piątek, 27 czerwca 2014

Brzdąc w upałach

Tego jeżyka ciocia uratowała przed pewną śmiercią.
Jakby ktoś się zastanawiał, co zrobić widząc ranne/cierpiące/zagubione zwierzę, my zawsze dzwonimy po Animalsów. Warto wbić sobie ich nr w komórkę, nigdy nie wiadomo, kiedy się przyda.
 

W piątek (6.06.) wybrałyśmy się z ciocią na targ po owoce na dżemy. Nieoczekiwanie życzenie z poprzedniego wpisu się spełniło, bo wpadłyśmy tam na rodzinkę :) Jak zwykle po przejściu przez targowisko Mi wróciła z fantami. Tym razem dostała darmową biżuterię, marchewkę i lizaka :P
Wróciłyśmy do domu i rozpoczęła się produkcja.


W sobotę Mi nauczyła się słowa "mucha". Jak próbowała pierwszy raz wymówić, wychodziło jej "muchła" :D ale szybko pozbyła się "ł". Mówi też taja- stoi/ stolik.
8.06. Mała Mi skończyła 20 miesięcy.
W poniedziałek doszły nam kolejne trzy słowa: clock- zegar, desz- deszcz (wcześniej mówiła rain) i łysia-łyżka. Zauważyłam też, że Mi sama przykrywa się w łóżeczku.
Z wtorku mamy: cita- czyta, mik- mleko (milk) i jedź- jedź.
Środa była zwierzątkowa: kiki-zając (kickic), mykliaja- motylek, lichś-lis i na dokładkę kijajaja-kulululu.
Ostatnio Mi budzi mnie buziakami. Przydreptuje rano do mojego łóżka, nie otwieram oczu łudząc się, że odroczę pobudkę, Mi siada koło mnie, daje mi buziaka i się przygląda, jak się nie ruszę daje kolejnego... przy drugim najczęściej nie wytrzymuję i się uśmiecham, a potem zaczynamy dzień.

Tak Mi stroi się do lumpka. Okulary i bransoletka muszą być ;)

 
Tego dnia usłyszałam, że jestem zbyt skromną mamą, za mało chwalę się Małą Mi, jak na to jaka ona jest... serio?
13. w piątek doszło "tapy"- kropy. Wpadła do nas ciocia, którą Mi ostatnimi czasy namiętnie wykorzystuje do prac plastycznych. Tak wyglądała później nasza podłoga.





Jakby bałaganu było mało, upiekłyśmy też marchewkowe ciasta i babeczki.

 
Przyjechał do nas na próbę kocur Kicek, za tydzień zostanie na dłużej.
W sobotę Mi nazwała liody-lody i mykliaklia-muszelkę. Kiedy się kąpałam weszła mi do wanny. Nie myślałam, że jest aż tak zwinna. Nie dorosła jeszcze na tyle, żeby dosięgnąć brzegu wanny nogą, ale złapała się rączkami i przeważyła ciałem na drugą stronę tak, jak się przechodzi przez płot. Nie muszę chyba dodawać, że skoro zrobiła to sama, to wylądowała w wodzie ubrana... XD
W niedzielę wracając z lumpka, weszłyśmy na nieodwiedzany do tej pory plac zabaw niedaleko nas. Podoba mi się, że cały jest w cieniu, bo rosnące tam drzewa tworzą nad nim dach. Idealne rozwiązanie w okolicach południa. W dodatku wysypany jest piaskiem, w którym łatwo znaleźć muszelki, więc Mi cała szczęśliwa wróciła z napchanymi kieszeniami. Ostatnio znosi mi do domu tony kamieni, roślinek, muszelek itp. skarbów. Wpycha w kieszenie, albo ładuje mi do torebki... rozważam kupno taczki :P


 
Mi nauczyła się liczby 3, teraz umie już powiedzieć ile czegoś jest do trzech, a nie tylko do dwóch, umie też odliczyć po kolei: jeden dwa, trzi.
Wieczorem wzięłyśmy jedno z upieczonych ciast i poszłyśmy posłuchać próby zespołu cioci. Było klimatycznie i bardzo nam się podobało.



