wtorek, 28 maja 2013

Zostałyśmy same

Niedzielny Dzień Matki upłynął przyjemnie i spokojnie. Wybrałam się na zakupy i wróciłam z prezentem (nawet kilkoma ;)). W zeszłym roku na Dzień Matki i Dziecka zakupiłam chustę, w tym dmuchany basen, na tyle duży, że latem zmieścimy się w nim razem. W domu jako niespodziewankę dostałam pudło lodów i dzień minął, a od poniedziałku jesteśmy same. Luby wyjechał na tygodniową delegację. Przez tą nagłą zmianę planów musiałam odpuścić wizytę u dentysty i zawiesić jazdy.  Na pocieszający poniedziałkowy obiadek pysznie udało się penne z awokadowym pesto.
Długo same nie pobędziemy. Jutro rano przyjedzie do nas dziadek zamontować w końcu kraty na okna i zabierze nas do siebie. Zostaniemy tam do końca tygodnia, a potem wrócimy do naszego "więzienia". Dobrze, że wyrwiemy się na trochę z domu, bo pogoda nie zachęca do wystawiania nosa, nawet w mieszkaniu mamy zimno. Jeszcze tylko pakowanie i w drogę.

piątek, 24 maja 2013

Po(d)rzucona

Jazdy, jazdy. Dziś Mi po raz pierwszy została bez rodziców. Na niespełna 3 godziny. Tatuś w pracy, mama musiała prosić praciocię o opiekę. Mi przetrwała, ale ja nienajłatwiej to zniosłam. Wyrzuty sumienia się odezwały, choć całkiem nieracjonalne. Kiedyś przecież musiał być ten pierwszy raz. Skupienie za kierownicą na szczęście nie dało mi za dużo o tym myśleć.
A za kółkiem oki, udało mi się już opanować stres i spokojnie poprowadzić.

czwartek, 23 maja 2013

Machająca gaduła

Egzamin teoretyczny zaliczony cztery razy pod rząd, dopuszczenie do jazd. Pierwsza jazda za mną. Na placu poszło rewelka, więc wyjechaliśmy na jezdnię. Przejechałam przez dwa ronda! Stresik był, bo i ruch największy o 15, a to centrum miasta. Wysiadłam z autka czując na sobie te emocje, a w głowie tylko "Ja chcę jeszcze raz!". Podobno jestem bardzo pojętna i jest ze mnie materiał na dobrego kierowcę ;)
Mi gada przedużo i prawie cały czas. Czasem wydaje mi się, że jej niewyraźne jeszcze "papa", "mama", "tata" i "zizia" (dzidzia?) są świadome, innym razem że "bababuje" kompletnie bez spodziewanego sensu. I jak tu rozróżnić co było/będzie pierwszym słowem? W każdym razie samodzielnie wydawane dźwięki ekscytują Mi i co chwilę słyszymy coś nowego. Od naszego wyjazdu zaczęła też co chwilę machać. Wcześniej robiła to na pożegnanie. Pokrzykuje, uśmiecha się, zaczepia. Widać, że próbuje się komunikować z otoczeniem. Moja mała istotka społeczna :)

środa, 22 maja 2013

No to jazda!

Pierwszy spacer w samochodzie za nami. Plus za to, że jest lekki i nieuniemożliwia samodzielnego tachania wraz z dzieckiem na trzecie piętro kamienicy, dzięki wadze łatwo się go też prowadzi, nawet pchać nie trzeba. Minus za poziom hałasu emitowany na betonowym podłożu. Jak się okazało, nie tylko silnikowe auta działają na dzieci usypiająco ;) Dodatkowe zastosowanie; pasuje mi na zakupy, w jedną stronę jedzie Mi, a w powrotną wrzucić ją do chusty, a ciężkie, nieporęczne siaty na kółka. Mi z nowej perspektywy przyglądała się mijanym psiakom, kierowała, a jak się jej znudziło, to dostała puszkę pomidorów z kolorową etykietą do zabawy ;)
To Mi pierwszą jazdę ma za sobą, a ja dziś zaliczę ostatnie zajęcia z teorii i jutro czeka mnie egzamin, od którego zależy dopuszczenie do jazd. Trzymajcie kciuki, może już w piątek poprowadzę.

wtorek, 21 maja 2013

Wyjazd

No to pierwsza eskapada nad morze za nami.

Najpierw podróż nocnym pociągiem (innych nie mamy).
 
 
Alee nudY


Wpadłyśmy po ciotkę i Karmelka i pędem nad morze. Ukochana miejscowość i plaża mamy;
 
 
Obie zamoczyłyśmy nogi, a co!? Chrzest bojowy, bo woda lodzik.
 
 
Mi znalazła sobie swój pierwszy nadmorski kamień, wzięłyśmy na pamiątkę.
 
