wtorek, 17 grudnia 2013

Bożyszcze

Mi oficjalnie została idolką tłumów. Od urodzenia przyciąga spojrzenia, ludzie odwracają się za nią na ulicy głośno komentują, podziwiają, co jakiś czas (po każdej imprezie, na której się pojawimy) pojawia się nasze zdjęcie/ nagranie z naszym udziałem (zbliżenie) na fb/portalu miasta/ w gazecie, co do TV nie wiem, bo nie mamy, ale nie wątpię, że w któryś wiadomościach regionalnych też się pojawiłyśmy. Jest śliczna, ma inny kolor skóry, dodatkowo noszę ją w chuście, wyróżniamy się i trudno nas przeoczyć. Najlepsi są ludzie, którzy widują nas regularnie, listonosz, ochroniarz z Biedronki, czy ekspedientki z pobliskiego sklepu, albo pielęgniarka z przychodni itp, ponieważ rozpoznają Mi, zwracają się do nas, jak do dobrych znajomych. Nie mam nic przeciwko, bardzo to miłe, uświadomiłam sobie jednak że tak wygląda codzienne życie popularnych ludzi. Gdzie nie pójdą, wszyscy ich znają, nie da się przemknąć niepostrzeżenie. Wiecie ile osób zaczepia nas na spacerze i zaczyna konwersację?... Jednak w zeszłym tygodniu, nawet przyzwyczajona do bycia tłem małej Gwiazdy i całego zainteresowania córką, MzP zrobiła wielkie oczy. Otóż w czwartek byłyśmy w fundacji i napadła na nas grupka groupies, zaczęły piszczeć, wyciągnęły aparaty i każda z nich chciała zrobić sobie z Mi zdjęcie. Kolejnego dnia Mi odebrała część uwagi aktorom, skupiając ją na sobie. Znowu były zdjęcia ;) również te profesjonalne. Fotograf pstrykając nam fotkę zapytał, czy to przypadkiem nie nam zrobił zbliżenie na... Przypadkiem tak ;)
W piątek byłyśmy na premierowym musicalu "Wieczory na chutorze w pobliżu Dikańki". Spektakl był cudny, barwny, ciekawy i zabawny. Fantastyczna energia płynąca ze sceny zmuszała do uśmiechu. Mi patrzyła z otwartą buzią, choć była troszkę zmęczona (zaczęło się o 18). Po przedstawieniu czekał na widownię przygotowany poczęstunek rozmaitymi pierogami. Mi wciągnęła kilka dokładek.
 
 
Przedwczoraj wygrałyśmy sukienkę w jabuszka od Agnieszki Lisiewicz Young w "Tulimisiowym" konkursie u Aparatki. Nasze zgłoszenie wyglądało tak;
 
 
Wczoraj zaliczyłyśmy kolejny sukces. Mi odbyła pierwszy spacer całkowicie na nóżkach. Wcześniej nosiłam ją w chuście i wyjmowałam tylko, kiedy wchodziłyśmy gdzieś na dłużej. Mi chodzi bardzo sprawnie, całkiem szybko biega, ale w kozaczkach jest jej jeszcze niewygodnie, musi się przyzwyczaić do sztywnych, wysokich bucików. A wczoraj było u nas ciepło, więc mogłam jej założyć adidasy.
 
 
Nie spodziewałam się, że da radę zrobić taki dystans (google maps podpowiada, że to 870m- duży wysiłek dla małych nóżek na pierwszy raz). Moje dziecko zawsze jest pierwsze do jedzenia, ale tak łapczywie, jak jadła po tym spacerze, dopychając sobie na siłę do buzi rączką, to nigdy wcześniej jej się nie zdarzyło. Najadła się, napiła i poszła spać.
Zauważyłam, że Mi zaczęła używać moich długopisów już nie tylko do zabawy, ale i próbuje nimi pisać. Po pobudce wyciągnęłam więc jej blok i flamastry, które dostała na urodzinki i pozwoliłam tworzyć.
 
 
Najciekawszą czynnością było zamykanie pisaków, Mi była zadowolona, że udaje jej się trafić w nakrętkę (bo to takie nietypowe zatyczki, mają więcej niż jedną dziurę).
 
 
ale dzieło też powstało
Uwielbiam gadającą Mi. Cały czas podczas tworzenia, powtarzała "taaaak" takim przeciągającym tonem, jakby chwaliła swoje działanie.
 
 
Jakieś pomysły na interpretacje?

wtorek, 10 grudnia 2013

Świątecznie

Mikołajki, w nocy włożyłam prezenty do łóżeczka Mi, a rano budzi mnie "Mama... Peppa! :D", dokładnie takiej reakcji się spodziewałam ;)


Oprócz tego Mi dostała też ciuszki, klocki/puzzle-zegar, spinki-misie których nie widziałam całe lata, a kiedyś były moje, paluszki, swoje pierwsze słodycze; ciastka (niemowlęce, bez cukru) i batona (też dla maluchów) :)

Baton na śniadanie w pidżamie?- w Mikołajki wolno ;)

Orkanowi Ksaweremu towarzyszył śnieg. Pierwszy w takiej ilości w tym roku. Przeżyłyśmy, nawet chałupą za mocno nie trzęsło (choć wrażenia ciekawe, kiedy ma się okna dachowe w które dudni) i szczęśliwie nam akurat nie odcięło prądu. Mi urzeczona wpatrywała się w okno.
 