We wtorek Mi dorzuciła do słownika: imim-innym.
Środa:
Ta sama minka :) Kto ze mną pobounce'uje?


Mi nauczyła się znaczenia świateł drogowych i teraz na każdych pasach mówi "iś", albo "niee" zgodnie z kolorem.
Weszłyśmy do molocha, w którym byłyśmy w Dniu Dziecka. Mi poznała miejsce i zaczęła się rozglądać i wołać szukając Peppy, nadal często wspomina to spotkanie.
 
Zaczęło się :/ :



Wyszła nam druga lewa trójka.
Czwartkowym słowem stało się milk-mleko, już nie "mik" jak tydzień wcześniej. Mi trochę się zakatarzyła po czym nauczyła się samodzielnie fridować.
Kolejnego dnia wykładała anatomię; buzia-buzia, czioło-czoło, czit-polik (cheek).
 
Robiłyśmy z ciocią sesję modową, było dużo śmiechu, a mój Diabełek jak to szef, odpoczywał i obserwował pracę innych.


Ale trochę popracować trzeba, żeby mieć co jeść ;)

 
Bo w kuchni zawsze znajdzie się coś, co dziecko może zrobić samo.
 
video
 
Rodzinka wyleciała za granicę i przez trzy tygodnie rezyduje u nas ich kot.
Większy od naszego.
 
 
W niedzielę poszłyśmy na spacer w deszczu. Padało od kilku dni, więc Mi po raz pierwszy miała okazję poznać prawdziwe kałuże. Takie jak w Peppie! Wchodziła do nich, tupała, badała rączkami, w jednej zaliczyła upadek, więc była cała mokra, ale bynajmniej nie zrażona. Swoją drogą jestem zachwycona odpornością butków, ani trochę nie przemokły :)
 
Taką minę Mi robiła, kiedy padało jej na nos XD
 
 
Skoro mamy teraz w domu dwa koty, nie mogło obejść się bez jakiegoś nowego słowa na tę okoliczność. No i jest, moje nowe ulubione: odzioja-ogonek.
Poniedziałek: siedzi-siedzi (do tej pory mówiła tylko siadaj) i Peppa Pić- Peppa Pig. Do Mi przyjechała baba.
Środowe słówka; kiłi-kiwi i noc-noc. Mi nauczyła się nawet jak popuści, wstrzymywać i donieść do nocnika :) Wieczorem oglądałyśmy popisy talentów dwulatków, Mi też chciała ćwiczyć jak dziewczynka. Wiedziałam że jest bardzo rozciągnięta, potrafi pionowo zadrzeć nogę, albo dotknąć nóg głową itd., od jakiegoś czasu robi też pełen mostek z leżenia, ale tego że zrobi pełny szpagat przodem ze stania bez wysiłku, się nie spodziewałam (nie ćwiczę jej, ona sama dużo kombinuje i ta kombinatoryka stosowana czasem kończy się tym, że jej coś wyjdzie). U nas gibkość genetyczna po kądzieli, przynajmniej 4 ostatnie pokolenia, ale szpagatu nie mam na swoim koncie. Kto wie czym Elastynka zajmie się w przyszłości.
Jak na razie najbliższa przyszłość stoi pod znakiem zapytania. Mi miała iść do upatrzonego przedszkola od września, nie wiem czy pójdzie.
Wiem natomiast, że tego potrzebuje. Wczoraj poszłyśmy tam na kolejną rozmowę. Kiedy miałyśmy wychodzić, Mi jak zwykle pobiegła do dzieci. Zaczęła się bawić i nie chciała iść, nawet kiedy przyszła ciocia. Nie skusił jej zaplanowany piknik, najchętniej zaczęłaby chodzić do przedszkola już teraz. Prędzej czy później pójdzie, nie mogę się już doczekać Małej Mi w roli Przedszkolaka :D
Piknik nam nie wypalił, bo pogoda się popsuła, ale kupiłyśmy owoce na targu (Mi znów nie wyszła bez prezentu) i zrobiłyśmy swojską wyżerkę w domu.
Dziś po raz pierwszy usłyszałam, że Mi jest do mnie podobna, że ma moje rysy i kształt buzi. Cóż, miło.
Weszłyśmy do sklepu i Mi dostała od ekspedientki dwa zestawy kolorowych bransoletek. I jak ja mam ją nauczyć, że nie wolno brać nic od obcych?
Zaczęła nam się fascynacja klockami.
Oprócz wymienionych słów, w ostatnich tygodniach Mi raczy mnie też takimi smaczkami:
"ciap buła"- żyto/zboże ("kwiat" z którego robi się bułę ;) )
"Idzie pan haua nie"- pan (sąsiad) idzie bez psa
"Są pisze nie ma"- nie ma tu długopisów,
"Dziamaj"- jedz (tego akurat nauczyła się ode mnie)
a kiedy słyszy komplement np.: "jesteś kochana/piękna..., poprawia "naj naj!"

