piątek, 18 października 2013

Roczek Małej Mi - part III

Goście pojechali w niedzielę i zostaliśmy sobie w trójkę, ja, Mi i kocur. Polecam wszystkim rodzicom maluszków zaopatrzenie się w zwierzaka, gwarantuje wolny czas i skuteczne odwracanie uwagi dziecka. A uwagę Mi niełatwo odwrócić, zwłaszcza od jedzenia. "Am" zdominowało jej słownik, obecnie jest pierwszym i ostatnim słowem wypowiadanym w ciągu dnia, słyszę je rano z łóżeczka, a wieczorem Mi zasypia z nim na ustach. Chce jeść cały czas, ale ma już swoje preferencje. Nadal lubi wszystko, ale w danym momencie chce to, a nie co innego i w tym, a nie innym naczyniu. Oprócz "aM" na topie jest rozsyłanie buziaków. Wizualnie Mi robi się podobna do taty.
 
Tak wygląda podłoga w kuchni, kiedy dziecko zechce pomóc w robieniu tortu. W dodatku Mi podżerała aronię, czego ślady były wszędzie. Najważniejsze, że dziecko szczęśliwe.
 
 
Debiutowy tort własnej roboty. Niezbyt urodziwy, ale się starałam.
 
 
W dodatku wyszedł pyszny. Małej Mi też smakował.
To był pierwszy słodycz w jej życiu.
 
 
Takiż obraz spoczywa teraz u nas w pokoju

 
Poza nim Mi dostała górę prezentów, większością się już świetnie bawi, do paru (typu blok, farbki, flamastry) musi jeszcze chwilkę dorosnąć.
 
Twixiaki dnia pourodzinowego.
Twixiak czasem nie może oprzeć się włosom Mi, ona za to jemu całemu.
 



Przed włączeniem aparatu, rozgrywał się długi, pełen emocji dialog.
 
 
 Obłaskawianie pana kota. Mi chodzi po mieszkaniu i woła "kotek kici kici"
 

Dziś blog kończy pół roku, a wczoraj stuknęło nam 5 tys wyświetleń. Półokrągło.

sobota, 12 października 2013

80. post. Roczek Małej Mi - part II

Dałam plamę na całej linii.  Mi nie ma zdjęć z imprezy urodzinowej, a filmik z toastu nie nadaje się do niczego. Impreza była zdecydowanie za późno (17:30), dziecko zmęczone, bo cały dzień się coś działo, ale nie było opcji innego terminu. Wszyscy goście weszli do mieszkania razem, Mi była oszołomiona, koniecznie musieli brać ją na ręce. Świeczkę zdmuchnęli za nią zanim się zorientowała co się dzieje, jakby się gdzieś spieszyło, wróżby wcale nie było. Części menu nie zdążyłam nawet podać. Jeden wielki chaos. Nie po mojej myśli wszystko. Ja odczułam to jako gonitwę, nie miałam czasu usiąść, uświadomiłam sobie że od trzech dni praktycznie nie śpię i nie jem (od kąd przestałam karmić, w ogóle mam mniejszy apetyt), nawet teraz, kiedy już po wszystkim, nie mogę zasnąć.
I myślę, że jutro to sobie odbijemy. Tylko z Twixiakiem i jego rodzicami, na spokojnie. I świeczkę na reszcie tortu zapalimy i wróżba będzie i zdjęcia porobię. Bo mam niedosyt, poza tym chcę, żeby Mi miała ze swojego roczku pamiątkę, w końcu własnych pierwszych urodzin się nie pamięta.
Poza powyższym było sympatycznie. Nie łatwo zorganizować przyjęcie u nas, a jednak się udało. Mi chwilę odpoczęła u mnie na rękach i jak przyjechał Twixiak, zaczęła się znów ładnie bawić. Podostawała fajowe prezenty z listy, którą wcześniej puściłam w obieg i wielki obraz przedstawiający cztery pokolenia kobiet z naszej rodziny. Najlepszym prezentem dla nas obu, jest jednak powrót kota (Kto pamięta walkę o kota z poprzedniego bloga? ;)). Kocurkoś zostaje z nami :D
Świętować z nami roczek przyszli; prababcia, (pra)babcia Biedronka, baba, dziadzia, wuja Kuba, ciocia-babcia, (pra)wujek i Twixiakowi. Ciocia Maria odwiedziła nas wczoraj z życzeniami.
Menu (podane, żeby nie wiedzieli co stracili ;));
pikantna gęsta pomidorowa z grzankami, ryż z kurczakiem curry, placuszki cukiniowe,
2 torty (jeden kupny, drugi sama zrobiłam- mój debiut), muffinki, piccolo do toastu,
babka ziemniaczana zapiekana z mięsem w pomidorach i serem, marchewka, mizeria, parówki w cieście francuskim z serem,
Wszystko "tymy rencyma", wczoraj siedziałam do 3:30 i dziś skończyłam 50 minut przed godziną 0. Tak brudnej podłogi chyba jeszcze nie widziałam, bo Mi oczywiście bardzo aktywnie pomagała mamie. W ciągu pozostałego czasu zdążyłam posprzątać, nakryć, wykąpać się (włosy+golenie), ubrać i właśnie przebierałam Mi, kiedy goście weszli- matki potrafią. Mam satysfakcję jak cholera.
Jutro idziemy na swap, a pojutrze lumpik :)
Wszystkie "wczoraj" "dziś" i "jutro" należy cofnąć o jeden dzień, bo jest już jutro. ;)

