piątek, 28 czerwca 2013

Gryzolinda

Odnotowujemy postęp w jedzeniu. Mi w końcu zaczęła korzystać z zębów i gryzie pokarm. Wcześniej kawałeczki połykała w całości, ale jak się kradnie z talerza mamy, to nie ma lekko. Natomiast co do apetytu, to nieprzerwanie rośnie. Oby przemianę materii miała po tacie.
A tata wyjechał i zostawił nas na dwa miesiące. Jestem wakacyjnie samotną matką. To na pożegnanie zdjęcia wspólnego sprzątania i mycia zębów.


 
I kto będzie teraz robił ze mną brum?
 
 
Mi wciąż usilnie gimnastykuje buzię, robi dużo różnych min, wydaje dziwne dźwięki, rusza ustami przez większość czasu. Np. tak:
 
video
 
Mamy też fazę na "bam". Mi udaje, że się przewraca (raptowniej siada) i wykrzykuje "bam", może tak duuużo razy.

niedziela, 23 czerwca 2013

(Nie)dzielnie

Wczoraj ciocia Maria zaprosiła nas na ciasto. Małej Mi nadal nie udało się zdobyć zaufania jej kota. Fredzio ucieka, a Mi na niego prycha (co oznacza "kot"). Mi pierwszy raz próbowała pić przez słomkę. Kilka razy udało się pociągnąć, ale nie załapała chyba jeszcze reguły. Piła też bezpośrednio z filiżanki. Dziś tradycyjnie rano lumpek, tym razem z Mi, bo tatuś nam wyjechał. W efekcie przytargałam do domu kolejne dwa wory łaszków. Stamtąd poszłyśmy na basen !!! (Nareszcie)

                                                                                   ziiiimna woda tym razem


i już pierwszy uśmiech, niestety nie mamy zdjęć w wodzie, bo ciotka też wskoczyła się popluskać
                                                                                    Królewna na tronie




Przy okazji zgrywania zdjęć, mój łobuz


A tak Mi znosiła upały. Tu akurat pozwalała wszystko z szafki (nie, normalnie nie mam aż takiego bałaganu), po czym padła w trakcie zabawy. Przylgnęła do podłogi i zasnęła cała spocona.


A tu paluszkozżerczyni z lepiej niż ostatnio widocznymi ząbkami i jej minami.





i mina-rozśmieszacz, którą ostatnio opisywałam


sobota, 22 czerwca 2013

Noc Świętojańska

Kocham swoją córkę. Jak ona dobrze wyczuwa mamusię :] W minioną noc tatuś pełnił pieczę, a mamucha spuszczona ze smyczy spędziła ją "na mieście" świętując Noc Kupały. Dawno nie wróciłam do domu po 4 nad ranem. Mała Mi na ogół jest kąpana o 22, wliczając nalewanie wody, kąpiel, zabawę w wannie, wycieranie, mycie ząbków, ubieranie, czesanie, witaminki i jedzenie z dwóch piersi, zasypia o 23. Jednak wczoraj zaczęłyśmy rytuał przysenny pół godzinki wcześniej dodatkowo przyspieszając tak, żebym o 23 mogła już być nad rzeką i puszczać w niebo niebieski lampion z życzeniem na szczęście. Cudownie wyglądają setki lampionów lecących ku górze. Całe miasto przyszło, a potem bawiło się w klubach i plenerze. Moje litościwe dziecko zbudziło się o 9:49. Tym samym pobiła rekord- 12 godzin przespanych ciągiem (zasnęła o 21:53 ;P).
Od wczoraj Mi rozśmiesza nas miną, którą strzela specjalnie w tym celu. Polega to na wystawieniu swoich dwóch zębów w uśmiechu i jednoczesnym zmarszczeniu nosa, potem zaczyna śmiać się z nami. Dziecko potrafi rozładować każdy smutek, złość, czy stres.

środa, 19 czerwca 2013

Kolejny miły dzień

Wczoraj był ciekawy dzień. Wyszłyśmy z Mi na spacer, na dobry początek zakupiłam drewnianą szczotkę do jej kudlaków. Od razu wypróbowałyśmy ją w parku i... dała radę, rozczesała wszystko idealnie, a Mi nawet nie zauważyła, że jest czesana. Idealnie, nareszcie żegnamy grzebienie. Podreptałyśmy (tzn ja dreptałam, Mi bujała się w chuście) do fontanny. Posadziłam Mi na jej brzegu, było tak przyjemnie ciepło od słońca i chłodno od wody. Mi zafascynowana miała duuużo do powiedzenia, tak pokrzykiwała, że wszyscy przechodnie się patrzyli ;)
Potem tatuś czytał książeczki (jakoś wcześniej chyba tego nie uwieczniłam).
 
