poniedziałek, 11 listopada 2013

Zwierzyniasto

Wczoraj Mi zaliczyła swoją pierwszą wycieczkę do zoo. Do tego samego, do którego ja chodziłam w dzieciństwie. Zwierzęta tam są oswojone, sporo z nich chodzi po terenie wolno, inne mają zagrody, albo wybiegi. Do zwierzyńca pojechałyśmy z ciocią-babcią i wujkiem Adamem.
 


Owieczka prosiła o marchewkę


Nie idźcie jeszcze beee

Miś pokazywał, kto tu rządzi. Dla Mi i tak pozostał pieskiem ("Hau!") cóż, podobny do psa babci.
 
Wataha pięknych wilków robiła wrażenie, odwyły serenadę.
 
 
 Oba ryśki, fajne chopaki
 
 
 Jak z godła zdjęty
 
 
 Gąskom nawet nie chciało się ruszyć, żeby przed nami uciekać

 
 Pozwólcie przedstawić sobie...

 
 Daniele
 
 
 Dziczki rzucające się na naszą marchewkę.

 
 Jeden niestety odszedł na naszych oczach. Czas zgonu 12:29 :( Na co Mi "papa".
 
 
 A ten kolega podbił moje serce. Akrobata i zalotnik.


Pomiziałam po tym puszystym brzuszku, zdziwił się :D

 BuuuuziAaaka

"Bóbr budowniczy zawsze da radę"...nas rozbawić. Świerzbią go łapki, ciekawe za czym.
 
 
Ma już nawet swój pomnik
 
 
A tymi sówkami, jak się okazało, opiekuje się przedszkole, do którego pójdzie Mi. :) Też będzie taka przemądrzała?


Kangurek się wygrzewał.

 i OOOO, osiołek dał się Mi pogłaskać
 
 
Przy świnkach Mi ostentacyjnie wykonała gest, który na ogół przypisuje brudnej pielusze. Machała rączką przed nosem krzywiąc buźkę i mówiąc "be"...
 
 
 Króliczki same przychodziły do Mi :)







 Tuptuś wpadł na chwilę z Disney'a

 
 Kózki
 Wuja karmił białaskę.
 
 
 


Zeberka wygląda jak drewniana, ale to efekt pracy w modelingu. Nie sądzę, żeby ktoś ją specjalnie do tego tresował, ale jak ludzie podchodzili do siatki, ona również się zbliżała i zastygała w pozie dopóki nie usłyszała migawki, po czym w ruch i znów poza... czad.
 

 
 Pawie piórko, czekaliśmy czy jeszcze zrzuci.
 
 
 Przeszkodziłyśmy panu w higienie osobistej.

 Suri :)
 

Orełek, miałam wrażenie że na mnie poluje, podejrzanie się przyglądał.
 
 
Dodatkowo po całym ogrodzie latało pełno kotów, które w ogóle nie bały się innych zwierząt i podbierały im jedzenie.
 
 Po spacerze pojechaliśmy do pizzerii
 

 
Jak widać, Mi papuguje już wszystko. W dodatku uwielbia pomagać. Na ogół przygląda się chwile, co robię, po czym próbuje robić to samo. Dziś znów pomagała mi rozwieszać pranie, potem wkładać kolejne do pralki i jeszcze zbierać rzeczy z podłogi do szuflady. Mi podaje po jednej rzeczy "dA" i ma frajdę, a mama nie musi się schylać- rozwiązanie idealne.
 
Wczoraj po powrocie wcale nie miała mniej energii.
Zabawa butelką
 


 

6 komentarzy:

  1. Ależ miałyście cudowny dzień... Osobiście uwielbiam wizyty w zoo, dla mnie za każdym razem to taka sama frajda, Eliza też uwielbia, a Lila jeszcze nie miała okazji być, ale podejrzewam, że przy Jej miłości do kotów i psów, zoo będzie wielki wow ;)
    No to Ci rośnie pomocnica,tylko pozazdrościć! U nas jeszcze nie ten etap, raczej Lila ma własne propozycje, co można wsadzić do pralki...
    Ale się uśmiałam przy smrodku od świnek :) mądra Mi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam się Mi nie dziwię, bo ledwo się dało przejść obok tych świń, faktycznie odorex.

      Usuń
  2. Kocham zoo! Jako dziecko moglam tam jezdzic co tydzien, ale rodzice zgadzali sie tylko raz na pare lat, zwykle kiedy goscilismy maloletnie kuzynostwo... W zeszlym roku w Polsce mielismy plan jechac do Oliwskiego zoo, ale nie wyszlo. A tutaj najblizsze mamy niestety az w Nowym Jorku - 3 godziny jazdy, wiec pewnie wybierzemy sie dopiero jak Potworki beda sporo starsze...
    Gesi Kanadyjskie mamy za to nad kazdym stawkiem. Skubane, wcale sie nie boja ludzi, jedza chleb w reki. Raczej Bi przed nimi ucieka, w koncu jest niewiele wyzsza! :)
    A z tym dzikiem to strasznie smutne, dziwne ze opiekunowie nie zauwazyli wczesniej, ze cos mu dolega. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi za to jest (na czworaka) niższa nawet od naszego kota.
      Dzik padł na naszych oczach, ale wyglądał normalnie, najpierw myślałyśmy że śpi, miał jeszcze otwarte oczy, ale ten drugi zaczął go trąchać intensywnie, a ten odpływał. W końcu mały zamknął oczy i przestał się w ogóle poruszać, a drugi przestał go trącać i polizał jego powieki. Kurtyna. Smutne, ale "śmierć to część życia", przynajmniej się dzieci oswajają.

      Usuń
  3. My też byliśmy pierwszy raz w zoo z Szymkiem - w tegoroczne wakacje. Wrażenia były super! Dzieciaki lubią zwierzaki :) http://wokoldzieci.blogspot.com/ pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że tu zaglądasz i zostawiasz po sobie ślad. Wpadaj częściej :)