzieściorojeden małych gości. Dzieciom z przedszkola (z innych grup), nieobecnym na przyjęciu, Mi rozdała krówki.


Dzieci same sklejały Peppy, Mi zabawiła się w Picassa.



Było malowanie buź
 






Mi dostała prezenty

 

To, co zostało po przyjęciu, czyli kawalątek tortu i połowę balonów, przytargałyśmy do domu.


...gdzie ciut później pojawili się goście- rodzinka.



To chyba...



...upragniony wózeeek!



Przyszedł też tatuś, którego Mi nie widziała od roku. To dopiero niespodzianka!
(zwłaszcza że ostatnio- pewnie pod wpływem przedszkola, gdzie tatusiowie przychodzą po dzieci- zaczęła pytać gdzie jest tata)
 
Dostała między innymi lalkę z akcesoriami, od razu zaczęła się bawić karmiąc ją, pojąc, wysadzając na nocnik.



Goście przywieźli nam naszego kocurka, wreszcie wrócił do domu


Ile masz lat?


Po wyjściu gości, zabawa nie ustała. Do 23 Mi tańczyła, dmuchała w urodzinowe trąbki (już na tyle mocno, że nie tylko się rozwijają, ale też dają dźwięk) i cieszyła się prezentami, sprawiły jej mnóstwo radości.


Jednym z prezentów były wrotki, jeszcze tego wieczoru Mi nauczyła się na nich stać, chodzić, a później już całkiem bezpiecznie jeździć powoli za rączkę. Następnego dnia jeździła sama, pchając przed sobą samochód. (Wymyśliłam że w ten sposób załapie właściwą pozycję i przestanie się odchylać do tyłu tracąc równowagę- podziałało).
 
video
 
Potrzebowała jeszcze dwóch dni, żeby wyjść z tego urodzinowego amoku i ekscytacji :D
 
Mi ostatnio bardzo chce kroić, nauczyła się też jeść nożem i widelcem.
 
 
Potrafi już załatwić się na toaletę nawet bez podkładki.
Mówi "ałaga", zamiast uwaga.
 
Moja świeżo upieczona dwulatka posiada wszystkie umiejętności dobrze rozwijającego się TRZYlatka, poza zdolnościami plastycznymi, które ma opanowane na poziomie swojego wieku. Rączka musi się jeszcze wyćwiczyć. Nie umie też jeszcze skakać obunóż, choć bardzo by chciała, na razie wychodzi tylko lajkonikiem (ale na to też ma jeszcze rok).

6 komentarzy:

  1. Świetny post :D tyle się u was dzieje :) jej włosy są świetne ten warkocz dobierany wygląda przepięknie :D

    Pozdrawiam xxx.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, żeby działo się jak najwięcej. Włosy Mi stały się przepiękne, nie widać tego na zdjęciach ale są mięciutkie, zadbane, w dobrej kondycji i pięknie się mienią- polecamy olej kokosowy :)
      (również między innymi jako "żel" do golenia, "krem" po goleniu, "płyn" do demakijażu, "krem" nawilżający,...)

      Usuń
  2. Niestety- muszę czytać na raty :) Póki co- gratuluję przedszkola. Najwyraźniej Mi dorosła i zrobiłaś to, co dla Niej najlepsze- nie tłamsiłaś tych naturalnych instynktów. Patrząc na Mi, myślę, że Ona i Lila to najlepszy dowód na to, w jak różnym tempie rozwijają się dzieci. I czasami jedne naprawdę gnają do przodu jak torpeda :) Resztę doczytam wieczorem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytanie, oglądanie i robienie wszystkiego na raty u nas też jest na etacie, w dodatku post długaśny wyszedł. Przedszkole to była świetna decyzja, nie mam żadnych wątpliwości, już rok wcześniej było widać że nie ma co czekać. Przede wszystkim nie mając rodzeństwa, Mi potrzebuje jakiś stałych relacji z rówieśnikami. Przywiązana do mnie też jest bezpiecznie, więc nie bała się wcale że mogę nie wrócić itp. Wie że nigdy jej nie zostawiam :)

      Usuń
  3. No, ufff- udało się przeczytać całość :) Najlepsze życzenia z okazji urodzin- przede wszystkim zdrówka i radości.
    Kurczę- to poważne diagnozy- celiaka i mukowiscydoza. Celiakę też od razu wykluczyłam, bo Mia nie rozwijałabym się tak świetnie, To choroba, przy której normalna dieta źle wpływa na rozwój psychiczny. Trzymam kciuki, żeby testy na muko wyszły negatywne. My z Elizą mieliśmy podejrzenie, ale na szczęście wszystko dobrze. Fajnie, że rośnie Ci taka rezolutna Córcia. No i szkoda, że tata tak rzadko pojawia się w życiu małej Mii. To Jego wybór? Przykre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za życzenia w imieniu Mi dziękuję :)
      To na razie nie diagnoza tylko przypuszczenie, nasza pediatra nie widzi ku niemu podstaw, ale skoro specjalista uważa inaczej, to sprawdzić to trzeba koniecznie.
      Co do tatusia to jedno mówi (że chce ją jak najczęściej widywać), a robi drugie (zero kontaktu nawet tel. czasem przez długi czas). Mam nadzieję że sąd to ureguluje w sposób jak najlepszy dla Mi.

      Usuń

Miło mi, że tu zaglądasz i zostawiasz po sobie ślad. Wpadaj częściej :)