czwartek, 21 listopada 2013

Zamienię siekierkę na kijek...

Zeszły tydzień stał pod znakiem zamian. Powystawiałam znów ogłoszenia na tablicę i już w pierwszych dwóch dniach wymieniłam trzy kompletnie niepotrzebne nam rzeczy na masę ciuszków dla Mi (nowych i jak nowych), kostkę-"matę" edukacyjną i taką poduchę:

 
To bynajmniej nie reklama serwisu, ale do wszelkich wymian zamiast kupowania, namawiam.
 
Mi mówi. Mówi i mówi. Codziennie zaskakuje mnie nowym słówkiem, albo usilnymi próbami jego wymówienia. Króluje "Co to?", słyszane przeze mnie niezliczoną ilość razy dziennie :) Jest też np. "Peppa" i "bana"-banan, "lion", "toto"- tortoise (żółw)... Zaczyna być słychać, że Mi jest dwujęzyczna.
Zdecydowanie poprawiła się też relacja z Kotem. Mi nie reaguje już na niego za każdym razem z entuzjastycznym piskiem, więc Futrzasty zmniejszył dystans. Przychodzi do niej, ociera się, daje się głaskać. Dziś lizał ją po rączce, a potem Mi podzieliła się z nim kawałkiem klopsika. To był jej pierwszy klops, lubi mięso- po tatusiu :)

6 komentarzy:

  1. Śliczna Mi :) Tak do Was przez Tosinkowe Opowieści trafiłam i chętnie będę wpadać ;) Zapraszam też do mniehttp://wokoldzieci.blogspot.com/ pozdrawiam Ola

    OdpowiedzUsuń
  2. To już tradycja, że Mi pędzi ze wszystkim jak burza :) U nas na razie "mama", "tata", "brum" "kwa-kwa" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest skubana kumata. Ale jakby nie patrzeć odrobinę starsza, a skoro słownik rozwijają na co dzień, to tylko poczekaj dwa tygodnie i zobaczysz ;)

      Usuń
  3. ps. o przepisie pamiętam, napiszę wieczorkiem-jak nie padnę, co tradycyjnie ostatnio mi się zdarza.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że tu zaglądasz i zostawiasz po sobie ślad. Wpadaj częściej :)