sobota, 4 stycznia 2014

Za wszystkie czasy

Będzie nieco chaotycznie, bo dużo do nadrobienia, a nie chcę zanudzać. Nie było nas tu trochę, bo...

20.12. wyjechałyśmy do Baby
 
 
na świąteczno-noworoczną przerwę od miasta.
 
Mała Mi szalała z wujem. Permanentny stan wzajemnego zakochania. Muszę przyznać, że mój brat jest bardzo opiekuńczym 10-latkiem. Przez cały pobyt dużo pomagał i zajmował się siostrzenicą.
 
 
Tu Mi porwała Babie Newsweeka i robiła wieczorny przegląd prasy, jakby faktycznie umiała czytać ;P
 
 
Szybko okazało się, że wszystkie ciuszki, które zabrałam, a które były na Mi dobre jeszcze tydzień przed wyjazdem, nagle się skurczyły ;) Skok trwa, codziennie namierzam jakiś za mały łaszek. Wiąże się to również z umiejętnością Mi sięgania do wyższych szuflad i półek...
 
Czerwony kapturek, czy babuleńka?
 
 
Z psicą przy skrobaniu karpi
 
 
Bounce with my bear cub
 
 
Pierwsze prezenty pod choinką, goździkowa kula i jemioła
 

 
Mi jest coraz większym Łobuzem, uwielbia broić, wygłupiać się i zaśmiewać do braku tchu. Ma wbudowaną opcję diabolicznego śmiechu laleczki Chucky, uruchamianą między innymi na hasło: "Tyyy ŁoBuziE". Przy tym jest jednak usłuchana. Wystarczyło raz na wejściu przestrzec ją, że nie wolno dotykać kominka i choinki i potem tylko podchodziła i sama siebie upominała "ojoj, ała", przez 2 tyg nie próbowała dotknąć ani razu. Podobnie z prezentami i stojakiem ze szklaną misą. 
 
Nasza Gwiazdorka nad zupą rybną z łazankami i karpiem przy wigijulijnym stole
(Martuś, dziękuję za pomysł, ryba w migdałach dla mnie pycha :))
 
 
A po kolacji rozdawanie prezentów. Na zdjęciach część z giftów dla Małej Mi
 

Spora część to wszelkie gadżety z Peppą, ale były też książeczki, różne klocki, lala, układanka, sanki i inne. Tylko śniegu brak.
 
 
Zaliczyliśmy też rodzinne oglądanie niedawno odnalezionych filmów z mojego dzieciństwa.
 
Psica zdecydowanie była dla Mi atrakcją, to już staruszka i niewiele jej się chce.
"Czemu ona nie chce ze mną iść?"
 

"Teraz ustaw się tuu"

 
"Bardzo dobrze, pozujemy!"

 


Mała Mi umie naśladować Indianina nie tylko dźwiękowo :)

 
Mi standardowo, chciała wszystkim we wszystkim pomagać np. w zamykaniu zmywarki, drzwi, szafek, przynoszeniu rzeczy, gaszeniu światła (mają zrobione włączniki na wysokości opuszczonej ręki) itp.
Jak zwykle też nie obyłoby się bez muzyki i tańców.
 

Ciut więcej wrażeń i Mi odpadała do spania w ciągu dnia.
 
 
Kąpiel jest fajna, nawet w prysznicowym brodziku.
 


 
Włosy urosły, niestety nie udało mi się uchwycić pełnej długości. Wymagałoby to trzymania jednocześnie aparatu i prysznica (co mogłoby się źle skończyć), bo bez strumienia wody momentalnie się kręcą i idą do góry. "Proste" sięgają już za łopatki.


"To ja tu sobie posiedzę i poudaję, że spaceruję"
 
 
Ile by nie dali zabawek, pierwsza pokochana, najulubieńsza Baśka wygrywa, nawet z Peppą.
 

Moja mała modelka i kreatorka mody w jednym, tym razem przywdziała babciowy top jako bolerko. Strzeżcie się projektanci!
 

29. -ważna data ;) Mi po raz pierwszy użyła w sposób ewidentny fantazji w zabawie, karmiąc mnie wyimaginowanymi cukierkami- pyszne były :) To jak nowa era.
Brumy, to jest to, co łobuziarskie dziewczynki lubią najbardziej. Jeśli dobrze pamiętam, on kiedyś był pomarańczowy...
 
 
Sylwestrowe popołudnie
 
 
i wieczór (spędzony w trójkę z wujem)
Wuja niepocieszony, że nie będzie mógł wystrzeliwać fajerłorksów (sam) i musi poczekać do następnego dnia. Trzeba było udobruchać brata, żeby nie zmarnował wieczoru. Upiekliśmy pizzę.
 

