sobota, 12 października 2013

80. post. Roczek Małej Mi - part II

Dałam plamę na całej linii.  Mi nie ma zdjęć z imprezy urodzinowej, a filmik z toastu nie nadaje się do niczego. Impreza była zdecydowanie za późno (17:30), dziecko zmęczone, bo cały dzień się coś działo, ale nie było opcji innego terminu. Wszyscy goście weszli do mieszkania razem, Mi była oszołomiona, koniecznie musieli brać ją na ręce. Świeczkę zdmuchnęli za nią zanim się zorientowała co się dzieje, jakby się gdzieś spieszyło, wróżby wcale nie było. Części menu nie zdążyłam nawet podać. Jeden wielki chaos. Nie po mojej myśli wszystko. Ja odczułam to jako gonitwę, nie miałam czasu usiąść, uświadomiłam sobie że od trzech dni praktycznie nie śpię i nie jem (od kąd przestałam karmić, w ogóle mam mniejszy apetyt), nawet teraz, kiedy już po wszystkim, nie mogę zasnąć.
I myślę, że jutro to sobie odbijemy. Tylko z Twixiakiem i jego rodzicami, na spokojnie. I świeczkę na reszcie tortu zapalimy i wróżba będzie i zdjęcia porobię. Bo mam niedosyt, poza tym chcę, żeby Mi miała ze swojego roczku pamiątkę, w końcu własnych pierwszych urodzin się nie pamięta.
Poza powyższym było sympatycznie. Nie łatwo zorganizować przyjęcie u nas, a jednak się udało. Mi chwilę odpoczęła u mnie na rękach i jak przyjechał Twixiak, zaczęła się znów ładnie bawić. Podostawała fajowe prezenty z listy, którą wcześniej puściłam w obieg i wielki obraz przedstawiający cztery pokolenia kobiet z naszej rodziny. Najlepszym prezentem dla nas obu, jest jednak powrót kota (Kto pamięta walkę o kota z poprzedniego bloga? ;)). Kocurkoś zostaje z nami :D
Świętować z nami roczek przyszli; prababcia, (pra)babcia Biedronka, baba, dziadzia, wuja Kuba, ciocia-babcia, (pra)wujek i Twixiakowi. Ciocia Maria odwiedziła nas wczoraj z życzeniami.
Menu (podane, żeby nie wiedzieli co stracili ;));
pikantna gęsta pomidorowa z grzankami, ryż z kurczakiem curry, placuszki cukiniowe,
2 torty (jeden kupny, drugi sama zrobiłam- mój debiut), muffinki, piccolo do toastu,
babka ziemniaczana zapiekana z mięsem w pomidorach i serem, marchewka, mizeria, parówki w cieście francuskim z serem,
Wszystko "tymy rencyma", wczoraj siedziałam do 3:30 i dziś skończyłam 50 minut przed godziną 0. Tak brudnej podłogi chyba jeszcze nie widziałam, bo Mi oczywiście bardzo aktywnie pomagała mamie. W ciągu pozostałego czasu zdążyłam posprzątać, nakryć, wykąpać się (włosy+golenie), ubrać i właśnie przebierałam Mi, kiedy goście weszli- matki potrafią. Mam satysfakcję jak cholera.
Jutro idziemy na swap, a pojutrze lumpik :)
Wszystkie "wczoraj" "dziś" i "jutro" należy cofnąć o jeden dzień, bo jest już jutro. ;)

4 komentarze:

  1. Ja z roczku Elizy mam identycznie wspomnienia, tyle że zdjęcia miałam bo robił je kto inny, ale też nawet na chwilę na dupie nie usiadłam... I tak jakby to przeszło koło mnie, czego oczywiście żałowałam... Domówki chyba mają to do siebie, że pani domu niestety robi głównie za kelnerkę a nie "damę do towarzystwa" jakkolwiek by to zabrzmiało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi chodzi raczej o to, że chciałam żeby wszystko kręciło się wokół Mi, a goście skoncentrowali się na sobie nawzajem. Mi bawiła się na podłodze z Twixiakiem i praciocią i poza napisem na torcie to mogłaby być jakakolwiek inna posiadówka. Były co prawda prezenty, ale roczniakowi zależy bardziej na uwadze (niekoniecznie w formie brania na siłę na ręce). Nie było w tym wszystkim czasu dla niej.

      Usuń
  2. Tak samo bylo z roczkiem Bi. Kilka fotek, w dodatku ujecia fatalne, bo ja obslugiwalam gosci, a M. ganial za mala, wiec wszystkie zdjecia robione byly w biegu. Dlatego urodziny Nika bedziemy swietowac w gronie najblizszej rodziny, zreszta pora roku i warunki mieszkaniowe nie sprzyjaja wielkim imprezom. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My w samą datę urodzin byliśmy w podstawowym składzie, a na przyjęciu świętowaliśmy z najbliższą rodziną i to okrojoną. Miejsca było na styk.

      Usuń

Miło mi, że tu zaglądasz i zostawiasz po sobie ślad. Wpadaj częściej :)