środa, 9 października 2013

Roczek Małej Mi - part I

Dzień przed urodzinkami Mi załapała wychodzenie i wchodzenie do swojego łóżeczka.
8.10.- urodzinki Mi zaczęłyśmy tak:
 
Zaspana Panna Mi:


A po chwili już radosna


Mała poczwarka w kokonie- z niemowlaczka w juniora


Przedsmak prezentów



"Oko"


"Buziak"


Od rana cały czas tańczyłyśmy, śpiewałyśmy i się wygłupiałyśmy
"Tylko chwilkę odpocznę"


I dalej w ruch


Zawsze, kiedy widzę ją na tym rowerku, mam przed oczami intro ze Świata wg Bobbiego. Oglądało się "Kino bez rodziców" ;)


Wyszedł kolejny ząbek! Lewa jedyneczka :)
Wieczorkiem wpadł tatuś i poszliśmy na krótki spacerek. Po powrocie Mi dostała jeszcze cyrkowy pociąg.
A dziś pół dnia spędziłyśmy na zakupach, trzeba zaopatrzyć się we wszystko potrzebne na imprezkę. Mi była dzielna, tyle godzin wytrzymała. Mam nadzieję, że party jej to zrekompensuje. Od jutra zacznę przygotowania.

poniedziałek, 7 października 2013

Rok temu...

/O matce wychowującej dziecko bez partnera mówi się dziś jako „samodzielnej”, a nie „samotnej"./ -M.G.
Przeczytałam to zdanie w artykule nt. współczesnej roli płci, wczoraj po napisaniu poprzedniego postu. Zgadzam się na "samodzielną matkę".
 
Dziś obudziłam się i naszła mnie myśl, że rok temu o tej porze rodziłam już Mi. Zaczęło się ok. 5:10, wykluła się o 4:22 następnego dnia. Nie jest już częścią mnie, to mała indywidualistka :) Już jutro jej urodzinki.

niedziela, 6 października 2013

Niesamotna matka

Do nowych osiągnięć zaliczamy "Żizia"- giraffe (żyrafa), "tutaj", oraz wczorajsze stawanie na palcach.
Odkąd tatuś Mi się wyprowadził, oficjalnie jestem "samotną matką". Dotarł do mnie bezsens tego paradoksalnego epitetu. Nie można być samotną matką! Wcale nie czuję się jak nastolatka, której rozsypał się związek i teraz najpierw rozpacz, a później hulaj dusza bo jest wolna i samotna. Nie zostałam sama, mam moją Małą Mi, czyli milion powodów, żeby śmiać się każdego dnia i zawsze jest się do kogo przytulić. Przy Mi nie da się czuć samotnie. Jest druga osoba, za którą biorę odpowiedzialność i którą mam na względzie cokolwiek robię. Przynajmniej przez kolejne kilkanaście lat nie będę sama.

piątek, 4 października 2013

Zaskakująco i wesoło

Mniej więcej odkąd Mi skończyła 11 miesięcy zaczęłam zauważać, że dużo szybciej łapie nowe rzeczy, lepiej funkcjonuje poznawczo, jakby jej się nagle z trybu "szybki rozwój motoryczny" przełączyło na "umysłowy". Wystarczy tylko raz jej coś pokazać lub powiedzieć i już wie, umie, powtarza, często też sama podłapuje zaobserwowane rzeczy. Przykład; jechałyśmy po raz pierwszy od kilku miesięcy komunikacją miejską, skasowałam bilet i dałam go Mi do potrzymania, wysiadając wcisnęłam guzik otwierający drzwi. Następnym razem Mi zabrała mi bilet, wsunęła sama do kasownika, a później pokazywała na przycisk i wdusiła go, kiedy wstałyśmy. Zaliczyłam szok. Dziś moje dziecko udowodniło również, że wie, gdzie mieszkamy. Powiedziałam do niej, że już idziemy do domku, a ona pokazała paluszkiem, gdzie mamy skręcić. Rozumie już dużo słów, właściwie wszystko, co jest jej potrzebne. Bardzo lubi robić lustrzane odbicie naszych gestów i min, powtarza np. żucie gumy, cmokanie, czy dmuchanie. Ma przy tym poczucie humoru i uwielbia łobuzować, co zwykle skutkuje wspólnym gromkim śmiechem. Bo jak się powstrzymać, kiedy taki słodziak celowo próbuje Cię rozśmieszyć?

Tego jeszcze nie było

Zupełnie nowy grunt, tatuś wyprowadził się 30. wieczorem. Przychodzi odwiedzać Mi. Dziś minie nam tydzień bez cycusia, 27.09. ostatecznie zaprzestałam karmienia piersią. W środę po wizycie na targu wyczarowałam z tego:

 
to:


Wczoraj poszłyśmy na kontrolę; Mi waży 7,6kg, nadal odrobinę pod siatką centylową.