 
Tyle piachu, Mi zachwycona. Kiedy zadzwoniła babcia, akurat krzyczała z radości.
 
 
Pogoda całkiem przyjemna, choć nieco zmienna. Było ciepło, słoneczko przygrzewało, ale czapa i skarpetki w pogotowiu, bo momentami zawiewało chłodniejszą bryzą. Na plaży cieplej niż poza nią o dziwo. Aż szkoda było schodzić z niej na śniadanko.
 
 
Moja kochana nóżka
 
 
Funfel jeszcze w piachu nie pobryka, ale zaczął odwzajemniać zainteresowanie Mi, może za miesiąc się już razem pobawią.

 


A pretekstem do wyjazdu był samochód, który kupiliśmy Mi. Mała policewoman
 

 
 Pomysł stąd, że Mi lubi te wszystkie marketowe pojazdy za 2 zł. Spodobał się jej, co oznacza że w najgorsze upały nie będziemy się gotować w chuście. Mi jest ruchliwa i woli już teraz mieć większą swobodę, chociaż przytulić się w chuście też nam przyjemnie.
 
Na przystanku autobusowym nad morzem jakaś pani dała Mi misia. Pociąg w drodze powrotnej, Mi z misiem.
 
 Zaczepialska wita się z panem z naprzeciwka ;)
 
 
W końcu odpadła, aż do przedwysiadkowego ubierania.
 
 
A dziś obudziłyśmy się już w domku i tak smutno i tęskno, ale pogoda dopisuje więc po jedzonku pędzimy nowym autem w świat :)

piątek, 17 maja 2013

Jakoś leci

Wczoraj zmienili mi termin spotkania na kursie, zadzwonili 2 godziny przed, że mam się zjawić. Wkurzyłam się, bo umowa była taka, że o wszelkich ewentualnych zmianach poinformują minimum tydzień wcześniej, żeby Luby mógł zorganizować wolne i zostać z Mi. Szefowi tego burdelu powiedziałam, że nie przyjdę, po czym zadzwoniłam do instruktora upewnić się, czy mogę przyjść z Mi. Tak właśnie Mi odbyła swoje pierwsze cztery godziny kursu na prawko. Bawiła się jak zwykle dobrze, z zaciekawieniem oglądała filmiki z autami, słuchała, nawet dała mi się skupić.
Przed kursem weszłyśmy do sklepu i młody chłopak ustąpił nam w kolejce. Byłam mile zaskoczona, bo rzadko się trafia na miły gest ze strony młodzieży teraz. Zawiodłam się jednak. To nie był dobrze wychowany polski nastolatek, a jeden z Ukrainczyków, którzy dołączyli do naszego kursu.
Muszę za to przyznać, że dziś nas ludzie dwa razy w sklepie przepuścili, mimo że sami z dziećmi. To miło, ale zaraz wraca do mnie temat kobiety ciężarnej, której nikt w kolejce nie puści (mnie przez całą ciążę przepuścili raz, jak już kiedyś pisałam). Szczerze mówiąc wolałabym sobie poczekać przy kasie teraz niż w trudach ciąży, kiedy po przejściu przez halę nie mogłam ustać na nogach.
Gorąco jest, Mi dziś wypiła 2/3 butelki soczku z niekapka prawie duszkiem. Na dwór wychodzi ubrana jak w domu tylko w body i spodenki, nawet stópki zostawiam bose. W samym bodziaku poci się jak nieszczęście.
Mi się rozgadała na dobre. Nadaje całymi dniami. Niestety zawsze, jak dzwonię do mamy, żeby usłyszała małą gadułę, to Mi przestaje mówić i nasłuchuje sygnału. Wczoraj pierwszy raz się udało. Była tak pochłonięta swoim monologiem "abababa, ababababa" (i tak w kółko), w który wkłada mnóstwo emocji, że nie zauważyła ani nie usłyszała, że dzwonię. Babcia uradowana, wszyscy zadowoleni.
Zrobiłam jej dziś na kolację papkę z cukinią, aż sama mam ochotę ją wszamać.
Zaczynam żyć wyjazdem, jak zwykle Reisefieber. Zawsze mam takie schizy, że czegoś zapomnę, że zaśpię, nie zdążę, że pomylę pociągi, wagony (jakby to w ogóle było możliwe-przecież sprawdzam zawsze do jakiego wsiadam), że źle sprawdziłam odjazd, że będę miała problem z rzeczami przy wsiadaniu, wysiadaniu, że przegapię swoją stację i pojadę niewiadomo dokąd, że nie zdążę kupić biletu, że...chyba już z tego nie wyrosnę, skoro po pół roku jeżdżenia w tą i z powrotem przez całą Polskę mi nie przeszło. Czasami komuś tak bywa. Ważne, że Mi spokojna, ktoś musi panować nad sytuacją ;)