Kupa śmiechu
 

Taaak?
 


 
Wieczorem Mi po raz pierwszy mogła w pełni sama nakarmić się na kolację. Od dawna operuje łyżeczką (nie zawsze z pozytywnym skutkiem), jak jej pozwolimy, ale pierwszy raz mama dała warzywka w kawałkach (w końcu są już zęby!) i pozwoliła babrać łapkami.



 


 
Najpierw ładnie łapała po kawałku, a jak jej się znudziło jedzenie, to zaczęła ugniatać jak plastelinę. W efekcie wszystko jednak trafiło do paszczy, nie licząc ryżu, którego część spadła na podłogę (tatuś posprzątał ;)) Najlepsza marchewka i ryż klejący się do palców, konsystencja brokuła ją zdziwiła, ale smakował, a ziemniaczki muszę chyba w drobniejsze kawałeczki kroić, albo plasterki bo wkładała całą kosteczkę do buzi i nie mogła pogryźć. No to pierwszy eksperyment BLW mamy za sobą.

Upiekłam też skrzydełka w miodzie (ku inspiracji m2c ;)),

 
ale nie zdążyłam ich tknąć, bo skorzystałyśmy z propozycji wieczornego spaceru i jeszcze przez 2,5 godziny Mi jeździła swoim samochodem i bawiła się w piasku, aż zrobiło się ciemno.
A w takiej pozycji zastałam wykończoną Mi dziś rano, zrobiła w nocy obrót o jakieś 140 stopni, zrzuciła z siebie kołderkę, a nogę zarzuciła na szczebelki.
 

Mówiłam, że ząbki pstrykną się pewnie przy okazji fotografowania czegoś innego. Dziś rano robiłam Mi zdjęcie porządnie rozczesanej (nową szczotką oczywiście) szopy i oto obiecane ledwowidoczne na tym zdjęciu dwa białe skarby (przy okazji śliczny uśmiech do wszystkich z rana :D);
 
 
i szoppa


Zaraz kaszka i mykamy na dwór. Miłego dnia :)
 
Z ostatniej chwili; Mi płacze (bo kaszka się skończyła- stały motyw dnia), biorę ją na ręce, tulę rozżaloną, a ta zaczyna się chichrać i tak śmiejemy się razem. Za chwilę przytula się, kładzie na mnie główkę, zamyka oczka i udaje, że śpi, ale uśmieszek na twarzy. Czyżby zaczynało się jakieś małe oszukiwaństwo?

wtorek, 18 czerwca 2013

Małe radości

U nas bez zmian. Kilka stałych elementów dnia, kilka istotnych dla Mi czynności do wykonania, jak chowanie się, jak tylko znajdzie kawałek materiału (ręcznik/prześcieradło/...), albo żebry kiedy tylko widzi kogoś jedzącego. Na razie kocie oczy i wyciągnięta rączka wyprosiły paluszki (lubi przebardzo), skórkę od chleba i ryż. Nie dam jej przecież (jeszcze) truskawek, czy czereśni, którymi się zajadam, mięsa ani reszty naszych tłustych/słonych/słodkich/ostrych dań. A to są właśnie te małe przyjemności i pogoda i postępy w jazdach (wczoraj pierwszy raz jechałam ponad setkę, piąty bieg i gaz :D) i zapachy. Kurczę, chyba zaczynam lubić wiosnę, a zawsze była na ostatnim miejscu.

piątek, 14 czerwca 2013

Jak w raju

Wczoraj była pogoda idealna, a nie często to mówię. Było ciepło, ale słońce skryte za obłoczkami nie paliło, wietrzyk letni powiewał, wszędzie pachniało słońcem, wiatrem, rzeką, trawą. Piękny dzień. Udałyśmy się z Mi i znajomym na dłuższy spacer na plac zabaw i nad rzekę. Marzyło mi się jeszcze tylko zanurzyć w wodzie. Same takie dni poproszę.
Mi rozumie wzajemność w zabawie. Kulam do niej piłkę, oddaje w ten sam sposób. Podobnie z samochodzikiem. Rozumie "daj" i sama też powtarza. Poza tym cieszy mnie, że potrafi dość długo zająć się sama sobą.
A przedwczoraj upiekłam żeberka, o takie;



środa, 12 czerwca 2013

Są!