czwartek, 5 czerwca 2014

Święta, święta i okazje

Za nami najdłuższa przerwa bloggerowa. Dużo się dzieje, a nawet kiedy mamy wolny dzień, to pogoda wygania nas na dwór. Już wszystko nadrabiam...

Nasz słoneczny widok z okna- koty na dachach, koty na parapetach

 
19. kwietnia pojechaliśmy (z kotem) do baby na święta. W Wielkanoc po śniadaniu szukaliśmy prezentów (a kot z nami).
 






Te gałązki nie wyglądają przyjaźnie, opłaca się tam wejść?


 
Z daleka w ogóle nie było widać zielonej hulajnogi w tej trawie.
 



Budowanie zamku z piasku- było

 
 
łatanie dziur w drodze- było
 

jazda na zdezelowanej kosiarce- odhaczona :D

 
Zabrałyśmy się też z babą i podwiozła nas w drodze do pracy na plac zabaw. Byłyśmy tam wcześnie rano, Mi miała cały plac dla siebie. Tak się wybawiła, że zmęczona wtuliła się we mnie i zasnęła. Spędziłyśmy sporo czasu leżąc w słoneczku na hamaku.

Magnesowa książeczka to dużo zabawy, niekoniecznie zgodnej z przewidywanym zastosowaniem.

 
Hulajnoga też może posłużyć do czego innego, np. jako wózek dla lalki.

 
Jak czesze się taki gąszcz włosów?
-na raty ;)
 

Uczesana...


...i można iść na spacer do gospodarstwa sąsiadów (a kot za nami)




Kaczuchy



Królewny nie chodzą, królewny są wożone. Kochany wuja wszystkim przewiezie.


Nawet tu się ta mała dupka zmieściła.


Świeżo urodzone Tuptusie


Pisklaki grzeją się pod lampą


Tą myszkę uratowałam z łap kota, który zamiast ją po prostu zjeść, traktował jak zabawkę. Niestety chwilę później i tak zginęła w tragiczny sposób pod butem wnuczka gospodarzy :(



Ogromny sprzęt


...i Mała Mi

 
Ujarzmiona egzotyka


Speedy Gonzales ;)


Nieodrodna wnuczka babci

 
Nie, to dziecko nie jest wykorzystywane, ona po prostu lubi pomagać.
Gen nauczycielski też jak widać odziedziczyła, w każdym razie Basia już wie, jak się wyciera podłogę.
 
 
Opalona chica
 


kukułka

 
Kapitan!
 