środa, 15 maja 2013

Piach

Dziś pogoda dopisała, spędziłyśmy z Mi dużo czasu na placu zabaw. Jak zwykle bujawki, zjeżdżalnia, ale debiutem był piasek. Wcześniej traktowałam piaskownicę unikowo, omijając łukiem, ale stwierdziłam, że jak mamy jechać w niedzielę nad morze, to warto zrobić małą próbę, czy mi dziecko całej plaży do buzi pakować nie będzie. Nic z tych rzeczy, Mi przesypywała piasek rączką, wybierała co większe elementy (kamyczki, kawałki kory), sypała sobie na nóżki, potem dorwała cudze foremki i ładowała je do buzi, ale bez piachu. Czyli ogólnie próba przebiegła pomyślnie. Nie spała cały dzień, plus kilka dobrych godzin na dworze, trochę wrażeń i zasnęła snem sprawiedliwych, ciekawe o której mi się dziecko obudzi.
 
Podsłyszana rozmowa licytujących się na oko 6-latków:
-A ja mam w domu chomika.
-Pff a ja mam niewidzialnego chomika!
-A ja mam stado niewidzialnych chomików. Właśnie mi jeden uciekł. Chomiczkuuu...
 
 EDIT: Panna obudziła się o 7:15 (po 8h i 15min), zjadła i przespała kolejną 1h 15min :)

sobota, 11 maja 2013

Narcyzek

Mi bardzo lubi dziewczynkę z lustra. Uśmiecha się do niej, gaduli, przybija piątkę. Dziś jednak postanowiła spoufalić się jeszcze bardziej i dawała lustrzanej panience buziaki.

Najważniejsze to kochać siebie.
 
 
Co jest lepsze od Małej Mi? Dwie Małe Mi!
 
 

piątek, 10 maja 2013

54 dni- urodzinowo

1.12. Świętowanie cały dzionek mamusiowych urodzin. "Gości przyszło co niemiara; chrabąszcz, motyl, mucha stara, przydreptały dwa pająki...". Myszka po zabawki sięga, jeśli w buzi nie jest ręka. Zęby idą, potwierdziły się mamuchowe "widzi mi się". "Ata" jej się powiedziało, już do "tata" zabrakło mało ;)

U babci

 
O jaaa!
 

Kocurkoś
 
 

50 dni

Rodzinka przyjechała. Myszka nie mogła nacieszyć się wujkiem. Taki wuja to skarb, od każdego więcej wart.
 

Wujek lat 9

 
Żabka mała
 

 
Ostentacyjna sugestia "idźcie już sobie" ;)

czwartek, 9 maja 2013

Dobre i złe newsy+ kilka fotek

W naszym kraju trzeba być operatywnym. Papierologia stosowana jest wszędzie w nadmiarze i wielu się w tym gubi. Niemało zachodu kosztowało mnie staranie się o świadczenia. W efekcie dziś przyszła pani z urzędu miasta z dwoma kopertami. Podpisałam, zamknęłam za panią drzwi, otworzyłam, szukam wzrokiem najważniejszego, jest:
"orzekam przyznać zasiłek rodzinny na dziecko [...] w wysokości 77,00 zł
jednorazowy dodatek do zasiłku rodzinnego z tytułu urodzenia dziecka [...] kwota dodatku 1000,00 zł",
a w drugiej:
"orzekam przyznać jednorazową zapomogę z tytułu urodzenia się dziecka realizowaną z budżetu miasta [...] w wysokości 1000,00 złotych"
Zasiłek przyznali na pół roku- 77zł miesięcznie + 3000zł za urodzenie dziecka (becikowe, dodatek do zasiłku i zapomoga), jak widać warto przeszperać internet w poszukiwaniu możliwości.
Poszłam dziś sprawdzić, co da się zrobić z tą kartą pamięci. Od ręki niestety nic, a za dłuższe majsterkowanie musiałabym oddać do 140zł bez gwarancji odzyskania danych. Dla jednego filmiku, na dobrą sprawę, nie warto, chociaż szkoda, bo nieźle się na nim uśmialiśmy, fajny był.
 
Przed wczorajszym spacerem:
 
 
Mamuchowej roboty ice tea mango-brzoskwinia i pizza hawajska-taki sobie pyszny grzeszek:
 
 
Z dzisiaj nabytych umiejętności wyłoniło się kilka nowych zlepków sylabowych i... włażenie na komodę/ inne przeszkody.
 
