poniedziałek, 29 kwietnia 2013

46 dni

Myszce udało się w końcu obrócić z brzuszka na plecy. Taki silny dzieć! Odpadł ropień szczepionkowy, już nie musimy kąpać rączki tylko do połowy.

6 tygodni

Spacer do cioci Marii. Po raz pierwszy Kangurek rozglądał się po drodze wokół. Kot ciotki na przywitanie wskoczył na brzucha Malucha. Ciocia dała nam super czapę i tym samym przygotowała nas na zimę.

37 dni

Pierwsza wizyta poporodowa, mama zbadana. Mi na spacer po hipermarkecie zabrana. Pamperchy kupione, dziecko autobusem pierwszy raz przewiezione.

Elastynka

13.11. pierwszy checking bioderek. Pani ortopeda żabkę rozkraczyła, USG zrobiła i bardzo pochwaliła. Kangurzyca w domu kandydatkę na baletnicę chowała i nic o tym nie wiedziała! Zasługę przypisujemy żabkowej pozycji śpiochowej i pentelce zamiast noszenia na ręce, w foteliku nie trzymamy i w leżaczku nie bujamy. Nawet masaż nie miałby sensu, kiedy żabąg nie stawia oporu i rozkracza się ponad 180 stopni bez wsparcia. Będą szpagaty (mama zazdrości).

5 tygodni

11.11.12r. mały leśny ludek wybrał się z Marsjanami na spacerek po miejskim lasku. Omotany w chuściaka nie wystawiał buziaka. Dzień był pełen wrażeń sumą wielu zdarzeń. Po przejażdżce goferki u babci biedronelki. Ludek poznał się jeszcze potem z pierwszym w życiu psem i kotem. I wrocił do domu lecz nie samolotem. ;P
A mamuśka odzyskała już wagę przedciężarową i nadal idzie w dół :D
 
Zdjęcia z wycieczki:
 

 

 Z Kickiem


 

niedziela, 28 kwietnia 2013

Obżartusy

Sprzed tygodnia; sobotnie pierwsze szpinakowe danie i to w nowej (tej wyproszonej) miseczce, skończyło jak wszystkie- zjedzone ze smakiem.
Już koniec?! Jak to?! Może coś jeszcze wydłubię paluszkiem...
No nic, w takim razie zjem miseczkę.
(kiedy okazuje się że miseczka nie jest jadalna, ląduje na podłodze)
 
A tu już moje wczorajsze placki cukiniowe- uwielbiam w różnych wersjach:

I dzisiejsze piersi z kurczaka- wyszły naprawdę soczyste.
 
Wzorem Kararelki prezentuję na ów zdjęciach swoje ulubione sztućce ;)
Aktuanie gotuje się jedzonko dla Mi, tym razem prosta marchewka+ziemniak+kurczak (+oliwa).
A basen dziś był, a jakże! Na razie tylko z ciotką Maryśką, ale nastawiłam się już na wyjście z Mi. Lump też zaliczony, zaledwie z paroma ciuszkami, bo trzeba było szybko lecieć, żeby nie przegapić basenowej godziny, co skutecznie zredukowało wydatki do 2,90zł za; body, koszulkę, bluzę i 3 pary spodni :)



sobota, 27 kwietnia 2013

Nareszcie! :D

Od kilku dni Mi przesypia całe noce bez cyca, ale dziś mamy za sobą pierwszą nockę przespaną powyżej 8 godzin bez karmienia! Ok 8h i kwadrans 22:45-7:00. Oby ta tendencja się utrzymała. Wcześniej było już po 7 z kawałkiem, potem karmienie i kolejne 3-4h. Mi nie jest chętna do jedzenia zaraz po pobudce (dzięki czemu mama może sobie zawsze dłużej pospać, a dziecko się bawi samo ;)), więc przerwa między karmieniami też wypadła rekordowa ok 9h 45min.
Wczoraj zaczął się mój kurs na prawko. Życie z dzieckiem a bez samochodu nie funkcjonuje. Nosząc Mi w chuście nawet zakupy wiążą się z ciężkim dyganiem (jej i kupionych rzeczy). Może jutro w końcu pójdę na basen, bo ciągle nie mogłyśmy zgrać terminów z kumpelą. Nie byłam już z 1,5 roku, a tak uwielbiam pływać. Karnet już kupiony. W sumie od 2 tyg miałam też chodzić na basen z Mi, musimy w końcu zacząć. Na ostatnim swapie kupiłam jej cudny strój kąpielowy. Macie jakieś doświadczenia z takimi maluchami na basenie? Jakieś rady? Może uda się zabrać tatusia, żeby porobił fotki- zobaczymy.

piątek, 26 kwietnia 2013

8.11.12r.

