piątek, 17 maja 2013

Jakoś leci

Wczoraj zmienili mi termin spotkania na kursie, zadzwonili 2 godziny przed, że mam się zjawić. Wkurzyłam się, bo umowa była taka, że o wszelkich ewentualnych zmianach poinformują minimum tydzień wcześniej, żeby Luby mógł zorganizować wolne i zostać z Mi. Szefowi tego burdelu powiedziałam, że nie przyjdę, po czym zadzwoniłam do instruktora upewnić się, czy mogę przyjść z Mi. Tak właśnie Mi odbyła swoje pierwsze cztery godziny kursu na prawko. Bawiła się jak zwykle dobrze, z zaciekawieniem oglądała filmiki z autami, słuchała, nawet dała mi się skupić.
Przed kursem weszłyśmy do sklepu i młody chłopak ustąpił nam w kolejce. Byłam mile zaskoczona, bo rzadko się trafia na miły gest ze strony młodzieży teraz. Zawiodłam się jednak. To nie był dobrze wychowany polski nastolatek, a jeden z Ukrainczyków, którzy dołączyli do naszego kursu.
Muszę za to przyznać, że dziś nas ludzie dwa razy w sklepie przepuścili, mimo że sami z dziećmi. To miło, ale zaraz wraca do mnie temat kobiety ciężarnej, której nikt w kolejce nie puści (mnie przez całą ciążę przepuścili raz, jak już kiedyś pisałam). Szczerze mówiąc wolałabym sobie poczekać przy kasie teraz niż w trudach ciąży, kiedy po przejściu przez halę nie mogłam ustać na nogach.
Gorąco jest, Mi dziś wypiła 2/3 butelki soczku z niekapka prawie duszkiem. Na dwór wychodzi ubrana jak w domu tylko w body i spodenki, nawet stópki zostawiam bose. W samym bodziaku poci się jak nieszczęście.
Mi się rozgadała na dobre. Nadaje całymi dniami. Niestety zawsze, jak dzwonię do mamy, żeby usłyszała małą gadułę, to Mi przestaje mówić i nasłuchuje sygnału. Wczoraj pierwszy raz się udało. Była tak pochłonięta swoim monologiem "abababa, ababababa" (i tak w kółko), w który wkłada mnóstwo emocji, że nie zauważyła ani nie usłyszała, że dzwonię. Babcia uradowana, wszyscy zadowoleni.
Zrobiłam jej dziś na kolację papkę z cukinią, aż sama mam ochotę ją wszamać.
Zaczynam żyć wyjazdem, jak zwykle Reisefieber. Zawsze mam takie schizy, że czegoś zapomnę, że zaśpię, nie zdążę, że pomylę pociągi, wagony (jakby to w ogóle było możliwe-przecież sprawdzam zawsze do jakiego wsiadam), że źle sprawdziłam odjazd, że będę miała problem z rzeczami przy wsiadaniu, wysiadaniu, że przegapię swoją stację i pojadę niewiadomo dokąd, że nie zdążę kupić biletu, że...chyba już z tego nie wyrosnę, skoro po pół roku jeżdżenia w tą i z powrotem przez całą Polskę mi nie przeszło. Czasami komuś tak bywa. Ważne, że Mi spokojna, ktoś musi panować nad sytuacją ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Miło mi, że tu zaglądasz i zostawiasz po sobie ślad. Wpadaj częściej :)