 
 
Dziadek srogi, ale Mi i tak zapatrzona.
"Płoja"


Po 10 dniach wróciłyśmy do domu.
W ciągu tego pobytu u dziadków i później przybyło Mi mnóstwo słów (na pewno o czymś zapomnę, nie będzie też po kolei):
liapam-lampa, Dżosz/Dzić-George, łef-lew, cita-czyta, oci/otiśt-otwórz, siam-słoń, dzisia-gruszka, okijaja-okulary, łapa-łapka, bije/bile- bilet, tap/ptać-ptak, ptaci/paci/pati- ptaki, dziabi/dziaby-grabie, łotata- łopata, pole-pole, pi- coś do pisania/rysować, hija-hulajnoga, dzi-drzwi, ziama-zamknąć, ziamaj-zamknij, pyć-pić, picie-picie, dźwięk żaby, kle kle- bocian, jak- rak, jeż- jeż, czasia/casa/ciasia-kasza, dziób-dziób, zjedz- zjedz, jiś-ryż, chim-film, biś-bus, train- pociąg, leci plane- samolot leci, kymimi-kamienie, ciep/ciap-kwiat, siadaj-siadaj, iś/iź-idź, otej-OK, zejś-zejdź, kljeti- kredki, nos-nos, usio/ysi-ucho, uu-małpka, płaczie-płacze, piła-piłka, Bubu-Bubu (mój brat), didam- drugą. Oprócz tego rozbraja mnie swoim "aj lowi"- I love you, albo gdy coś chce i mówi "posię mamusiusiu moja", robiąc po tym łobuzerski uśmiech... i jak jej nie kochać?! <3
Czasem z przekąsem robi coś, czego wie, że nie powinna, po czym daje mi wielkiego buziaka. Sprytna i cwana, to + jej urok i jestem pewna że będzie sobie radzić z ludźmi.
 
Czas ugotować coś po mojemu!


Mucha
 

Mi dostała tego misia od pani w sklepie, pokochała miłością wielką, zarezerwowaną do tej pory tylko dla Basi. (dostała wtedy jeszcze dwie inne maskotki w dwóch innych miejscach, bo Mi już tak ma, że gdzie nie wejdzie, to dostaje prezenty ;) )


Kumple


8. maja Mi skończyła 19 miesięcy.
 
Układanie puzzli to ciężka praca


Hit- siedzę na tronie i jeszcze mi czytają
Bo ciocia dzieci nie lubi, ale Mię kocha (Ciii).
Sorry Maryś, właśnie popsułam Ci reputację tramwajowego postrachu istot niższych.


Zmokła kurka

 
wersja z przedziałkiem
 

Dziecię niewinne niczym z obrazu.


Dziecko najedzone, brudne i szczęśliwe :)


Nasz pierwszy głowonóg, Mi powiedziała, że narysowała mamę. Nawet podobna.

 
18. maja- festyn i mentalne wsparcie dla występujących na scenie ukraińskich studentów spod skrzydeł naszej cioci
 
wełniana lala
 

Urodzona w Polsce pół-Kamerunka w barwach Ukrainy


...i o tygrysiej twarzy
 
Polowanie                                                                  ...po robocie myje się, jak na kocicę przystało



Gejzerki, wielka frajda i ratunek w tak gorące dni
Mi wracała do domu cała mokra, łącznie z włosami XD







loczuś


25. maja- wybory do parlamentu europejskiego

Mi wrzuciła głos do urny, obowiązek obywatelski wypełniony.


Ostatnio Mi zalicza każdą bramę, drzwi, schodki, kratki w chodniku...- nasze spacery wyglądają tak:




 
Pierwsza parówka w życiu
 

Mi czekając, aż wyjdę z egzaminu

 
W ostatni piątek pojechałyśmy na jedną noc do baby.
Mi dostała na Dzień Dziecka rowerek, a Bubu skuter.
 
"skuterzystka"
 
 
W tę sobotę pojechaliśmy zobaczyć kózki, lamy i wielbłąda.
 