Mała Mi ma miesiąc i już wie, którą stroną ustawić się do świata, żeby było jej wygodnie.
Są sukcesy i ekscesy. Pojawiły się sylaby, gęganina nieskończona. Mi najczęściej przeprowadza rozmowy z samą sobą lub pluszakami. Pogodynka nieustannie szczerzy bezzębne dziąślaki. Uśmiecha się wokół, a przy przybijaniu piątki, czy dawaniu "cześć" śmieje pełną gębą. Mamuśka musi dużo śpiewać (najczęściej w repertuarze jeszcze z ciąży "Kolorowe Dzieci" Jeżowskiej, polecamy), bawić się w tetrowe "ku-ku" i karmić. Wtedy Mysia daje rączkę do całowania, albo zaciska piąstki, gdy jest bardzo głodna. Kompletna symbioza.
 
 

27 dni

4.11. w niedzielę rodzinka zabrała Misię i mamusię na giełdę kamieni szlachetnych. Wszak dziewcze uroki biżuterii znać musi. I tak włochaty kamlocik w chuście przyćmił wszystkie inne popularnością.
Ledwie wróciły do dom, a za nimi ogon. Ciocia Madzia z wujkiem Adamem przywieźli kolejny duży transport łaszków przeróżnych. Tym sposobem garderoba 55cm zwierzaczka kończy się na ciuszkach dla dojrzałych pięciolatków

czwartek, 25 kwietnia 2013

25 dni

 

2.11. w Wyborczej ukazało się zdjęcie naszej włochatki zrobione jeszcze w szpitalu.
Przyjechała rodzinka znajomych. Oj czekamy na tego Karmelka! Niedobra kangurzyca wzięła Maleństwo na przetrzymanie. Efekt był, 7+4 przespane godzinki, ale płaczu wcześniej tyle, co nigdy.
A ciocia zrobiła nam pare fotek


 

środa, 24 kwietnia 2013

Trzytygodniowa Mi

29.10. Mama zabrała gorylka na jesienny spacer po dywanie liści. Kierunek --> przychodnia. Czas na pierwszą wizytę u pediatry, bo tydzień temu położna na drugiej (i ostatniej) wizycie oświadczyła, że każda szanująca się małpka obżartuska bardziej dba o przyrost masy. Tym razem elektroniczny cudak pokazał większe cyferki, całe 3570g. Cała reszta też w porządku.
Świat jest taki interesujący, dlatego Myszka wodzi łoczkami swymi bystrymi za wszystkim, co się rusza, wyciąga łapki do tych rzeczy, a położona na brzuszku podnosi się na przedramionach, piszczy też jak na myszkę przystało. W stałym repertuarze wokalnym jest "gaj!", jak pokrzykuje na strażackie misie kręcące się wokół wozu nad książęcym łożem. Czasem udaje się samemu umiejscowić kolegę smoka w otworze gębowym, a to już coś.
 

