sobota, 28 września 2013

Kum kum

Mi już całkowicie zdrowa. Bijemy rekordy, było już 2,5 doby bez cycusia i dopiero jej się przypomniało, męczyła pół dnia prosząc, ale dostała dopiero wieczorem. Wczoraj byliśmy u kardiologa, dziurek w serduchu już nie ma, ale aorta i szmery nie do oceny, więc musimy jeszcze wrócić za rok-półtora. Podobał mi się ten wczorajszy dzień, było tak rodzinnie. Razem w szpitalu, potem wspólny obiad, tak właśnie mogłoby być.
Na szpitalnym korytarzu Mi zaczepiała po kolei dzieci i się z nimi bawiła. Zdecydowanie nie ma żadnych uprzedzeń, na pierwszy "cel" wybrała dziewczynkę z zespołem Downa, potem chłopca, a na koniec dziewczynkę o sporej tuszy. Przyjemnie patrzeć na otwartość własnego dziecka. Sama również nie mam uprzedzeń, ale różni nas to, że Mi najprawdopodobniej wcale nie zauważyła ich inności.
Mi oprócz obecnych w naszej codzienności najczęściej wypowiadanych kwestii "to Chcę" i "Daj to", pokazuje nazwane zwierzątka w książeczkach, oraz wskazuje, gdzie ktoś ma daną część twarzy. Ciekawe co będzie następne.

2 komentarze:

  1. Hehe, my pracujemy nad tym gdzie jest nosek :) Za to gaworzeniem i gadaniem w swoim języku potrafi już wszystko powiedzieć. No i oczywiście też tylko kwiczy, że coś chce :)
    Szkoda, że tylko małe dzieci są takie otwarte i tolerancyjne, bo potem to już różnie bywa, obserwuje to już od zerówki, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A my wcale nad tym nie pracowałyśmy. Mi zaczęła pokazywać po chorobie, bo wtedy ciągle słyszała "daj nosek", "choć wytrzemy nosek" itp. ;)
      Nawet w przedszkolu (byłam wolontariuszką w integracyjnym) dzieci trzeba już uczyć tolerancji, której wcześniej ktoś ich oduczył :/

      Usuń

Miło mi, że tu zaglądasz i zostawiasz po sobie ślad. Wpadaj częściej :)