poniedziałek, 3 czerwca 2013

Wszyscy w domu

Jedziemy na 5 dni na wieś
 
 
Pobyt u babci był pełen wrażeń. Punkt pierwszy zwierzęta. Punkt drugi spacery. Punkt trzeci rodzinka i niecodzienne otoczenie. Mi od dłuższego czasu fascynują koty, a tym razem mogła za nimi ganiać i głaskać. Kiedy tylko nasz kocurkoś pojawiał się za szybą, startowała w jego stronę.
 
 
 




Po niespodziewanym lizusie przez pół twarzy od psicy, Mi głośno się śmiała.
 
 
 
Gdzie jest kotek?
 
 
Wszystkie zwierzaki się pochowały, trzeba było iść z babą na spacer do sąsiadki w poszukiwaniu innych.
Mi z chichotem dotykała mokrego nosa byka.
 

 
Świnki szybko ruszały noskami, jedna dwa razy delikatnie dziabnęła Mi.
 
 
Ty niedobra świnko!
 
 
Kaczuchy robiły dużo hałasu.
 
 

Malutkich króliczków nie wolno dotykać, ale te trochę podrośnięte mogłyśmy wziąć na ręce.
 

 
A to ich mama.

 
 W kurniku tłoczno, ale kokocha jeszcze nie wysiedziała kurczątek.
 
 
Po takiej rundce czas do domu
Chabrowa panienka- kwiaty we włosach bardzo potargał wiatr.
 
 
Nareszcie wujek wrócił z wycieczki. Minęła środa.
 
 
Zaczęły się szaleństwa.
 



 
Jeszcze tańce z mamuchą do przebojów Fasolek. Znalazła się reszta magnetofonowych  kaset mamy z dzieciństwa, wujek jednak nie popsuł wszystkich. Najlepszy prezent na dzień dziecka dla mamy. Są też słuchowiska (właśnie przeleciał "Ferdynand Wspaniały" :))
 
 
Świerze wiejskie powietrze, spacery, szaleństwa i wrażenia wyciągały resztki sił, zmuszając do przyznawania większych racji żywieniowych (dwa razy większych!) i drzemki w ciągu dnia.


Wieczorami wuja pomagał nam przy kąpieli. Rozbierał, wynosił pieluszki, puszczał wodę, owijał ręcznikiem.


Na kolejną sąsiedzką wizytę, w piątek poszliśmy już razem. Mi jechała swoim autkiem.
 
Cielunek


I znajomy już byczek (ten podobał się mamie najbardziej)

 
A mama robiła za konika, bo znów wszystkie na łączce. Mi uważnie się rozglądała.


Kochana córeczka.

 
 
Zapracowała sobie na Dzień Dziecka
Po atrakcji dla wujka, pobiegliśmy na plac zabaw.
Spiderwoman huśtała się wysoko, wysoko.
 

Nie mogło zabraknąć zjeżdżalni


Były różnego rodzaju huśtawki i bujawki


i karuzela, taka w jakiej kręciliśmy się nad morzem
 
 
Następnego dnia wyruszyliśmy drogą powrotną. Jednak pojechaliśmy jeszcze do pracioci. Mi znów wybawiła się klockami (to bzdura, że duplo są dla dzieci od dwóch lat) i poszłyśmy do domu, do stęsknionego tatusia. Wróciłyśmy z nowymi "słowami", jak "hou"-pies, "daj", "dadA"-tata (to już było, ale nie tak często powtarzane, jak podczas ojcowskiej nieobecności, zwłaszcza kiedy się rozżaliła). Mi robi też sama sobie ojoj, kiedy wie że broi, ale całą rączką, nie paluszkiem. Dziś zauważyłam (luby mówi, że robiła to już wcześniej), że sama stoi bez trzymania, o ile nie zauważy że się ją puściło, świadomie jeszcze się trochę boi i od razu siada. Tatuś chciał wczoraj nadrobić rozłąkę, więc karmił i kąpał.
Mi w nowym krzesełku, które dostała na Dzień Dziecka od dziadków. Śliniak jest glamour, zwłaszcza zapaćkany ;) Mój żarłoczny potworek z wiecznie otwartą buzią
 
 
No to jesteśmy w domu.

16 komentarzy:

  1. Ale ona duża, zupełnie nie wyglada na swój wiek tylko na dużo starszą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przez kudły wygląda na przedszkolaka. Na zdjęciach z kotem widać, jaka jest malutka.

      Usuń
    2. No ja patrzę po długości w stosunku do was czyli dorosłych :)
      Zuzka przy kocie wygląda tak samo, kazdy mówi jaki kot wielki a naprawdę jest całkiem zwyczajny :)
      W jakim rozmiarze jej ciuchy kupujesz?

      Usuń
    3. W każdym, ma ciuchy na kilkanaście lat w przód ;P A nosi body/bluzki 56, a spodenki/kiecki 74 już.

      Usuń
    4. Ja bym jej dała 80 jak nic :)
      Zuzka na długośc tylko troche większa a nosi 86/92 :)

      Usuń
    5. Zuzka dużo starsza przecież. 74 to u nas max na teraz. I tak wszystkie spodnie dobre na długość spadają jej w pasie. Bodziaki 56 część jeszcze dobra, z części wyrosła, także różne rozmiarki nosi. U nas nie ma co porównywać do dorosłych, bo my wszyscy kurduplawi.

      Usuń
  2. W sumie to nie wiem czy ona taka malutka czy ten kot taki wielki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specjalnie dla Was ją zmierzyłam ma 67cm (mierzymy ołówkiem na ścianie na stojąco, nie po niemowlęcemu z załamaniami szyji i nóżek) i nadal nie osiągnęła 7kg.

      Usuń
  3. Świetna fotorelacja! A Mi jest tak ruchliwa, że pewnie dlatego ciężko Jej osiągnąć te 7kg :) Najważniejsze, że ma apetyt, bo u nas z tym niestety różnie bywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wariatka latam za nią z aparatem ;) Tak, na pewno. Ona świruje po całym domu, nie sposób nadążyć. Po jedzeniu ma aż pękaty brzuszek, ale na przemianę materii panienka nie narzeka.

      Usuń
  4. Lal, to byla wies z prawdziwego zdarzenia, z calym inwentarzem!
    A apetytu tej Twojej kruszynki zazdroszcze jak nie wiem! Bi od poczatku byla grymasna. Nikowi zaczelam rozszerzac diete i jak narazie tez nie wykazuje wiekszego entuzjazmu na zadna z nowosci kulinarnych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie czytałam, ale nie masz się czym przejmować, ładnie przybiera, więc się nie głodzi. A jak poszło z patatami w końcu?

      Usuń
    2. Haha, jak ze wszystkim. Nik krzywi sie i pluje dalej niz widzi! ;) Dzis sprobuje groszku jesli zdaze go ugotowac...

      Usuń
    3. Powodzenia i oby Twe odzienie nie pokryło się nadzieniem! :D

      Usuń
    4. Haha, dobre!
      Po domu nosze wylacznie "dzieciowe" ciuchy, czyli stare lachmany, ktorych nie szkoda mi zaplamic i podrzec. ;)

      Usuń
    5. Ja mam wrażenie, że już wszystkie moje ciuchy mają plamy, albo dziury ;P

      Usuń

Miło mi, że tu zaglądasz i zostawiasz po sobie ślad. Wpadaj częściej :)