Urzędowo

Wczoraj na placu zabaw Mi nawiązywała kontakt z dziećmi. Wcześniej też się interesowała innymi maluchami, ale raczej w roli zabawki, niż towarzysza zabaw. Jeden chłopczyk nawet ją przytulił (17-miesięczny). Cieszę się bardzo, że jest kontaktowa i towarzyska. Czułam że tak będzie, między innymi dlatego zdecydowałam że pójdzie do przedszkola w wieku 23 miesięcy. Jest zapisana już od dość dawna. Będzie w 10-osobowej grupce 1,5-2 latków z dwiema paniami. Maluchy mają tam zajęcia lepienia z gliny, kynoterapię, arteterapię, chodzą na basen, oprócz tego takie standardowe ćwiczenia z logopedii, rytmikę, gimnastykę i angielski. Przedszkole jest na naszej uliczce, kilka budynków od domu, póki nie rozpocznę pracy będę mogła w każdej chwili po nią przyjść. W okresie adaptacyjnym mogę oczywiście być w przedszkolu, ale chyba wolę tego uniknąć, żeby Mi nie myślała że mama zawsze tam będzie. Postawię raczej na stopniowe przysposabianie zostawiając ją najpierw na godzinę, potem każdego dnia na trochę dłużej, tak żeby miała poczucie że zawsze po nią wrócę. Dziecko lepiej i szybciej rozwija się w grupie, uczy się życia w społeczeństwie. To przyda się Mi, kiedy pojawi się rodzeństwo. Usamodzielni ją, odseparowując trochę od mamy. Ja też będę potrzebowała tego czasu, żeby w końcu móc podjąć pracę. Może wtedy odbijemy się od finansowego dna. A propos, złożyłam wczoraj nareszcie wniosek o zasiłek rodzinny. Domyślałam się że to będzie papierologia, ale nie myślałam, że będzie do załatwiania aż tyle, co w naszym przypadku. Trochę zeszło nie ma co. Ciekawe czy przejdzie, czy jeszcze będą nam kazali coś donosić, zmieniać itd. Macie doświadczenia w tej materii? Podobnie było u nas z załatwianiem papierów do ślubu. Koszmar mnóstwo latania łącznie z rozprawą sądową o zwolnienie z konieczności przedstawiania jednego z zaświadczeń. Znajoma w podobnej sytuacji wyjechała za granicę wziąć ślub, bo polska biurokracja ją przerosła. Aktualnie znów przed nami załatwianie karty pobytu. Kolejny koszmar i nerwy. Problem w tym, że Luby nie ma żadnej podstawy prawnej, żeby zostać w Polsce. Utracił status studenta, pracuje na umowę zlecenie, nie ma rodziny (wg PL law jako rodzina liczymy się dopiero po ślubie, to że ma w Polsce dziecko nie jest istotne, bo dzieckiem ma się kto zająć, a nie mając ślubu nie jesteśmy formalnie razem, czyli to tak jakbym ja Mi wychowywała samotnie, a on tylko chciałby jej użyć jako pretekstu do pozostania w kraju). Możemy składać jedynie wniosek na "inne okoliczności" i liczyć na to, że kierownik urzędu spojrzy na naszą sytuację przychylnym okiem. Z pozytywnych newsów, przysłali becikowe, od razu popłaciłam rachunki i czuję się lżejsza.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Pierwszy spacer- 12 dni

20.10. przyjechał wujek Kuba i wybraliśmy się na pierwszy spacer. Mama kangurzyca niosła swe Maleństwo w kokonie. Chustujemy, chustujemy! Maryśka nie wie nawet, co to wózek, może wcale się nie dowie.
 
9-letni wujek trochę niepewnie pierwszy raz trzymał siostrzenicę na rękach
 
A później występował w roli fotografa.
Mi z rodzicami i babcią Misią.

 
 Trzy wiedźmy
 
 


11-dniowa Mi

19.10.12. po raz kolejny zaliczyliśmy przejażdżkę do urzędu. Za pierwszym razem odesłali nas, każąc wrócić z tłumaczem. Od tej chwili Myszka ma łączone nazwisko. Trzeba było sprostać odświętności dnia i pozbyć się tego dziwnego kikuta wystającego z brzuszka, jak obcy.
Myszce włoski urosly i zaczęły już wchodzić w oczka, a po kąpieli zwijać się w loczki. Zaczesujemy "na Hitlerka". Wyrosło toto z pierwszych śpioszków, które odłożyliśmy dla Karmelka (synka kumpeli). Skupia też swe patrzałki na karuzeli i kolorowych pluszakach, choć ulubioną przytulanką jest tatuś.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Garderobiane niedziele

