wtorek, 5 sierpnia 2014

Wakacyjności nie dość Mi!

Dwa tygodnie temu w poniedziałek, Mi nauczyła się sama zakładać podkładkę i wchodzić na kibelek.
Do słownika przybyło: ogliondam- oglądam, fox-lis i Suzy- owieczka z Peppy. Na tym przestałam nadążać z zapisywaniem słów. Przybywa ich dużo każdego dnia, a te co były przybierają poprawniejsze/ bardziej zrozumiałe formy. Mi dużo mówi zdaniami, łapie słowa nie wiadomo skąd(pewnie zasłyszane przez przypadek gdzieś na ulicy, czy w sklepie). Wypowiada nawet trudne, jak: grzyb, morela, ... Ma już określenia właściwie na wszystko, nazywa najróżniejsze zwierzęta, przedmioty, części ciała, czynności itd. Używa sporo angielskich słówek, sama wybiera, które jej bardziej pasuje.
Dzień później przy rysowaniu zauważyłam, że ludzka głowa przybrała już postać koła, wcześniej były to raczej trójkąty.
 
Gandalfina przemierza świat
 
 
24.07.2014r. ostatecznie i całkowicie zrezygnowałyśmy z pieluch. Stałoby się to dużo wcześniej (w lutym), ale ciągle coś stawało na przeszkodzie. Zimą Mi już robiła bez wpadek do nocnika, ale byłyśmy zmuszone wrócić do pieluch, a teraz mamy już na koncie suche dni, noce, spacery i podróże. Koniec z pieluchami (Mi bardzo chce być dużą dziewczynką i móc chodzić do przedszkola ;) ), za to nocnik (jak widać na zdjęciach) wszędzie z nami!

 
Ostatni gorący tydzień, postanowiłyśmy spędzić z ciocią nad jeziorami. W niedzielę pojechałyśmy do Pieczysk. Był taki ukrop, że Mała Mi odpadła jeszcze zanim wsiadłyśmy do autokaru.

 
Za to na miejscu odżyła. Takie dni można przetrzymać tylko nad wodą (i w niej). 




Następnego dnia zaliczyłyśmy wypad do Borówna. Jak dobrze mieć wolne w tygodniu, kiedy na plaży nie ma tylu ludzi :) Nawet ciocia weszła popływać.




Zamek- obowiązkowo 
 

Kto pod sobą dołki kopie...
 



Mój okruszek <3


Odjaaazd! - kierunek dom


Za to we wtorek wieczorem razem z kocurem pojechałyśmy do baby.
 
Wuja Bubu napompował basen jeszcze przed naszym przyjazdem.

 
 
Mi dostała rowerek po wnuczce sąsiadów, bardzo jej się spodobał.
 
Tradycyjny już spacer do gospodarstwa sąsiadów. Oczywiście kocurzak krok w krok za nami :)



Cielak zawsze wyczuje matkę ;)



Znów trafiliśmy na maleńkie króliczki.






Na polu, czy w lesie, nocniczek się niesie :P


Bubu wszędzie jeździ swoim skuterem. Tym razem dałam się namówić na przejażdżkę z małym wariatem. Wrażenia pewnie jak po skoku na bungee. W każdym razie wróciliśmy cali, nie osierociłam dziecka.


Takie obiadki serwuje baba gościom Mniiiiami (jelonek)



Mi po spacerku i dotlenieniu w moment zasnęła na kanapie.


Przymiarka kapoka, bo w planach rejs łódką


Psica jak zwykle przyszła wychlipać Mi wodę- może z basenu jakaś lepsza


"Ej" no poczekajcie!



Musimy kupić sobie własny kapok, bo ten jeszcze długo będzie za duży.


Krótka przerwa na drugim brzegu na zbieranie kwiatków i odpoczynek od kamizelki
 

I powrót prosto na ognisko


Po którym Mi zasnęła w kolejnej niekonwencjonalnej pozie
 

Rano dorwała maskę cioci



 
Po tych dwóch dniach pełnych wrażeń, wróciłyśmy do miasta i razem z Bubu poszliśmy na spacer po leśnym parku.
 


Mała Mi w krainie czarów 


Niestety czas nie pozwolił nam pójść razem do zoo, więc pożegnałyśmy wuja i pomaszerowałyśmy same.



Ryś właśnie pałaszował świeże mięcho


 Placu zabaw oczywiście nie dało się ominąć ;)


Mała gęsiareczka


"No, pokaż się żubrze, zróbże minę uprzejmą"...




Dziczki, tym razem chyba wszystkie w dobrej formie


Dzień dobry Panie Koniu...


Tego dnia hitem okazały się "Juliany", przychodziły do nas, dawały się głaskać i jadły Mi trawę z ręki.



Mi odchodziła od nich na chwilkę do innych klatek i wracała, bardzo jej się podobało, najchętniej by tam została.

Słodziak suri


 i powrót do rozglądających się już za nami ogoniastych


Koati tym razem nie były chętne do zabawy


...więc wróciłyśmy do lemurów




Za bramą zoo znajdują się RODy, przy owieczkach można zebrać pyszne jabłka i śliwki.



Nutrie- kameleony, ciężko było je dojrzeć, co chwilę zauważałyśmy kolejną


Mama szczurzyca miała dosyć ssających dzieci, więc położyła się na brzuchu. Czarny nie dawał za wygraną.



Cii szop śpi


Osiołek uparcie próbował zjeść buta Mi



"Żółw tam :D"
 

Królisie


Tuptuś wylegiwał się pod krzaczkiem


Tak mi dobrze, tak mi rób




Okaz: nocnikownik niepospolity


lamy



Obudziłyśmy nochala


lisek też się zdrzemnął  



A małpeczki, jak co niektórzy ludzie; jedna buja, druga grzebie w zębach...


Na koniec osiołek, niczym rodem z greckich souvenirów od dziadków



W niedzielnej drodze na teatrzyk


Jakby ktoś się zastanawiał, dlaczego moje dziecko chodzi po ulicy z widelcem... zajadała borówki


Jaś, Małgosia i Mi w pierwszym rzędzie


Po przedstawieniu poszłyśmy na Stary Rynek napić się miejskiej wody i schłodzić pod kurtyną wodną. W tak upalne dni to ogromna ulga i czasem jedyny ratunek, a i frajda dla dzieciaków.









 Schłodzić się, ubrać i można dalej szaleć.




Ratusz zdobyty
 

Ruszamy na plac zabaw



akurat podpłynął statek-scena do amfiteatru


...bo czasami droga pod górę smakuje lepiej


Kupiłam Małej Mi Czuczu dla 2-3latków, bez problemu robi te zadania. Może pokuszę się o zestaw dla starszych maluchów.
Ostatnio Mi czasem siada przy mnie, odgarnia mi włosy i dostaję słodkiego buziaka bez okazji :D
Zębolce mamy (jeszcze) wszystkie. Wszystko gra i pędzi.

Na dobranoc dzisiejsza zapiekanka cukiniowa ;)