 
Uwielbiam pozycje, jakie Mi przyjmuje podczas snu i ten wypięty kuperek - moja rozkoszynka


 

Mi na ogół robi przegląd gazetek promocyjnych razem z nami, a tak zafascynowała ją aktualna oferta:

video

i już na spokojnie
 

środa, 8 maja 2013

Rozczulacz + edit

Mi rozwija się nieustannie, każdego dnia, nie nadążam za nią kompletnie. Dziś np nauczyła się w końcu bezpiecznie siadać ze stania. Cieszy mnie to bardzo, jest szansa, że nie zrobi sobie krzywdy. Do upadłego ćwiczy samodzielne stanie, ale jeszcze nie, jeszcze odrobinkę, o włos. Jest taka kumata już i topi mi serce. Kto by się nie rozczulił, kiedy od kilku dni pochyla się nade mną i daje buzi w policzek? Nikt jej tego nie uczył, sama papuguje chyba całusy otrzymywane od nas. Albo jak przybija piątki, czy daje cześć, robi to od dawna, ale nadal mnie rozbraja kiedy z wielkim łobuzerskim uśmiechem przybija z całej siły piątkę i zaczyna rechotać. Od jakiegoś już czasu robi też "papa". Wczoraj rozmawiałam z mamą i miałam włączony głośnik, kiedy babcia powiedziała "no to pa" Mi zaczęła jej kiwać ;] Patrzy na mnie, wywołuje uśmiech, po czym w odpowiedzi sama uśmiecha się najcieplej na świecie. Dzieci kochają tak szczerze... bezwarunkowo i bezgranicznie.

Edit (wieczorowy-przykąpielowy): mamy nowe "słowo": "beBe", "abeBE"

Edit2: A dziś (9.05.) rano powitała mnie "ama" kiedy przyszłam ją wyjąć z łóźeczka.

Co za dzień! +sesja

Dziś w nocy Mi skończyła 7 miesięcy!
Jest uroczą panienką z charakterem. Ma strasznie dużo do powiedzenia, tylko jeszcze słów brakuje. Przeraża mnie co będzie, jak już nauczy się mówić. Próbuje sama ustać, nie umie jeszcze złapać równowagi, ale się nie poddaje i coraz lepiej jej "idzie". Prezentuje dwie perełki w paszczy, choć jeszcze męczą się z przebiciem. Okres mamuchowy trwa nadal, mama musi być! Jest towarzyska, zaczepia inne dzieci i lubi się z nimi bawić. Zjada każdą podaną ilość czegokolwiek z szeroko otwartą paszczą. Nadal budzi powszechny zachwyt, zatrzymując przechodniów własną odmiennością i urodą (dosłownie gdziekolwiek się nie ruszymy, obcy ludzie głośno komentują, zatrzymują się i patrzą, albo dopytują). Ogólnie jest bardzo radosna, dużo się śmieje i łatwo ją rozśmieszyć.
 
Wczoraj był dzień nowych wrażeń. Rano Mi jadła z rodzicami ananasa, pierwszy raz miała coś takiego w buzi i z zaciekawieniem się wgryzała.
 
Nagrałam filmik, ale coś się później stało z kartą pamięci i nie mogę go otworzyć :( Wstawię, jeśli uda się go odzyskać.
 
Potem na spacerze złapał nas pierwszy w jej życiu deszcz, śmiesznie marszczyła nosek i zaciskała oczy, jak na nią kapało. W związku z tym, że noszę w chuście, wcześniej po prostu unikałam wychodzenia w deszczu.
Popołudniu Mi odkryła, że (i jak) każdą szafkę i szufladę można otworzyć (No to pozamiatane!).
 
A w poniedziałek doszły do nas zdjęcia pstrykane 7.04. na pół roczku:
 
Z mamą, tatą, babcią, wujkiem i Funky-Funią
 

i z dziadkiem (mężem mojej mamy):
 



 Łyyyżka
 

Dla niedowiarków- ja ją naprawdę czeszę, tylko ... to nie pomaga ;)
 

Nasza stała pozycja


Dobra noga nie jest zła (i to łobuzerskie spojrzenie <3 )
 

 
 A to cała Mi! Śmiechotka

 
 Mama założyła trampki i zaczęła się zabawa. Sznurowadła w końcu prowadzą do rozwiązania, nie?

 
 Ach ta mama, co się człowiek namęczy, żeby rozwiązać, to ta znowu plącze!
 
 
 Yyy szybsza!  :D
 
 
 Mama dała za wygraną. Hmm, jakieś dziwne to spagetti.
 

 
 A ja rosnę i rosnę
 

Czarownice


Po naszemu- lelek
 

Ej, co Ty robisz MOJEJ mamie??
 

 
 Mój ukochany synuś - z pierworodnym
 


 A co to toto?
 

 
Po tych wszystkich przebierankach, jak tylko włożyli do łóżeczka, kciuk do buzi i Syrenka odpadła
 
 
Na dosłownie 2 minuty, po czym otworzyła oczka znów w dobrym humorze

Lalka
 
 
 Na koniec moja Biedrona (dziewczynka-sprężynka)