Wczorajszy dzień, jak to zwykle niedziela, obfitował u nas w łupy ciuchowe dla Mi. Najpierw lump, do którego chodzę co tydzień z kumpelą (5zł/kg). Wczoraj pobiłam rekord i wytargałam dwa wielkie wory, do tego były ciężkie bo nakupowałam prawie samych spodenek. Teraz, jak Mi tak nam zamiata podłogi, to spodnie przygarniam w każdej ilości, byleby ładne i w dobrym stanie. Tym razem aż 4 kg (20zł- ups). Normalnie płacę 5-7zł za wór różnych ciuszków. Wróciłam, nakarmiłam i pobiegłam na swap po kolejne łaszki, tu już było gorzej cenowo wiadomo, ale za worek perełek zapłaciłam ok 33 zł już z wejściówką. Poszalałam jak nigdy, ale zaraz usprawiedliwiłam się, że innym te 53-54zł na jeden ciuszek nie wystarcza. Ogólnie jestem zadowolona. Jeszcze w markecie Mi ukochała sobie miseczkę z uszami, a że jadła wcześniej z takiej dla dorosłych tłukącej, to patrząc na jej radość dałam się namówić. Jeszcze słoiczki i razem stówka pękła wczoraj na pannę, ale jaka w tym frajda dla mamuchy! Luby chyba w końcu przekonał się do lumpa, bo to on był wczorajszym sponsorem. Oby. Mi już przed urodzeniem miała ciuchów więcej ode mnie, obecnie zajmują cały upchany karton po pralce, wanienkę, dwie duże szuflady i dwie półki oczywiście w różnych rozmiarach. Większość dostaliśmy od znajomych znajomych, kupować zaczęłam dopiero długo po porodzie. Póki co wszystko nosi, nie trafiły mi się jeszcze puste strzały, które nie byłyby założone, zanim zrobiły się za małe. Nawet jeśli, to te ciuszki pójdą dalej w ruch do młodszego kolegi, na swap, na tablicę, do potrzebującej mamy- znajomej przyjaciółki. Nawet sprzedając na swapie każdy ciuszek za złotówkę, tylko na tym zarobię. Polecam takie rozwiązania wszystkim mamom. Przecież nie ma sensu na chwilę kupować nowych sklepowych ubrań za ciężką kasę, nawet jeżeli się ją ma. Poza tym w SH można trafić naprawdę super elementy do różnorodnych stylizacji.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Przeniesiona przez próg

10.10.-trzeci dzień życia. Po kontroli Misiowych szmerów na serduszku, do domu czas. Zakochana babcia Misia przyjechała specjalnie, żeby przewieść nas trzy przecznice. Jeszcze się taka nie przysłużyła, a już jej zapewnili szoferkę i pełną obsługę. Mamuśka musiała zrezygnować z bycia konsekwentną i dla spokojnego funkcjonowania zamówiła smoka, który w jednej chwili stał się najlepszym przyjacielem dziecięcia. Pojawił się natomiast problem, jak przypiąć fotelik w samochodzie, pierwsze razy nie zawsze idą gładko.
Nareszcie przestały kłuć, budzić i przeszkadzać te pastelowo odziane stwory i okazało się, że dziecię 6godzin ciągiem bez problemu przesypia, a karmi się w dzień co 3-4 godziny. Pierwsza kąpiel z parentsami punkt 20:00. Pierwsza i jedyna noc na wyprofilowanym barłogu z mamy, bo łóżeczko w częściach, a o spaniu w wózku mowy nie było, gdyż preferencja pozycji "na żabkę" na brzuszku zbyt silna.
Mi przykryta moją bluzą w drodze ze szpitala do domu
i w ramionach dumnej babci

 na koniec porównanie w tym samym pajacu wtedy i teraz
 
 