 



 W trakcie pieczenia zbliżenie na sylwestrowe pantofelki Mi
 
 
 i pizza gotowa
 
 
Miała wystarczyć na cały wieczór, zjedliśmy ją w ok kwadrans.
 
Jeszcze dekoracja
 

fotka z mamuchą

 
i można przywitać Nowy Rok
np. tak
 

Rok temu Mi nie chciała spać, czuła że coś się dzieje i mimo, że 2-miesięczna, przywitała rok z nami. Tym razem odpadła o 23:15, a my bawiliśmy się dalej przy tv, kominku i bezalkoholowym szampanie w dwóch smakach.
 

Ranek Mi przywitała w balowym nakryciu głowy i z motorkiem w dupce (długo ją goniłam, żeby pstryknąć fotkę, a Mi się nie zatrzymywała biegając po całym pomieszczeniu i wokół kolumny, nawet kiedy dałam jej picie.)
 

Ilość rzeczy z którą wracałyśmy do domu przerosła moje przewidywania. Oprócz tego z czym przyjechałyśmy i prezentów, doszło nam kilka wielkich worów z ciuchami. Kocurkoś był z nami i z nami wrócił.
 
 
 
Podczas pobytu u Baby, Mi nauczyła się wchodzić po schodach na prostych nogach, bez użycia kolan, ale ma za krótkie nóżki i wygodniej jej jeszcze na czworaka, więc na razie na naszej klatce muszę ją dygać na to trzecie piętro. Oj nielekko już.
Do nowych słów, które przychodzą mi na myśl, wrzucamy "pać"-spać i dwa, które mnie lekko zszokowały "dom" (nazwany na obrazku) i "lala" (kiedy dostała ją w prezencie). Po raz kolejny Mi pokazała, że niektórych rzeczy nie trzeba jej uczyć, wie sama. Skąd? Nie używam słowa lala, ani nie pokazywałam jej nigdy domu na obrazku (tego pewnie nauczyła się z Peppy) , a na nasz zawsze mówię zdrobniale np. "idziemy do domku".
Od ostatniego posta, Mi nauczyła się też chodzić w kozaczkach. Jej zdolność chodzenia rozkwitła na tyle, że śmiało idzie moim tempem (co prawda wolnym, ale jednak mój jeden krok to jej ze trzy).
 
Po powrocie na nasze włości, Mi zapłonęła miłością do miotły i cały czas zamiata.
 
 
Bo moje dziecko ma różne bziki, np. przedwczoraj wymyśliła sobie, że będzie się kąpać w nausznikach... czemu nie?!
 
 
Co mnie cieszy, Mi dorosła też do czytania książeczek. Do tej pory po chwili przejmowała inicjatywę i to ona "czytała", albo wypytywała o wszystko "co to?".
 
W skrócie: dwa tygodnie minęły, mamy nowy rok, a Mi rośnie :)

18 komentarzy:

  1. uwielbiam Ją:**** zakochanam od początku! piękna i taaaaka słodka:)) Obie wyglądacie ślicznie:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, przynajmniej uniknie wody w uszach podczas kąpieli-przezorna Dziewczynka :)
    To zdjęcie z sylwestrowego popołudnia boskie, zakochałam się! A wiesz, że Lila też od około tygodnia ma fazę na zamiatanie, aż kłóci się o zmiotkę i szufelkę... Zupełne przeciwieństwo Elizy w tym temacie.
    Pięknie macie u Baby, tyle przestrzeni i chyba staw, albo jezioro tam widzę? Bosko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasze panny coś tak synchronicznie, najpierw czapy, teraz miotła...co następne? U baby i las i stawy i jezioro (na zdjęciu widać jeden staw i jezioro).

      Usuń
    2. Ale macie dobrze! Nic tylko spędzać czas na łonie natury o każdej porze roku. Nasza stara sunia już nie miałam tyle cierpliwości do małej Elizy i synka mojego brata. Trzeba było cały czas ich pilnować, tym bardziej, że młody lubił jej dokuczać. A włosy mi fantastyczne, to niesamowite, jak zmienia się ich długość po zmoczeniu. No też się zastanawiam, na co przyjdzie teraz kolej :)

      Usuń
    3. Ja tam wolę miasto, Mi też się tam nudzi na dworze, bo brakuje jakiegoś placu zabaw i innych dzieci. Jeździmy dwa razy do roku tam do nich.

