piątek, 12 lipca 2013

Odjechane

Przy okazji rejestracji na egzamin w WORDzie, przespacerowałyśmy się z Mi na cmentarz do mojego taty. Tyle razy tam byłam, ale nie wiedziałam, że znajduje się na nim osobna aleja dla zmarłych noworodków i niemowląt. Daty narodzin i śmierci na nagrobkach, różniące się od siebie o kilka dni, tygodni, albo miesięcy robią paraliżujące wrażenie. Był tam między innymi grób dziewczynki w wieku Mi i trójki (najprawdopodobniej) rodzeństwa z których najstarszy chłopiec zmarł po dwóch miesiącach, a młodsza dwójka w dniu narodzin. I ci wszyscy rodzice, miesiące oczekujący narodzin, od porodu walczący o zdrowie maluszka i przeżywający śmierć własnego dziecka...
A Mi ma się dobrze, rośnie zdrowo, dorasta wręcz. Na sobotnim spacerze poderwała kolejnego chłopca (2 lata i 7 m-cy), który na moich oczach pocałował ją w usta! Ach ta dzisiejsza... młodzież(?)! Co to będzie jak pójdzie do przedszkola?
W niedzielę Mi zaczęło udawać się samodzielne wstawanie bez trzymanki. Dzień później skończyła 9 miesięcy, a we wtorek najpierw została po raz pierwszy sam na sam z babcią, a później przyjechałyśmy do dziadków i wujka. Wczoraj nad ranem gospodarze wyjechali na trzy tyg i zostawili nas do pilnowania firmy. Przynajmniej trochę świeżego powietrza się nawdychamy. Mi jak zwykle zachwycona kontaktem z Hauem i Miauami. Kiedy wielka psica do niej podbiega, głaszcze ją i się zaśmiewa, jakby pies był śmieszny w dotyku. Ciekawi ją też wszystko, co tutaj robię, "pomaga mi" pakować paczki, nadzorowała dostawę towaru i nadawanie przesyłek, zastyga z uwagą przyglądając się buczącej i wypluwającej kartki drukarce.
Idą nam górne jedynki coraz wyraźniej. Mi ma nowy sposób ruszania buzią, tak jakby szczękała zębami (gdyby je miała), albo coś gryzła.

czwartek, 4 lipca 2013

Do przodu

W ciągu ostatnich 3 dni ja skończyłam kurs i zdałam egzamin wewnętrzny za pierwszym razem, a Mi spędzała czas moich jazd z praciocią. Zostawała bez problemu. Najbardziej cieszy mnie, że Mi zaczęła dwa dni temu stabilnie stać bez trzymanki. Nawet jak się rusza np. bije brawo, to nie traci równowagi i może długo ustać sama. Chodzi na razie tylko za rączkę. Obie mamy w tym tygodniu swoje sukcesy.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Nieeeeeee

Nastąpił przełomowy moment, Mi nauczyła się wczoraj "mówić" NIE. Odmawia zamaszyście ruszając głową i nie w jej wykonaniu, znaczy nie! Coś czuję, że nadeszły ciężkie czasy. Najbardziej klarowne "nie" występuje w okolicznościach chęci odebrania jej komórki, ale też np. na ubieranie, czesanie, zakładanie kaptura.
Aktywnie spędziłyśmy ten weekend. Od soboty był u nas kot cioci Marii. Mi wniebowzięta, a przy okazji nauczyła się mówić "miau" na kota. Śmiesznie to brzmi, bo naśladuje wiernie jego piskliwy głosik. Szkoda, że już wrócił do siebie.

 
Mi uczyła się robić aja delikatnie, zamiast pacać łapką.



W sobotę wybrałyśmy się na zawody jeździeckie. Mi pierwszy raz widziała konie, a zwycięska klacz dała jej się pogłaskać po chrapach.










Wczoraj za to pół dnia spędziłyśmy na zawodach tresowanych psów. Mi zaliczyła kilka buziaków od psiaków.





 











Właśnie takiego psiaka chciałabym mieć, suczkę białego Golden Retrivera.

Bardzo wiało, więc użyczyłam Mi swojej bluzy.
 


Robiła ku-ku kapturem



 
Wracając zauważyłam bliziutko wiewiórkę, chrupała laskowe orzechy.
 
 
Weekend pełen wrażeń, chcemy więcej takich!