Dawały o sobie znać od ponad 5 miesięcy, już wtedy miały wyjść w ciągu dwóch tygodni zdaniem ortopedy. Od dawna było je widać, a teraz w końcu się przebiły i są. Dwie na raz. Dolne jedyneczki malutkie. Królewna nie udzieliła zgody na ich fotografowanie, jeszcze. Zauważone przez mamę punkt 19:00 ;) Moje kochane dziecko poza ciągłym memłaniem czegoś w paszczęce, ślinieniem się ciut ponad normę i trochę większym zapotrzebowaniem na sen, nie wykazało oznak ząbkowania. Szczęściara ze mnie, że ją taką mam.

wtorek, 11 czerwca 2013

Misz masz z kilku dni

W sobotę było 8 miesięcy, a w niedzielę z tej okazji okleiłam ściany jeszcze większą ilością naklejek i tym sposobem tak wygląda teraz nasza łazienka:



A do pokoju i kuchni dołączyły kolejne zwierzątka
 

 





Nawet wężyk schował się pod listkiem







Dzięki posiadaniu o 14 lat młodszego brata, zachowały się moje zabawki z dzieciństwa; kasety, książeczki, pluszaki. Teraz stopniowo odziedzicza je Mi. Najstarszy jest miś Pomarańczka, którego rodzice przywieźli mi z Berlina, kiedy miałam pół roku, ale Mi ukochała sobie pacynkę jeża Jeżyka. Jeżyk czasem przychodzi do Mi, wygłupia się,  tłumaczy jej coś, pozwala się wygadać, a Mi chętnie poddaje się dialogowi.


Przez przypadek udało mi się nakręcić, jak Mi pozuje. Kiedy ją zawołałam z aparatem w ręku, myślała, że będę robić zdjęcie, ustawiła się, zrobiła minkę, zastygła i tylko mrużyła oczy czekając na flesz. Mała modelka ;) Zawsze tak reaguje na aparat.
 
video

W piątek zabrałam Mi na osłuchanie do rodzinnego, bo coś mi podpadało jej rzężenie przy cycu, a nie chciałam, żeby się rozłożyła. Bardzo spodobał jej się stetoskop. Bacznie obserwowała, czy pani doktor nie popełnia błędów. Wszystko dobrze niby. Dziś byłyśmy na umówionej kontroli pediatrycznej, Mała Mi waży 6935g. Osłuchowo nadal dobrze. Mi dostała w pełni zasłużoną swoją pierwszą naklejkę dzielnego pacjenta. Jest odważna, jak trzygłowy smok.
 
 
Następny raz planowo dopiero w listopadzie, mam nadzieję, że do tego czasu przekroczy 7 kg. Pracujemy nad tym, po wizycie zajrzałyśmy do apteki (doktor zapomniała mi powiedzieć dwa miesiące temu, że powinnam już wtedy zacząć dawać Mi D+DHA- taki drobiazg, jakbym nie zapytała, to nadal byśmy nie zmieniły witamin) i poszłyśmy na targ po młode warzywka i truskawy dla mnie, tak się cieszę, że jej po nich nie wysypuje :D. Po jazdach ugotowałam Mi pyszne jedzonko; kurczaczek z młodymi ziemniaczkami, młodymi marchewkami, cukinią, odrobiną ryżu, świeżym koperkiem i żółtkiem jajka. Pięknie pachniało, wystarczyło też do zawieczkowania na później. Nawet powstały po gotowaniu "rosołek" się nie zmarnował, Mi wydudlała go z niekapka.
 

 
 


 
Na koniec mam dla Was smaczek, czyli jak tatuś założył opaskę córeczce ;)
Pierwszy raz szedł z nią sam na spacer, bo mamucha leżała chora całą sobotę.


sobota, 8 czerwca 2013

Moje eco-dziecko

Proszę Państwa, Mała Mi skończyła dziś 8 miesięcy. Lubię ósemki, zdecydowanie najbardziej.
Moje dziecko jest bardzo eco(logiczne,nomiczne). Do tej pory lubowała się w plastikowych butelkach po wodzie. Przelewała zawartość, przeglądała się w niej, machała, uderzała, kulała, niezmiennie zafascynowana. Były też próby kubeczków po jogurcie. Wczoraj nastąpiła nowa era. Mi dopadła metalową nakrętkę od soczku i ewidentnie przypadła jej do gustu. Skoro zadowala ją taki gadżet, wyciągnęłam z szuflady nakrętki po słoiczkach, każdą inną i wręczyłam. Szok, że tak małe dziecko może tak długo skupiać się na jednej zabawie. Nakrętki są wspaniałe, wydają ciekawy dźwięk uderzając o ziemię, są kolorowe, a niektóre to nawet mają buzię dzidzi namalowaną ;), można je toczyć, podrzucać, oglądać i układać. Mamy nową fascynację.


A tu nasz jeszcze 7-mio miesięczny ziewający gorylek je bananka


 i myje po nim...dziąsełka