      Usuń
  3. Ps,a Tobie chyba też włosy sporo urosły od urodzenia Mi?
    No a mnie się karpia nie udało zrobić i jestem zawiedziona. Jak się zorientowałam to już było po karpiu, bo zjedzony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włosy cały czas mam krótkie, jak na mnie. Całe życie z włosami do tyłka, a w ciąży poszłam pod maszynkę, bo nie mogłam znieść upałów. Ciekawe, czy jeszcze kiedyś mi dorosną do standardowej długości.

      Usuń
    2. Ja już widzę różnicę, z tych zdjęć, kiedy Mi była malutka, więc jak Cię nic nie podkusi, to pewnie tak:)

      Usuń
    3. Różnica to była przed ścięciem i po, w tę stronę jakoś wolniej ;P

      Usuń
  4. Ale słodka ślicznotka :)

    I jeszcze pizza mmm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa, mam słabość do pizzy, po prostu uwielbiam...niestety ;)

      Usuń
  5. o matko ,ale masz słoooooooooodką córeczkę ! ! ! :)

    nominowałam Cię : http://www.mama-kubusia.pl/2014/01/liebster-blog-award.html ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę byłam zalatana, ale już odpowiadam na Twoje pytania:
      1. Blog jest pamiętnikiem pisanym dla Mi, ale też miejscem, dzięki któremu poznaję mnóstwo świetnych ludzi.
      2. Czuję się dobrą mamą. Dla Mi na pewno jestem najlepszą ;) Dlaczego? Bo o nią dbam, wychowuję zgodnie z własnymi przekonaniami i nieustannie okazuję jej, że ją kocham. Moje dziecko jest niemal wiecznie uśmiechnięte, a to pozwala mi myśleć o sobie, że jestem fajną mamą.
      3. Yyyy oczywiście, że dziecko!
      4. Boje się śmierci w kontekście zostawienia Mi. Jest jeszcze za malutka i potrzebuje mamy.
      5. Nie. Moja wizja macierzyństwa kompletnie rozminęła się z rzeczywistością. Myślałam, że jest dużo trudniej (jest łatwiej niż sobie wyobrażałam, mimo że wychowuję Mi sama), zanim urodziła się Mi, nie umiałam też wyobrazić sobie tak głębokiej miłości i tego jak podziała na mnie zlepek słów "moje dziecko".
      6. Nie wiem, mam duży wgląd w siebie, chyba nie ma już rzeczy, do których nie przyznawałabym się przed samą sobą. A przed innymi najtrudniej przyznać się do tego, co jest sprzeczne z wizerunkiem, jaki chcę mieć w ich oczach.
      7. Mnie do niepohamowanej rozpaczy natychmiastowo doprowadza wyobrażenie, że coś złego dzieje się Mi (śmierć, choroba) i myśl o rozdzieleniu z nią.
      8. W rzeczywistości bardziej rozczulają mnie rączki Mi, na zdjęciach stópki wyglądają na słodsze.
      9. Nie wiem, co znaczy grzeczny. Mi jest generalnie usłuchana, choć to mała choleryczka.
      10. Nie czuję się spełniona w roli matki, bo chciałabym mieć więcej dzieci. Do spełnienia w roli kobiety brakuje mi zbudowania rodziny opartej na zdrowym, mocnym związku z partnerem.
      11. Obecnie jest to kwestia kontaktów Mi z tatą, wokół tego tematu roi się od dylematów.

      Usuń
  6. Jestem zachwycona urodą Twojej córeczki !
    Jest śliczna, przepiękna !
    Znalazłam Was w kategoriach bloga roku i nie żałuję.
    Zostaję by poczytać i na Was popatrzeć :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie po to bierzemy udział w tym plebiscycie, żeby jeszcze więcej osób mogło nas znaleźć.
      Dziękujemy za słowa zachwytu i uznania i zapraszamy jak najczęściej :)

      Usuń
  7. Podobni jestescie do siebie z bratem! :)
    Uwielbiam ostatnie zdjecie Mi z kapieli! Wyraznie mowi "Matka, dajze juz sobie spokoj z tymi fotkami!". A sylwestrowe butki przypomnialy mi zaczarowane pantofelki z "Czarnoksieznika z Krainy Oz". :)
    Pieknie tam na wsi! Swieze powietrze, mnostwo miejsca na szalenstwa, super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oboje jesteśmy najbardziej podobni do swoich tatusiów, ale faktycznie coś wspólnego w twarzach mamy.
      Taką minę Mi robi, kiedy udaje focha (w tym wypadku raczej na mycie i czesanie włosów)...po czym wybucha śmiechem XD

      Usuń

Miło mi, że tu zaglądasz i zostawiasz po sobie ślad. Wpadaj częściej :)