czwartek, 29 sierpnia 2013

Kulinarnie

Rozszalałyśmy się z Mi. W zeszły wtorek zaliczyłyśmy jagodowo-jeżynowy lunch u cioci Marii. W sobotę byłyśmy ze znajomym sprawdzić nieznaną restaurację, poza nami była zupełnie pusta, więc Mi mogła poszaleć używając krzeseł jako pchaczy i froterując na kolanach podłogę razem ze schodami. Wyjadała mi surówkę z marchewki. W poniedziałek wypróbowaliśmy niedawno otwarty bar mleczny. Zjadła prawie całą moją porcję kaszy gryczanej. We wtorek byliśmy w naleśnikarni. Mi po raz pierwszy dostała własne danie, zamówione specjalnie dla niej, zjadła sama ok 3/4 dużego naleśnika z koła. Ogólnie Mi nie gardzi niczym, bardzo lubi próbować nowych smaków, domaga się też niestety dużych ilości chleba, jeśli da się jej kawałeczek, albo widzi, że ktoś je (wie gdzie leży i prosi o niego pokazując rączką), podobnie z paluszkami, czy makaronem. Chodzi po domu i ma penne po jednym w rączkach i jedno w buzi. Po naszym powrocie Mi zaczęła jeść więcej i bardzo urosła przez ten czas. Rozbrajająco wywraca oczami do góry i dobrze wie, co robi, mała kokietka. Dziś znów wyjeżdżamy, tym razem na ślub cioci i wujka. Jutro dołączy do nas tatuś, dobrze bo tęsknimy. Mi nawet przez sen dzisiaj mówiła "tata". Dwa miesiące byłam samotną matką, ale wcale nie było ciężko. Oby na zawsze macierzyństwo pozostało takie proste, lekkie i przyjemne.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

(Prze)twórczo

Wczoraj miałyśmy wieczór przyjemności dla mamy i córki.
Tancereczka jak zwykle dziamająca
 
video
 
A dziś wzięłyśmy się ostro do pracy. Najpierw poszłyśmy na targ po zakupy, a po powrocie praca wrzała. Efekt; dwutygodniowe wyżywienie Mi za 13zł (warzywa) + 7zł (2 piersi z kurczaka kupione w mięsnym) + to, co dodam (jajko, ryż/makaron, koperek/pietruszka)= za mniej niż 2 zł dziennie mamy po dwa słoiczki i wiem co do nich wkładałam, za gotowce zapłaciłabym ok 11zł/dzień, wniosek nasuwa się sam.
 
barszczyk, cukiniowa, brokułowa, krem kalafiorowy, dyniowa, pomidorowa i warzywna
dumna mama ;]
 

Mi nie omieszkała pomagać

 

piątek, 16 sierpnia 2013

Po ucieczce

Po tygodniu z musu przesiedzianym w domu, spontanicznie podjęłam decyzję, że jedziemy nad morze. Wykąpałam i położyłam Mi, po czym pędem nas pakowałam, żeby zdążyć na (nocny) pociąg. Nawet się nie obudziła, kiedy wkładałam ją do chusty.
 
 
Dzień powitałyśmy robiąc tatuśkowi niespodziankę, absolutnie się nas nie spodziewał. Babcia też się zdziwiła, kiedy zadzwoniłyśmy z pozdrowieniami, w końcu widziała nas jeszcze po południu, a to dość długa podróż. Mi poznała dwóch nowych wujków. Na obiad udałyśmy się tradycyjnie na rybkę. Mi zjadła połowę mojej marchewki (surowej) i ponad połowę sporej porcji wędzonego na ciepło łososia z cytryną! Moje dziecko ma niemal nieograniczoną pojemność, potrafi opróżnić obie piersi, wypić cały niekapek soczku i jeszcze zaglądać mi do talerza.
 
 
Spędziłyśmy z tatusiem czas do wieczora, a później pojechałyśmy do ciotki. Twixiak przerósł Mi i teraz to ona będzie nosić ubranka po nim. Dzieciaki mają już całkiem niezły kontakt.
 
 
W ciągu spędzonych tam 6 dni były spacery, ponowny wyjazd do taty i grill. Dzieć wywietrzony i nawdychany jodu, zdatny do użytku. Tu jadła w ruchu na shoppingu;
 
 
Ostatniego dnia wróciłyśmy jeszcze raz spędzić trochę czasu i pożegnać się z tatą, a stamtąd pognałyśmy prosto na nocny pociąg. 
 
"nasz brum, tam"
 

 
W pociągu Mi miała towarzystwo dziewięcioletniej dziewczynki. Nie jest przyjemnie wracać do domu po takich wojażach. Gdyby chociaż dało się odpocząć...przynajmniej posegregowałam wczoraj ciuchy Mi, ma 5 dużych kartonów łachów w tym jeden po pralce, nie licząc tych, które są na nią aktualnie dobre. Na razie od powrotu nadrabiam zaległości towarzyskie i sprzątam, głównie piorę.
 
 

sobota, 3 sierpnia 2013

Powrót i fotorelacja

W środę wróciłyśmy z wygnania. Zaraz po powrocie zdałam egzamin teoretyczny na prawko :) Praktycznego jeszcze nie miałam. Mi została z babcią. W trakcie naszego pobytu nad jeziorem troszkę urosła i jeszcze bardziej się rozgadała. Czas spędzała głównie ganiając za zwierzakami, taplając się w baseniku i wyrzucając z kartona stare zabawki mojego brata. Na trochę przyjechał wujek z praciocią. Odwiedzili nas też wujek z ciotką i kumplem Twix-akiem. Pojechaliśmy z nimi nad inne jezioro i Mała Mi nawet chwilkę popluskała się w zimnej wodzie. Wczoraj cały dzień spędziłyśmy z ciocią Marią na wybieraniu dla mnie sukienki i butów, które pasowałyby dla świadka na ich ślub, Mi dzielnie nam towarzyszyła. Potem po raz drugi w życiu miała dzień lasu (pierwszy raz był, jak jechałyśmy nocnym pociągiem nad morze), bo padła bez kąpieli i jedzenia.
Mała Mi już zdecydowanie wie, czego chce i się tego domaga. Jest nieustępliwa. Wskazywanie ręką zamieniła na bardziej precyzyjny palec wskazujący. Wczoraj np. zażyczyła sobie mojego jogurtu naturalnego, a po nim oblizywała usta języczkiem. Nauczyła się też bezpiecznie schodzić z łóżka, za każdym razem a nie wybiórczo jak wcześniej. Na wyjeździe co chwilę latała pershingiem po schodach. Lubi zabawę w "daj", chętnie oddaje przedmioty, ale wyraźnie oczekuje szybkiego zwrotu.
Niektóre maluchy miewają koszmary, a Mi potrafi wybudzić się własnym gromkim śmiechem. Sądząc po mimice i częstych zmianach pozycji, miewa raczej sny akcji niż horrory.

mała pomocnica


basenowanie w asyście zwierzaków



 
chwila na sucho


i znowu basen



i znów 


 "Taka duża"


Ej! Co ty robisz?!

 
Wypijesz mi całą wodę!
 

 Czy ona kiedyś przestanie?
 

Mały uciekinier
 
 
Cicica


Poważna rozmowa


 
Zabawa w kotka i Myszkę


"Ja to zrobię"



"aja"


ale słońce




Jak to się otwiera?



dodmuchamy




Chwila wytchnienia na mamie

 
"bebE"



"opa"



"kuku"



Od razu widać, że łobuz.


kuperek