sobota, 20 kwietnia 2013

Restauracyjnie

Dziś spotkaliśmy się całą rodziną z okazji 71 urodzin prababci Mi. Kilka takich spędów mała ma już za sobą, ale dzisiejszy był wyjątkowy kulinarnie. Poszalałam i dałam Mi do spróbowania winogrono (zjadła kawałek), później w restauracji wyżebrała jedzenie i na zmianę z ciocią karmiłyśmy ją ze swoich talerzy pomidorówką i ziemniaczaną. To był jej pierwszy kontakt z pomidorami. Łącznie zjadła około talerza zup. Na koniec cytryna do wycycania (smakowała) i ogórek kiszony do polizania (zero reakcji). Moje dziecko lubi chyba wszystko. Z cycka wypija do ostatniej kropli, przy kaszce pokrzykuje na mnie, bo za wolno wiosłuję, a ona ciągle czeka z otwartym dziobem. Zjada obecnie porcje przeznaczone dla dzieci starszych o dwa miesiące, a mimo tego wagowo plasuje się na 10. centylu. W tym tygodniu nauczyła się sama jeść, tzn ja nabieram na łyżeczkę, a ona wkłada do buzi, przy okazji sprawdza też konsystencję paluszkami. Karmienie jej to czysta przyjemność. Wykorzystuję jej ciekawość do oswojenia jak największej ilości zdrowych smaków. Podaję jej chociaż odrobinę na palcu, na pewno taka ilość nie zaszkodzi bardziej niż wszystkie syfy i rączki po raczkowaniu wkładane do buzi (nie zawsze zdążę umyć).
Nasz obecny harmonogram to m/w:
7:20 pobudka i piersi (zawsze je z obu)
11:00 miska kaszki mlecznej wielozbożowej z połową słoiczka deserku
15:00 piersi
19:00 słoiczek obiadku 125g
22:00 kąpiel
22:25 wit D+ piersi
2:00 piersi
W naszym przypadku Mi od urodzenia przesypiała noc do 9 z przerwą na karmienie koło 5:00. Ostatnio jednak, chyba przez wzmożony apetyt właśnie, w przeciwieństwie do innych dzieci, zaczęła budzić się szybciej. Jednak nie tak dawno w ciągu dwóch tygodni przeskoczyła mi z rozmiaru 56 na 68 aż, a teraz nawet te spodenki są za krótkie, co świadczy o okresie wzmożonego wzrostu. Mi jest laskonoga, w efekcie body nosi 62 (zmieści się i w 56 ale bez luzu), a spodenki 74 zaraz będzie trzeba poprać. No nic, jutro jak zwykle w niedzielny poranek, polowanie w lumpie na perełki dla Mi. Co tydzień ostatecznie wracam z kolejnym wielkim worem łachów dla niej za który płacę 5-7zł (5zł/kg). Również jutro zamieniadka :)

Z placu zabaw

Pociągnę wątek okłamywania dzieci. Obok placu zabaw, na który chodzimy jest skrzynka elektryczna (takie coś, przy czym nie wolno grzebać ;P). Pewien chłopiec zainteresował się jej zawartością. Poprosił mamę, żeby otworzyła. Mama najpierw skłamała, że ta skrzynka jest pusta, jednak synek na to, że chce tylko zobaczyć. Na to mama zaliczyła kolejne kłamstwo mówiąc, że jest zamknięta na szyfr z numerkami i ona nie umie otworzyć, ale jak jutro przyjdzie z dziadkiem, to dziadek weźmie kombinerki i mu otworzy. Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Możliwe, że jutro spotkamy ów chłopca pod opieką dziadka. Nie zdziwię się, jeśli młody urządzi scenę i ciekawe co na to dziadek. Bezmyślność dorosłych czasem powala. Najdziwniejsze, że chłopiec miał na oko 7 lat, a matka nie miała skrupułów robić go w bambuko. Cel osiągnęła; odpowiedział "To dobry pomysł." i pobiegł się bawić.
Na ławce, na której karmiłam przysiadła się kobieta, przyszła z wnuczką. Dziewczynka chodzi do katolika (miała mundurek na sobie-w tej szkole mają charakterystyczne). Odstawała od wszystkich dzieci nawet wizualnie, było w niej coś takiego, że od razu widać że to kozioł ofiarny, wyalienowany z grupy. Kobieta cuchnęła alkoholem. Wzbudziło to moją odrazę, nie rozumiem jak można pić mając pod opieką dziecko, w dodatku to była godzina 15 co razem wskazuje na prawdopodobny problem alkoholowy. Kobieta próbowała do mnie zagadać, pytała w jakim wieku jest Mi, czy to moje pierwsze i takie tam. Odpowiedziałam zdawkowo. Po chwili zapytała mnie, czy może zapalić!!! Przyznam że byłam w szoku. Kategorycznie i stanowczo odpowiedziałam, że "Napewno nie tutaj, na placu dla dzieci się nie pali.". Wstrząsnęło mną, że ktoś w ogóle mógł wpaść na to żeby zapalić na zamkniętym placu zabaw, gdzie jest mnóstwo dzieci w dodatku siedząc obok półrocznego malucha pijącego właśnie z piersi. Wnuczka biegała od sprzętu do sprzętu żadnym nie zajmując się dłużej niż wejście-zejście, nie próbowała zagadać do nikogo, w końcu przybiegła i zapytała, czy mogą już iść. Na pytanie "Co się stało?" kilkukrotnie z różną intonacją odpowiedziała "nic". Babcia odesłała ją żeby jeszcze coś porobiła i zaczęła litanię, której byłam adresatem. Szukała potwierdzenia, że jej wnuczka jest taka jak inne dzieci i co pół zdania powtarzała, że bardzo mnie przeprasza. Ludziom brakuje samokrytycyzmu i trzeźwej (to dobre w tym przypadku słowo) oceny sytuacji. Czy aby napewno osamotnienie dziewczynki nie jest w żaden sposób związane z Panią, droga Pani?