 
W ubiegłą sobotę, zgodnie z doroczną tradycją, choć tym razem z opóźnieniem, odbyło się pieczenie pierniczków. Mi też wykroiła kilka. W końcu Mała Mi odpłynęła na rękach u pracioci.
 
 
A pierniczki kolejno trafiały do piekarnika
 

i do stygnięcia

 
;)
 
 
Będzie co wPIERNICZać przez święta.
 
Ostatnio pisałam, że Mi najchętniej nie zdejmowałaby czapki. Tak wygląda moje dziecko podczas zabawy. Zapewniam, że mamy w domu ciepło.
 
 
Mi zaczęła biegać! Cudnie tańczy na tych swoich nóżkach i sprawia jej to ogromną frajdę. Jej słownik też pięknie się rozwija, nadal funduje mi codzienne nowości (wczoraj np. przybyło "duck-duck"-kaczka). Zadziwiające jest dla mnie, ile Mi rozumie z bajek. Dla przykładu, ogląda Peppę, w bajce zaczyna padać śnieg, Mi pokazuje na okno i sprawdza czy u nas też sypie. Powtarza słowa. Śmieje się, kiedy w kreskówce pada jakiś żart, generalnie jej afekt jest spójny z przekazem bajki. A książeczki sama mi przynosi i opowiada gdzie co jest. Zauważyłam też, że jest świetna w wyszukiwaniu szczegółów na obrazkach. czasem udaje jej się znaleźć taki drobny element przede mną. Jedno jest pewne, oczka to ona ma sprawne, kontrola wzroku, na którą mamy się stawić, będzie tylko formalnością.
Charakterek też się Małej Mi wyrobił, mała złośnica, ale jakoś się zawsze dogadujemy ;)

środa, 4 grudnia 2013

Roczna nastolatka

Tydzień temu byłyśmy sprawdzić przebarwienie na oczku, tak na wszelki wypadek. Plamka okazała się przebijającą jagodówką. Jak zakładałam- nic groźnego.
Mi rozgadana, do worka ze słówkami z zeszłego tygodnia wrzucamy między innymi:
"ksik"-na kota, kiedy robi coś niedozwolonego (moja porządnicka),
"buła"-bułka/chleb,
"poo, poo"- mama rusz tyłek, trzeba zmienić pieluchę ;),
"papA!"-czapa.
Tą ostatnią najchętniej miałaby na głowie cały czas. Uwielbia czapki i chodzi mi w nich po domu, albo zakłada czapę, podaje mi swoje ciuszki i zarządza "da-da", a MzP cierpliwie tłumaczy, dlaczego późną jesienią nie wyjdziemy na spacer o 20:30.
Mi generalnie stała się już strojnisią. Swoje stylizacje kreuje ze względu na nadruk/aplikację na ubraniu. Wyraźnie wyróżnia np. koszulkę z "hau". Nie byłoby problemu, gdyby wszystko było z Peppą ;) Do tego to jej wywracanie oczami- istna nastolatka XD
Tupta i tupta, już definitywnie na stojąco. Wczoraj nam w restauracji podreptała do innego stolika, bo tam siedziała dziewczynka :P
Doszły do nas wygrane spineczki, Mi się spodobały, od razu zaczęła się nimi bawić :)
 

niedziela, 1 grudnia 2013

Raz o mnie- 25 lat

"Dnia 1 grudnia 1988 roku o godzinie 9:15 urodziła się nasza ukochana córeczka Anna [...]" - tak zaczyna się pamiętnik pisany przez moją mamę ćwierć wieku temu. Babcia pisała kroniki z życia mojego taty od urodzenia do jego ślubu. Wklejała tam różne zdjęcia i pamiątki. Po jego śmierci dostałam te opasłe tomy. To wspaniała pamiątka, nie wyobrażam sobie lepszej. Moje kończą się na przedszkolu, nagrania wideo na podstawówce.
To pierwsze zdjęcie, jakie mi zrobiono. Wigilia 1988 z kuzynami, właściwie braćmi stryjecznymi Łukaszem i Piotrkiem :)

 
Z tatą :)
 
 
A tak wyglądałam w wieku 11 miesięcy:
Z mamą


i z babcią Sonią
(Mi robi identyczną minę)


Niestety nie mam skanera, a aparat zamazuje mniejsze zdjęcia. Na swoim pierwszym paszportowym wyglądam jak Mi tylko z inną fryzurą. Czyli jednak mimo pozornie dominujących genów tatusia, ma coś ze mnie :)