poniedziałek, 10 lutego 2014

Fajowy dzień

Byłyśmy dziś w bibliotece po obiecane książki, tym razem gościmy:

 
W naszej bibliotece można wypożyczać aż na miesiąc, więc oddamy, jak nam się znudzą.
 
Pogoda była dziś cudna. Na początku słońce tak grzało, że Mi chodziła bez czapki, w samych nausznikach. Najpierw poszłyśmy na spacer.
 
Karmiłyśmy łaboćki
 

 
A później po raz pierwszy w tym roku, odwiedziłyśmy nasz plac zabaw :D
Nie mamy wielu zdjęć, bo zabawa była świetna i bardzo absorbująca.
 
Nowe słowo: zium- zjeżdżanie na zjeżdżalni. Minął rok (niecały), a w tej kwestii nic się nie zmieniło, zium nadal jest ulubionym przez Małą Mi sprzętem na placu zabaw. Zmienił się tylko sposób zjeżdżania, bo nie muszę jej już trzymać.
 

Mam bardzo otwarte dziecko. Cały dzień inicjowała nowe znajomości. Zaczepiała inne dzieci, leciała do nich z rozłożonymi ramionami, dawała cześć. Jedna dziewczynka tak przypadła jej do gustu, że Mi zaczęła ją przytulać i obbuziakowywać. Może to przez króliczą czapę, zbliżony wiek, śniadą cerę, albo wspólne zainteresowania (zium ;)). Cóż, z dnia na dzień coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że moje dziecko potrzebuje przedszkola i to już. Jak zwykle odbiegała ode mnie, nie oglądając się za siebie i tylko raz jej się przypomniało:
Mi: mama?
MzP: No gdzie jest mama?
Mi (rozgląda się spokojnie, w końcu widzi mnie wśród tłumu, wskazuje palcem) Mama! :D
Trzymać się mnie kurczowo nie musi, póki ja mam ją na oku jest ok, ale bezwarunkowo muszę ją nauczyć nieufności wobec obcych, bo niemal codziennie słyszy zdanie "Ale ty jesteś śliczna. Chodź. Pójdziesz ze mną?" (tak, wiem że ludzie mówią to w żartach, co nie zmienia faktu, że mnie takie żarty nie bawią)
 
 
Na szczęście nie oprotestowała powrotu do domu, tylko kiwała dzieciom na pożegnanie i pomaszerowała.
 

 
Mi świetnie radzi sobie już z wchodzeniem po schodach :)
 
Dotleniłyśmy się, zmęczyłyśmy i wróciłyśmy do domu poczytać i pooglądać książeczki.
 
Jakby ktoś się zastanawiał, co Mi robi na tym zdjęciu, to odpowiadam; je jabłko, które nabiła na czubek tej piramidki. Dlaczego? Bo mogła.
 

Mi waży już prawie 9 kg.


2 komentarze:

  1. To jest wlasnie problem z otwartymi dziecmi, ze zawsze chetnie z kims pojda. Moja siostrzenica, jeszcze majac 3 lata bez obaw szla z obcymi ludzmi, siostra musiala ja caly czas pilnowac. Ciesze sie z jednej strony, ze Bi do zagadujacych ja ludzi, albo robi mine bazyliszka, albo zupelnie sie odwraca. Niko za to mnie martwi, bo co prawda wstydzi sie obcych, ale jest bardzo bierny. Mimo, ze pochyla niesmialo glowke, pozwala sie wziac na rece. Ktos moze go w ten sposob latwo porwac.
    U nas lezy jeszcze pelno sniegu, a na jutro zapowiadaja kolejna sniezyce, wiec jeszcze troche czasu uplynie zanim wybierzemy sie na plac zabaw. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie problem z dziećmi, tylko z zagrażającym im elementem społeczeństwa :/ Dzieci są beztroskie i takie powinny być, powinny móc takimi być.

      Usuń

Miło mi, że tu zaglądasz i zostawiasz po sobie ślad. Wpadaj częściej :)