Przed i Po


8. października 2012 roku o 4:22 rano na świat wyjrzał mały gorylek. W asyście tatusia popchnięty przez mamę do poznawania nowego, po ciążowych 9 miesiącach 8 dniach i 11 przytytych kilosikach. Gorylek płci żeńskiej długi na 55cm i ciężki jak 3340g owłosiony był na całym tym potężnym ciele (nawet czole) czarnymi kłaczkami. Najpierw obowiązki. Trzeba było zdać egzamin (i tak już będzie całe życie), poszło śreednio 10/10 pkt. Potem jeszcze kąpiel i można było dziamkać. Gorylek od razu zdradził swe preferencje czynnościowe, przycycając się, gdzie pasza. Pogryzł trochę mamę i zasnął z łapkami w górze. Zdolniacha od urodzenia umie się czołgać (zwłaszcza do cyca) i podnosić wysoko główkę. Wyposażony został w rozbrajający uśmiech i dwie serduszkowe dziurki do jaskini nosowej.
Już pierwszego dnia gorylek dowiedział się, że jest sławny. Zgromadziła się konferencja dyskutująca o niewątpliwej urodzie gorylkowej, przybyły delegacje, nie można było opędzić się od paparazzich. Jak to idol, gorylek nie znał nikogo, a wszytkim się wydawało, że świetnie znają jego.
Mówią na gorylka Mała Mi, Myszka, Miśka, Maryśka
 

czwartek, 18 kwietnia 2013

Witam

Witam wszystkich stałych i nowych czytelników na aktualnym blogu. Jestem mamą z powołania i podobno do twarzy mi z dzieckiem ;) Od bardzo dawna pragnęłam zostać mamą, ale jak wiele znaczy to słowo dowiedziałam się dopiero po urodzeniu córeczki. To najważniejsza rola w moim życiu i chętnie się jej oddaję. Nie pracuję, zajmuję się dzieckiem i jestem na etapie pisania pracy magisterskiej. Mała Mi ma pół roku i jest bardzo energicznym, ekspresowo rozwijającym się słodkim łobuziakiem. Jej aktualnie osiągnięty jakiś czas temu level, to sprinterskie raczkowanie po całym domu, samodzielne wstawanie i przesuwanie się przy meblach na dwóch nogach.
Zdjęcie zrobione dzień przed skończeniem 6 miesięcy:
Luby pracuje dorywczo, więc też ma dla nas czas. On w domu zajmuje się sprzątaniem. Mieszkamy sobie w trójkę w jednej z kamienic w centrum dużego miasta. Lubimy leniwie spędzać czas oglądając film, albo po prostu się wygłupiając.
Dziś Mi po raz pierwszy zjadła kawałek banana i przeżyła! ;) Również pierwszy raz była na placu zabaw. Pogoda aż zmusza do siedzenia na dworze, więc wpakowałam młodą w chustę i poszłyśmy na spacer. Zaliczyła bujawki, ale ma huśtawkę w domu, więc dla niej to żadna nowość, za to zjeżdżalnia sprawiła nam mega radość. Misia śmiała się w głos. Hostessy rozdawały balony reklamowe, to również zachwyciło Mi. Jakoś nigdy wcześniej nie wpadłam na to, żeby kupić jej balon. Z tych wszystkich emocji Mi zrobiła się zmęczona i zasnęła mi na kolanach, kiedy usiadłyśmy na parkowej ławce.


 
Czas bardzo szybko umyka, po dzieciach widać to najlepiej. Jeszcze niedawno była maleńkim owłosionym gorylkiem.
Pierwsza doba życia; dyszka Apgara, 55cm i 3340g:
Teraz to już mała panna. Cztery dni temu rozkleiłam się przy wynoszeniu łóżeczka małej z naszej sypialni. Z jednej strony jestem dumna z jej postępów i tego jak rośnie, z drugiej jest mi przykro, że staje się taka niezależna. Już coraz rzadziej je z piersi, bo dostaje stałe pokarmy, to chyba najbardziej przykre. Mam podręcznikowe problemy z okresem separacji-indywiduacji i co z tego, że o tym wiem?
Właśnie uśmiecha się przez sen :) Zaraz obudzi się na kolację.