W samym Dniu Dziecka musiałyśmy już być od rana w mieście, bo zawitała tu Peppa!!!
Mamy wywołane zdjęcie sam na sam z Peppą. Mi wszystkim je pokazuje, bardzo przeżywa (nadal po tylu dniach), że Peppa dała jej cześć, że ją przytuliła, machała. Jeszcze nie widziałam swojego dziecka tak podekscytowanego, najpierw zaniemówiła, wryło ją, a potem wołała do Peppy, machała i się cieszyła. Był ogromny tłum, Peppa wszędzie chodziła obstawiona ochroną (to co wyczyniali rodzice w pełni uzasadnia taką konieczność), dzieci było mrowie, więc te mniejsze rodzice trzymali na rękach, żeby się nie zgubiły ani nie zostały zadeptane. Większość maluchów się bała, a Mi chciała do Peppy, więc puściłam ją na scenę między te starszaki, a ona nawet się na mnie nie obejrzała, podeszła najbliżej do Peppy, przytuliła się, potem zeszła za nią ze sceny (mimo że ja stałam po drugiej stronie i musiałam ją potem gonić w tym tłumie). Jestem dumna i cieszę się, że nie jest strachliwa, do odważnych świat należy, im więcej rzeczy odważy się spróbować, tym więcej fajnych przeżyć będzie miała do wspominania. Ciekawe, czy spotkanie z Peppą stanie się jej pierwszym wspomnieniem, niby za wcześnie na pamięć epizodyczną, z drugiej strony rozwój mowy pędzi jak szalony. Skoro umie o tym opowiedzieć, może zapamięta na dłużej niż parę dni.
 
Widać ją tam w tłumie, szukajcie czerwonej opaski.
 
 


Były też inne atrakcje








Kiedy wychodziłyśmy, Peppa akurat robiła obchód. Mi cieszyła się, że Peppa ją odprowadziła :)


Było nam mało wrażeń, więc pojechałyśmy na festyn na Wyspie
..."sporo" ludzi




Zezolek <3


"Bajaja! :D"


Później zaliczyłyśmy jeszcze plac zabaw. Mi ledwo stała na nogach ze zmęczenia, ale na szaleństwa znalazła siłę. Poszłyśmy też do części dla starszych dzieci (nasz plac zabaw jest podzielony) i nauczyła się przechodzić po ruchomym moście.


Mi załączyła się faza zainteresowania wózkami dla lalek. Ciekawe czemu, skoro nawet nie miała swojego. A jednak dziewczynka! ;) Będzie trzeba jej w końcu jakiś nabyć.
Wczoraj przyjechała baba i spotkałyśmy się z rodziną nie widzianą od mojego gimnazjum. Stryjeństwo ( ;) ) nic się nie zmieniło, spotkanie było przemiłe, a Mi dostała nawet prezent- plecak z Myszką Minnie, teraz wszędzie z nim chodzi. Zabiera nawet pusty na spacer :D Mam nadzieję, że kolejna przerwa nie będzie tak długa.


Tym razem baba znalazła nawet czas, żeby wejść z nami na plac zabaw. Za bramką Mi włącza się motorek w dupce. Pierwszy raz podeszłyśmy do drabinek, a Mi weszła sama na górę, znów mnie zaskoczyła.


Oprócz powyższych rewelacji, cieszy mnie, że Mi sama przypomina o myciu ząbków, świetnie rozumie zależności (dam Ci to, jak zrobisz to), łatwo zgadza się na kompromisy i rozwija się manualnie (np. bez problemu trafia ładowarką do małej dziurki w telefonie, coraz pewniej trzyma sztućce czy kredki).
Mamy już wszystkie czwórki i górną lewą trójkę, to już praktycznie koniec ząbkowania, a nadal w ogóle go nie odczułyśmy, poza ślinieniem się przy pierwszych zębach. I'm so happy.